"Czerwone Korale" z Klasek, czyli jak Koło Gospodyń zmieniło życie lokalnej społeczności
Na mapie Mazowsza to tylko mała kropka, ale w sercach mieszkańców Klaski zajmują wyjątkowe miejsce. Tu tradycja nie kurzy się w szufladach, a sąsiedzi nie mijają się obojętnie. Wszystko za sprawą Koła Gospodyń Wiejskich "Czerwone Korale", które zamieniło zwykłą wieś w tętniącą życiem wspólnotę, pełną śmiechu, wzruszeń, babcinych przepisów i pamięci o dawnych obrzędach.

Wieś Klaski leży w województwie mazowieckim, w powiecie pułtuskim, w gminie Pokrzywnica. Urocza i pięknie usytuowana mogłaby być jak jedna z wielu podobnych wiosek, ale na tle innych wyróżnia ją szczególna aktywność mieszkańców. W Klaskach prężnie działa bowiem Koło Gospodyń Wiejskich "Czerwone Korale", którego członkowie kultywują tradycję, a przy okazji świetnie się bawią.
Wspólna przestrzeń spotkań
Jak mówi przewodnicząca, Beata Górzyńska w kole mieszkańcy wsi znaleźli przestrzeń, w której mogą się spotykać i bliżej poznać.
"Kiedy zawiązało się Koło Gospodyń, wtedy poznałam tak naprawdę wszystkich ludzi z tej wsi i naszej lokalnej społeczności" - mówi Wioletta Wróbel.

Nazwa koła zobowiązuje, panie postanowiły więc same zaprojektować dla siebie stroje, w których paradują głównie na festynach i dużych imprezach.
"Nasz strój nawiązuje do naszej nazwy, czyli >>Czerwonych Korali<<. Wymyślałyśmy go tak naprawdę same, był to nasz osobisty pomysł" - podkreśla Beata, a jej mąż, Dariusz, nie ukrywa, że strój wszystkim bardzo się podoba:
"Krótka spódniczka, koraliki, haftowane serdaczki, wszystko jest super" - chwali z uśmiechem, a jego żona puentuje: "Czyli taka swojska dziewczyna".

Babcine przepisy w kolejnych pokoleniach
W spotkaniach "Czerwonych Korali" biorą udział panie z różnych pokoleń. Nad przebiegiem prac w kuchni czuwają seniorki, które dobrze pamiętają stare, sprawdzone babcine przepisy. Najstarszą gospodynią jest mama Beaty, Barbara Korbuszewska.

"Trochę się jedna od drugiej czegoś tam dowie, nauczy się gotowania" - opowiada pani Barbara, podczas gdy jej córka zagniata na stolnicy ciasto na faworki.

"Babcine receptury wykorzystujemy też w swoich prywatnych domach. One chyba są w nas tak naprawdę od dzieciństwa" - podkreśla Beata.
"Gęsi za wodą, kaczki za wodą...", czyli pamięć o obrzędach
Kuchnia to jeden rewir, w którym działają gospodynie z koła. Beata opowiada też o innych aktywnościach mieszkańców wsi.
"Nasze koło działa tak w kilku obszarach. Jest obszar kulinarny. Kolejnym takim filarem jest oczywiście integracja społeczna, bo też tutaj zawiązały się nasze pierwsze przyjaźnie, bo wcześniej nie wszystkie gospodynie się znały. No i też taka chyba najbliższa memu sercu, gdzie dotykamy tradycji i obrzędowości" - mówi, a potwierdzeniem jej słów są rozbrzmiewająca w tle podczas robienia faworków melodia "Gęsi za wodą, kaczki za wodą, uciekaj dziewczyno, bo cię pobodą..."
"Faworki są tak obśpiewane, że na pewno wyjdą perfekcyjne, kruchutkie" - śmieją się panie.

"Żeby wiedziały, jak to było kiedyś"
Dla osób, które spotykają się w siedzibie koła, ważna jest nie tylko dobra zabawa i wspólnie spędzany czas, ale i misja przekazywania tradycji młodemu pokoleniu. W spotkaniach koła biorą udział dziewczęta, które nie znają starych zwyczajów, a sposób życia wsi sprzed kilkudziesięciu lat jest dla nich pewna egzotyką. Ich mamy nie ukrywają, że bardzo zależy im na przekazywaniu dziedzictwa i różnych tradycji.
"Stare życie, które było jeszcze wcześniej, to ja pamiętam bardziej z czasów, gdy byłam dzieckiem" - wspomina Barbara Kurpińska. "No i dalej przynosimy tu te tradycje, żeby ta tradycja dalej szła. Pokazujemy młodym, co to znaczy życie starodawne - na przykład jak kiedyś wykopki były >>pod motykę<<. I my chcemy przekazać to młodszym pokoleniom, żeby wiedziały jak to było kiedyś. Bo już tego nie będzie. Już to minęło. Żeby to było ważne jednak. Aż się wzruszyłam, przepraszam. - mówi ze łzami w oczach.

A dziewczęta, które biorą udział w spotkaniach koła, wspominają sianokosy, kiszenie kapusty w dużych beczkach, czy wykopki w dawnym stylu, bo z motyką w roli głównej.
Na stół wjeżdża rejbak
Członkinie koła Czerwone Korale podkreślają, że choć skupia głownie gospodynie, w organizowaniu imprez i podczas wyjazdów, np. na festyny, mocno wspierają je panowie. Pomagają w logistyce, przewożą sprzęty, noszą je i rozstawiają.

A potem jest czas na wspólną zabawę - tak jak ta, kończąca karnawał, w której wzięła udział ekipa "halo tu polsat". Na stół wjechały faworki, wypieki i regionalne potrawy, na przykład rejbak, czyli pieczona na złoto babka ziemniaczana z tartych surowych ziemniaków, boczku, kiełbasy, cebuli i jajek.
"Na tej wsi nic się nie działo"
"Karnawał na Mazowszu i w naszej wsi to takie pożegnanie się z mięsem. No bo to tak naprawdę były już ostatnie dni, gdzie można było to mięso spożywać. Karnawał należy pożegnać z klasą" - mówi Beata, a jej mąż dodaje: "To nie jest tak, że tylko siądziemy przy stole i tylko jedzenie i picie, tylko bawimy się, integrujemy z całą wioską. To jest czas też z sąsiadami pobyć, nie tylko ze sobą".
"Gdy nie było tego koła gospodyń, to tak naprawdę na tej wsi nic się nie działo. Każdy siedział w domu, a teraz jest to odmienione. To fajna sprawa" - podsumowuje Wioletta.
Zobacz też:






