Medley na scenie i medley w życiu. Sylwia Grzeszczak za kulisami wielkiej trasy koncertowej
"To jest ten moment. [...] Robię to w szczęściu i dla siebie", mówi Sylwia Grzeszczak po zejściu ze sceny ostatniego koncertu wielkiej trasy, podczas której śpiewała także z byłym mężem. O relacji z Liberem mówi wprost, z pełną szczerością. Spełniła marzenie wyśnione lata temu, ale już kreuje kolejny, jeszcze większy plan. Sylwia Grzeszczak jest dzisiaj dojrzałą, świadomą artystką i nie ma takiej rzeczy, która mogłaby ją teraz zatrzymać. Za kulisami koncertu w krakowskiej Tauron Arenie z wokalistką rozmawiała Kamila Ryciak.

"Robię to w szczęściu, dla siebie". Za kulisami trasy koncertowej Sylwii Grzeszczak
"Słyszę w uszach bardzo dużą ilość ludzi. Fanów, którzy śpiewali i uwierz mi - to jest wspaniałe uczucie i za to chcę też podziękować. Bo pięknie jest śpiewać dla takiej ilości ludzi", mówi Sylwia Grzeszczak dosłownie chwilę po zejściu ze sceny. "To jest takie marzenie z dzieciństwa, które spełniło się, ziściło i nadal pięknie się rozwija. Zawsze pragnęłam tego, żeby śpiewać, widzieć tylu ludzi, żeby śpiewać w jednym takim wielkim chórze, żeby usłyszeć tę potęgę... To jest coś niesamowitego".
Widzimy, jak tuż przed koncertem wokalistka spontanicznie wchodzi na halę, gdzie już zbierają się ludzie, aby porozmawiać z nimi, zrobić wspólne zdjęcia, rozdać autografy. Bo spotkania z ludźmi, na scenie i poza nią, to prawdziwa wymiana energii: "Ci ludzie dają mi mnóstwo wspaniałych emocji. [...] Ja też tego potrzebuję, to jest coś mocnego w dwie strony", mówi artystka.
Widzimy urywki z krakowskiego koncertu. Pełna hala, wszyscy znają słowa każdej z piosenek. A chwilę wcześniej, dosłownie 10 minut przed rozpoczęciem show, w trakcie ostatnich poprawek makijażu, Sylwia czeka, bo okazuje się, że ludzi jest tak dużo, że trzeba dać im czas na zajęcie miejsc: "Czekamy, aż wejdą wszyscy ludzie, bo jest ich bardzo dużo, chyba 18-19 tysięcy...".
Kamila Ryciak pyta, co dzisiaj czułaby mała Sylwia, która dopiero uczyła się grać na fortepianie, patrząc na dorosłą wersję siebie, która właśnie schodzi ze sceny, pod którą jej utwory śpiewały tysiące ludzi? "Zawsze walczyłam o to, żeby czuć, że robię to sama. Sama, sama dla siebie. I to jest ten moment, gdzie jestem totalnie świadoma, że robię to w takim szczęściu, dla siebie", wyznaje Sylwia Grzeszczak.

Sylwia Grzeszczak znów śpiewa z Liberem. "Myślę, że to się nie zmieni"
Podczas ostatniej trasy koncertowej Sylwia Grzeszczak znów występowała z Marcinem Piotrowskim, czyli Liberem. Przypomnijmy, że muzycy rozstali się w 2023 roku, po trwającym prawie 9 lat małżeństwie.
"Robimy to od wielu lat, była mała przerwa oczywiście, ale ten powrót do wspólnego śpiewania uważam za fajną przygodę. I przede wszystkim fajnie słyszeć swoje piosenki na tak wielkim obiekcie, śpiewane przez taki duży tłum fajnych ludzi", mówił Liber za kulisami krakowskiego koncertu.
Sylwia Grzeszczak i Marcin Piotrowski, jak mówiła Kamila Ryciak, zamknęli trudny etap na tyle dobrze, że mogą znów razem występować. "Tak powinno być po prostu. Mogę życzyć wielu osobom tego samego, bo trzeba rozmawiać, trzeba się dogadywać. Tym bardziej, że ta muzyka jest czymś, co ludzie kochają w tym zestawieniu więc... O to jesteśmy", dodał Liber.
"Zobaczyć ciebie i Libera razem na scenie to było coś bardzo wzruszającego. Że wam się udało wszystkie rzeczy przepracować", mówiła nasza reporterka do Sylwii Grzeszczak.
"Uważam, że jest to bardzo ważne. Mamy wspólną córkę, naszą najukochańszą na świecie, jedyną i tu jest największe dobro. Zresztą, fajnie, że tak jest. Cały czas współpracujemy ze sobą i myślę, że to się nie zmieni. Czemu miałoby być inaczej? Jeśli ludzie są dojrzali w jakimś stopniu to naprawdę można wiele zrobić wspaniałych rzeczy", wyznała artystka.

Zobacz też: Robert Gawliński z synami na scenie i żoną w roli menagerki. Wilki świętują 35-lecie - wyjątkowo rodzinnie
"Dochodzi do mnie, w którym miejscu jestem". Sylwia Grzeszczak po wielkiej trasie koncertowej
Krakowski koncert był szóstym na trasie Sylwii Grzeszczak. Wkrótce wróci więc do domu i... co dalej? Kamila Ryciak pyta, jak sobie radzi, gdy nie ma już tych emocji, którymi się karmi, nie ma już sceny, świateł, śpiewu ludzi i fleszy.
"Zajeżdżam do domu, są dwa pierwsze dni takie mocne, gdzie schodzą wszystkie emocje, schodzi cała adrenalina. Wtedy dochodzi do mnie, w którym miejscu ja jestem, co zrobiłam, czy zrobiłam to dobrze", odpowiedziała. Pierwsze dni po trasie to także czas na regenerację, bo koncerty, w takiej formie, jaką zaplanowała Sylwia, są wyjątkowo wyczerpujące fizycznie.
"Próbuję znaleźć taki moment dla siebie, żeby uspokoić cały organizm. No bo kiedy wychodzisz na scenę i grasz koncert dwugodzinny i on leci »longiem«, bo tak sobie założyłam, że będę grać ten koncert jako jeden wielki właśnie medley, połączenie wszystkich utworów... To w takim ogromnym napięciu, takich ogromnych emocjach, kiedy wchodzisz do tego domu - jest zupełnie inaczej. Zupełnie, totalnie. Inna prędkość", wyznała.
"Trzeba sobie wypośrodkować, ale już to wiem. Ja na scenie jestem kilkanaście lat i nauczyłam się tego, w jaki sposób funkcjonować prywatnie i zawodowo. Zrobiłam sobie taki miks, taki medley, w którym się odnajduję i jestem szczęśliwa. Jestem na tyle silna, że po prostu chcę iść dalej w to. Dalej i dalej", dodaje z uśmiechem Sylwia Grzeszczak.
Sylwia Grzeszczak chce spełnić kolejne marzenie. "Chyba takie największe moje"
Za kulisami koncertu w Tauron Arenie w Krakowie Kamila Ryciak rozmawia też z Mateuszem Ziółką, który występował gościnnie z Sylwią Grzeszczak:
"To jest genialne uczucie. Nie wiem, czy wiesz, ale ja na to czekałem chyba z osiem lat, bo myśmy tę piosenkę wydali chyba prawie osiem lat temu. Więc ja czekałem, czekałem i się doczekałem. Jestem onieśmielony tym, co się tu dzisiaj wydarzyło, naprawdę. Cała ta Arena, w ogóle cała trasa - genialna. Chylę czoła".
Wokalista wróży koleżance wielką przyszłość. Gdy Kamila pyta go, kiedy jego zdaniem Sylwia zagra na wielkim stadionie, odpowiada: "Ja tak daję jej dwa lata. Za dwa lata Stadionik Narodowy się wypełni". Czy właśnie ten pełny stadion jest kolejnym wielkim marzeniem artystki?
"Nie mogę powiedzieć teraz jeszcze, ale to jest grube marzenie. I chyba takie największe moje", odpowiada Sylwia Grzeszczak i dodaje: "Nie mogę wam tego powiedzieć, ale na pewno to marzenie jest bardzo duże. Gdziekolwiek to się stanie, w jakimkolwiek miejscu, to jest to potężne".






