Thomas Anders o fenomenie Modern Talking i związkach z Polską. "Jakbym wracał do domu"
Thomas Anders - pięćdziesiąt procent legendarnego Modern Talking - był jedną z największych gwiazd Sylwestrowej Mocy Przebojów w Toruniu, która ledwie kilkadziesiąt godzin temu zakończyła mijający rok (rozpoczynając tym samym kolejny). W udzielonym przy okazji wywiadzie - wyemitowanym w "halo tu polsat" - wokalista opowiedział o swoim sentymencie do Polski, fenomenie muzyki lat 80. oraz o tym, co potrafi wyczytać ze zgromadzonej pod sceną publiczności.

"Jakbyśmy byli sąsiadami". Anders o wyjątkowej relacji z Polską
Thomas Anders to artysta, którego w Polsce przedstawiać nie trzeba. Od dekad jego przeboje, tworzone niegdyś z Dieterem Bohlenem pod szyldem Modern Talking, rozgrzewają polskie parkiety. Nie inaczej było podczas ostatniego sylwestra w Polsacie, podczas którego Anders porwał publiczność w Toruniu.
W "halo tu polsat" piosenkarz przyznał, że wizyty w naszym kraju są dla niego czymś więcej niż tylko obowiązkiem zawodowym. Thomas nie ukrywa bowiem, że czuje się nad Wisłą wyjątkowo swobodnie, co zawdzięcza przede wszystkim otwartości fanów i fanek.
"Uwielbiam przyjeżdżać do Polski, ponieważ ludzie są tu niezwykle przyjaźni i otwarci. W pewnym sensie czuję się tak, jakbyśmy byli sąsiadami i jakbym za każdym razem wracał do domu", mówił.
Artysta zdradził również swoje plany koncertowe na najbliższy rok - wszystko wskazuje na to, że w kolejnych dwunastu miesiącach Polki i Polacy będą mieli wiele okazji do spotkań z Andersem; ten planuje zagrać nad Wisłą pięć, sześć, a może nawet siedem koncertów. Jak podkreśla, każde spotkanie z publicznością, czy to w Zakopanem, Gdańsku czy Toruniu, jest dla niego cenne.
"Kiedy przyjeżdżam do hotelu i czekają tam na mnie ludzie, pokazując mi stare płyty i zdjęcia sprzed dziesięcioleci, to zawsze jest dla mnie czymś wyjątkowym", dodał.
Sekret sukcesu Modern Talking. "Ludzie po prostu to kochają"
Mimo upływu czterech dekad, muzyka Modern Talking wciąż łączy pokolenia. Pytany o sekret tej niesłabnącej popularności, Thomas Anders zachowuje skromność, choć nie ukrywa dumy z artystycznego dorobku.
"Mógłbym powiedzieć, że dlatego, że muzyka jest genialna i my jesteśmy genialni. Ale nie chcę tak mówić. Myślę, że ludzie po prostu kochają tę muzykę i na tym polega jej siła. To proste melodie, dopracowane produkcyjnie, które trafiają do różnych pokoleń", przyznał.
Według wokalisty, starsze pokolenia odnajdują w tych dźwiękach magię lat osiemdziesiątych, podczas gdy młodsze roczniki dołączyły do fanowskiego grona przy kolejnej fali popularności zespołu na przełomie wieków.
"Jestem dumny z tego, że mogę być artystą, którego ludzie znają. Śpiewam dla nich, a oni mogą śpiewać razem ze mną", uzupełnił Anders.
Historie wypisane na twarzach. Co widać ze sceny?
Dla Thomasa koncerty to także wymiana emocji. Przyznał, że obserwowanie twarzy ludzi zgromadzonych pod sceną jest dla niego niezwykle interesującym doświadczeniem.
"Widzę, że każdy z nich niesie w sobie własną, wyjątkową historię, ukrytą głęboko w duszy. Może była to pierwsza miłość? Może czas małżeństwa? A może chwile trudne? Rozstanie, rozwód lub coś innego? Nie widzę tego dosłownie, ale czuję te emocje", tłumaczył.
Na koniec rozmowy Anders przekazał również widzom i widzkom wyjątkowe życzenia noworoczne, skupiające się na wewnętrznym spokoju.
"Życzę wszystkim, aby odnaleźli w sobie to, czego naprawdę szukają. Wewnętrzne szczęście i dobre uczucia, to właśnie one dają ogromną siłę. Kiedy człowiek jest w równowadze, we właściwym miejscu, może dokonać naprawdę wielu rzeczy", podsumował.
Zobacz też:






