Kieleckie "lumpy" i warszawskie rękodzieło. O ubraniach, które służą latami
Jak sam wspomina, w młodości był "normalnym chłopakiem z osiedla". Kiedy mieszkał w Kielcach i każdą wolną chwilę poświęcał na taniec, jego bezwzględnym priorytetem pozostawała - nomen omen - wygoda; ubrania musiały nadawać się do tanecznych prób, a wywieranie wrażenia schodziło na dalszy plan. Zamiast inwestować w modne kolekcje, wszystkie oszczędności przeznaczał na edukację i szkolenia, a odzież kupował niemal wyłącznie w "lumpach". Z tamtych lat pozostało mu niezwykle pragmatyczne podejście do kompletowania garderoby - Tomek przyznał bowiem, że nie wyrzuca rzeczy, które wciąż są w dobrym stanie, zauważając przy tym, że współcześnie jako społeczeństwo kupujemy i pozbywamy się ubrań zdecydowanie zbyt szybko.
Niezbitym dowodem na słuszność tego podejścia są perełki ukryte w jego domu - Wygoda do dziś nosi między innymi flanelową koszulę, którą kupił około trzech dekad temu, a także świetnie zachowaną koszulę, której historia sięga lat 70. ubiegłego stulecia. Uwagę przykuwa również czerwona marynarka w stylu retro - to unikatowy egzemplarz, na którym widnieją roślinne wzory; tkanina była gotowana i zawijana w liście, które trwale odbiły się na materiale.
Choreograf ogromnie ceni również polską pracę rąk i świadomie wspiera tradycyjne rzemiosło - zdecydowanie woli mieć w swojej szafie mniej ubrań, ale wykonanych niezwykle precyzyjnie i z dbałością o detale. Widzom i widzkom "halo tu polsat" zaprezentował między innymi skórzane lotniki, zrobione całkowicie ręcznie przez mistrza szewskiego Tadeusza Januszkiewicza z warszawskiej ulicy Chmielnej. W kolekcji artysty znajdują się również choćby miękkie rękawiczki stworzone na zamówienie przez Marię Giedroyć w pracowni przy stołecznej ulicy Śniadeckich, z których korzysta chociażby podczas jesiennych wycieczek rowerowych lub za kierownicą samochodu.
Krawaty "inaczej" i azjatyckie pamiątki. Co kryje szafa Wygody?
Garderoba tancerza to także fascynujący zapis jego podróży. Podczas wyjazdu artystycznego do Tokio, znalazł w jednej z designerskich dzielnic autentyczne, japońskie kimono z początku ubiegłego wieku. Ten unikalny strój mocno zainspirował jego przyjaciółkę, która uszyła mu na jego wzór swobodny i barwny szlafrok o kroju nawiązującym do świetnych projektów Gianniego Versacego. Wygoda lubi również zaszaleć z formą, choć przyznaje, że w jego szafie wciąż dominuje jednak uniwersalna, czarna barwa - jak dodaje, czasami woli ubrać się tak, by po prostu "przemknąć niezauważalnie i mieć święty spokój".
Bardzo oryginalnym patentem modowym Tomasza Wygody jest zupełnie nieszablonowy sposób noszenia krawatów. Ponieważ, jak wyznał, nigdy nie nauczono go ich perfekcyjnie wiązać pod szyją, znalazł dla jedwabnych dodatków nową funkcję - przewiązuje je więc luźno na wysokości pasa, przesuwając splot na bok. Krawat z powodzeniem zastępuje tym samym tradycyjny pasek, nadając sylwetce ogromnego luzu; to świetny sposób, by docenić stare dodatki ukryte na dnie szuflad.
Dom Wygody kryje w sobie jeszcze jedno. W oddzielnym zakamarku Tomasz trzyma zbiór starych kostiumów, które przed laty wykorzystywał do improwizowanych spektakli ze znajomymi - dzisiaj odzież ta regularnie zyskuje drugie życie. Podczas długich spotkań przy ognisku goście mogą swobodnie przebierać się i bawić własnym wizerunkiem. Jak podkreśla, bycie przywiązanym wyłącznie do tego, co znane, bywa ograniczające. Przymierzanie ubrań z zupełnie innej bajki pozwala najszybciej wyjść ze strefy własnego komfortu, przestać oceniać innych i odnaleźć zupełnie nowe, być może nieodkryte dotąd alter ego.





