Już na początku rozmowy zrobiło się lekko i z przymrużeniem oka - wszystko za sprawą fragmentów energicznych dyskusji ze studia, które wielu widzów zna z niedzielnych poranków. Jak się jednak okazuje, atmosfera poza anteną potrafi być zupełnie inna.
"Najciekawsze jest to, że goście jedzą przed i po programie" - zdradził Rymanowski. - "Część przyjeżdża specjalnie wcześniej, bo w VIP roomie jest bardzo dobry bufet".
Właśnie tam często zaczyna się dzień w studiu - spokojnie, bez napięcia i w niemal koleżeńskiej atmosferze: "Zazwyczaj to są takie pogaduchy. Większość z tych osób zna się bardzo dobrze" - opowiadał gospodarz programu.
Zupełnie inaczej bywa, gdy zapalają się światła kamer. Wtedy rozmowy stają się bardziej dynamiczne, a emocje wyraźnie rosną. Jak podkreślił dziennikarz, wynika to nie tylko z różnic zdań, ale też z naturalnej energii telewizji na żywo: "Oni wiedzą, że ekspresja się liczy. Czasami sami siebie podkręcają i nawzajem mobilizują".
Rymanowski zaznaczył jednak, że to, co widzimy na ekranie, nie jest żadnym przedstawieniem. - "Te różnice zdań są prawdziwe i merytoryczne" - podkreślił.
Rymanowski o prowadzeniu programu na żywo: "Dyrygent połączony z policjantem"
W rozmowie pojawił się też wątek pracy prowadzącego, który w takich warunkach musi zachować spokój i kontrolę nad przebiegiem programu. - "Próbuję grać takiego dyrygenta połączonego z policjantem" - powiedział z uśmiechem. - "Z poker face'em staram się utrzymać porządek, nawet jeśli emocje rosną".
Jak przyznał, nie zawsze jest to łatwe. - "Zdarzało się wiele razy, że ktoś mnie wyprowadził z równowagi, ale nie mogę tego pokazać" - mówił szczerze.
Czasem sytuacja robi się tak intensywna, że potrzebna jest szybka reakcja. - "Żartuję, że powinienem mieć przycisk z katapultą" - dodał. - "A jeśli jest naprawdę trudno, to proszę realizatora o wyciszenie mikrofonu na chwilę".
Mimo emocji program ma być przestrzenią rozmowy - także tej bardziej ludzkiej. - "Chodziło o to, żeby o polityce rozmawiać w szczególnym momencie - w niedzielę przed południem" - wyjaśnił. - "Jesteśmy gośćmi w wielu domach i dobrze, żeby choć trochę tej domowej atmosfery było w studiu".
Bogdan Rymanowski szczerze o gościach swego śniadania w Polsacie: "Część wraca do bufetu"
Dlatego oprócz tematów publicznych pojawiają się też lżejsze wątki. - "Politycy potrafią zaśpiewać kolędę, opowiedzieć coś prywatnego. W polityce też są ludzie" - zaznaczył.
Na pytanie o stres Rymanowski odpowiedział bez wahania. - "Zawsze jest stres. Nawet dzisiaj się denerwuję" - przyznał. - "Ale on pomaga - daje koncentrację i mobilizację".
Ciekawie wygląda też to, co dzieje się już po programie. - "Część gości wraca do bufetu, a część zostaje i dalej rozmawia" - zdradził Rymanowski. - "Czasem mam wrażenie, że nie chcą jeszcze wychodzić, bo tak dobrze im się rozmawia".





