Ostatni mecz Roberta Lewandowskiego w FC Barcelonie i ostatni gol
W sobotni wieczór Robert Lewandowski wystąpił w swoim ostatnim meczu w barwach FC Barcelony. Ukoronowaniem 4 sezonów w Barcy był strzelony przez polskiego napastnika w tym meczu gol. Ostatnia, a zarazem 120. bramka Lewego pięknie zamknęła jego hiszpański okres.
Tymczasem dziś na kanapie "halo tu polsat" o karierze Lewandowskiego i jego wyborach na przyszłość rozmawialiśmy z Jakubem Bączkiem, trenerem mentalnym, który miał okazję współpracować z Lewym oraz z Sebastianem Staszewskim, dziennikarzem i autorem nieautoryzowanej biografii piłkarza "Lewandowski. Prawdziwy".

Staszewski z "halo tu polsat" połączył się na Zoomie - dziennikarz jest w Walencji, w której Robert zagrał wczoraj swój ostatni mecz w barwach FC Barcelony. Jak mówił, choć mecz "nie rzucił na kolana", dla kibiców, a szczególnie fanów Roberta, było to spotkanie szczególne.
"Sportowo to był taki mecz, który nie rzucił na kolana, ale to nie miało żadnego znaczenia. Było wiadomo, że najważniejszym wydarzeniem tego dnia jest absolutnie ostatni raz, kiedy Robert Lewandowski wystąpił w koszulce Barcelony, wystąpił przez 90 minut, całą drugą połowę zagrał z opaską kapitana, strzelił gola, to niezwykle ważna informacja. 120. bramka Roberta Lewandowskiego w barwach FC Barcelony!" - podkreślił dziennikarz.
Kibice godnie pożegnali Lewego. Staszewski: "Uszanowali wielkość piłkarską naszego giganta"
"Jedni mówią, że Robert dzięki temu wszedł do klubu 10 najlepszych strzelców historii, inni, że jest na 14 miejscu, nie ma to znaczenia, prześcignął wiele legend takich jak Neymar, Ronaldinho czy Stoiczkow, a do tego został nagrodzony schodząc z boiska poklaskami na stojąco jako piłkarz gości, a nie piłkarz gospodarzy" - opowiadał.
"Bo to, że Camp Nou podziękowało Robertowi owacją na stojąco, to było oczywiste, natomiast tutaj kibice Walencji, którzy przez cały ten mecz bardzo energetycznie wspierali swoją drużynę, która wygrała ostatecznie 3 do 1, uszanowali wielkość piłkarską naszego giganta z Polski i kiedy on schodził z murawy już po zakończeniu spotkania, to ludzie po prostu wstali, zerwali się z miejsc i nagrodzili go oklaskami, myślę, że to było najlepsze podsumowanie tego w jaki sposób Robert Lewandowski postrzegany jest po tych 4 sezonach spędzonych w FC Barcelonie, tutaj w Hiszpanii" - mówi Staszewski.
Zdaniem naszego rozmówcy Hiszpanie pokochali Roberta, a na sympatię kibiców złożyły się cechy charakteru naszego napastnika.
"W Dortmundzie czy w Monachium, on tam był absolutnie podziwiany, miał respekt, natomiast tą miłość trudno było wyczuć, trochę inaczej jest tutaj w Katalonii, w ogóle w Hiszpanii. Widać, że jest to człowiek, który skradł serca kibiców, właśnie szczególnie w Katalonii, swoją skromnością, pokorą, takimi cechami, które właśnie przez Katalończyków są szanowane" - mówił dziennikarz.
"Robert tego nie ukrywa, że znaleźli drugi dom"
Zdaniem Staszewskiego ta sympatia jest odwzajemniona - Robert i jego rodzina tak dobrze czują się w Hiszpanii, że bardzo prawdopodobny jest ich powrót tutaj za jakiś czas.
"Myślę, że Robert Lewandowski wyjeżdżając z Hiszpanii zostawia tutaj za sobą wiele osób, które go uwielbiają, szanują i kochają. Zresztą, tak jak wczoraj mi powiedział, planują tutaj wrócić po zakończeniu kariery. Mają pod Barceloną dom, mówią w języku hiszpańskim, dziewczynki mówią nawet w katalońskim, więc sądzę, że Hiszpania to będzie ich miejsce na ziemi.
Oczywiście myślę, że bardzo często będą bywać w Polsce, ale sądzę, że to właśnie Hiszpania będzie ich taką bazą, domem numer jeden. Robert tego nie ukrywa, że znaleźli drugi dom, a być może właśnie na tej emeryturze, którą mamy nadzieję, że jeszcze tak szybko nie nadejdzie, to będzie tym domem numer jeden" - dodał Staszewski.
Obsesja bycia najlepszym
Kariera Roberta Lewandowskiego robi wrażenie, ale u jej podstaw leży ogromna pracowitość i wytrwałość piłkarza. I właśnie o tym, co sprawiło, że Lewy zaszedł tak daleko, mówił nasz drugi gość, trener mentalny Jakub Bączek, który współpracował z Lewandowskim.

Na pytanie Agnieszki Hyży, skąd u Roberta "obsesja bycia najlepszym", Bączek odparł:
"Trochę tę obsesję widać w tym, że w ostatnim meczu on strzela jeszcze gola jako taka kropka na "i", gdzie być może jakiemuś zawodnikowi, który już zakomunikował, że odchodzi, trochę mniej zależy, trochę ściąga nogę z gazu. Ale to nie Robert, on jest takim człowiekiem, który jest zainteresowany, jak strzelić pięć goli w dziewięć minut, czego się generalnie nie da zrobić i on to robi. On potrafi, czyli >>fajter<< do samego końca i tytan pracy. Myślę, że jego etyka pracy jest bardzo inspirująca, również dla tych młodych ludzi, którzy zostaną w Barcelonie już po odejściu Roberta" - zauważył nasz gość.
"Być może długo nie będziemy mieć takiego piłkarza"
Zdaniem trenera mentalnego, u Roberta działa razem kilka rzeczy - za sukcesem nie stoi wyłącznie ogromna pracowitość, ale coś jeszcze.
"W treningu mentalnym mówimy o takiej teorii biopsychospołecznej, czyli - po części są to geny. Niektóre odpowiadają na przykład za to, że człowiek się trochę później męczy niż cała reszta. On to ma. Druga rzecz, to że jesteśmy nastawieni na sukces - tego też nie mają wszyscy, a on to zdecydowanie ma. Poza tym, gdy się trafi w odpowiednie ręce, do odpowiedniego sztabu szkoleniowego, gra się z kolegami, którzy też są ambitni, też >>cisną na bramę<<, mówiąc kolokwialnie, no to tu się wszystko zgadza. I my być może takiego piłkarza, na tak wysokim poziomie, jakiego mamy w postaci Roberta, długo jeszcze nie będziemy mieli, bo tu się dużo puzzli jednocześnie składa" - podkreślił Bączek.
Agnieszka Hyży była zaś ciekawa, jak - zdaniem trenera mentalnego - Robert radził sobie w trudnych momentach - gdy coś szło nie po jego myśli i gdy kibice przestawali chwalić i uwielbiać, a zaczynali mocno go krytykować.
"To jest tak, że na początku ta sinusoida emocji od dołka po euforię jest taka bardzo szeroka, z dużą amplitudą" - opowiadał trener. "Ale z czasem, możemy to nazwać rutyną, doświadczeniem, ta sinusoida się jakby trochę wypłaszcza. I też Robert ma bardzo zdrowy nawyk. Myślę, że nie każdy młody sportowiec to ma. Robert ten nawyk ma - on nie czyta za dużo komentarzy z polskiego Internetu pod danym meczem, danym wpisem i myślę, że to jest bardzo zdrowe" - zauważył Bączek.
Co po Barcelonie? "Prawdopodobnie dopiero w czerwcu poznamy przyszłość Roberta Lewandowskiego"
Ostatni mecz w barwach FC Barcelony już za Robertem. Co teraz z karierą Lewego?
Zdaniem Sebastiana Staszewskiego, w tej chwili Lewandowski na pewno będzie chciał chwilę odpocząć.
"Przede wszystkim teraz Robert zasłużył na wakacje. Myślę, że poleci na jakiś szybki wypoczynek, bo pamiętajmy, że lada moment rozpoczyna się zgrupowanie reprezentacji Polski, gdzie znów będzie cały czas pod presją. A później oczekiwanie na finalizację rozmów, które pewnie lada moment się zaczną" - mówił nasz gość.
Na stoliku, póki co, leży jedna konkretna oferta z klubu Chicago Fire. Niewykluczone jednak, że lada moment Lewy dostanie inne propozycje - mówi się o ofercie od klubu z Arabii Saudyjskiej.
"Nie ma co kryć, że arabskie kluby przez długi czas nie chciały składać tych propozycji, bo nie wiedziały, czy Robert nie chce wykorzystać ich jako dźwigni w rozmowach z FC Barceloną" - mówił Staszewski. "Dziś wiadomo, że już do FC Barcelony czy w FC Barcelonie nie zagra, że opuszcza ten klub, więc stało się jasne, że te propozycje można składać. Uważam, że ten tydzień i następny tydzień przyniesie nam jakieś dodatkowe, kolejne, nawet nie kluczowe, ale przyniesie nam nowe informacje dotyczące ofert, no bo wiadomo, że proces negocjacyjny trwa już od kilku tygodni".
Na ostateczne decyzje przyjdzie nam pewnie jeszcze poczekać, bo - jak mówi Staszewski: "Prawdopodobnie dopiero w czerwcu poznamy przyszłość Roberta Lewandowskiego. Natomiast jeśli to się w czerwcu wydarzy, to jest to absolutnie okej. Jeszcze będzie miał czas na okres przygotowaczy" - podsumował nasz gość.
"Lewandowski wciąż będzie grał w piłkę i wciąż będzie reprezentował klub, który będzie o coś walczył"
Zdaniem Staszewskiego rozstanie z Barceloną choć trudne dla Lewandowskiego, nie było nieoczekiwane.
"Trudno zakładać, że Robert tego nie czuł, że Robert pewnych rzeczy nie widział. On oczywiście liczył do samego końca, że ta oferta przedłużenia kontraktu z FC Barceloną będzie. Natomiast myślę, że miał świadomość upływającego czasu i widać było, że te ostatnie mecze bardzo mocno przeżywa, ale przeżywa jako dorosły, świadomy mężczyzna" - podkreślił nasz gość.
"Trochę sentymentalnie myślę do tego podchodził, a nie z rozpaczą, że sobie dalej na tym piłkarskim rynku nie poradzi. Bo Robert Lewandowski wciąż będzie grał w piłkę i wciąż będzie reprezentował, myślę, klub, który będzie o coś walczył. Więc sądzę, że na pewno żal, na pewno smutek. To zresztą było widać. Nie zawsze zdano się, że Robert Lewandowski płacze publicznie, a tak było wczoraj. Natomiast na samym końcu przede wszystkim Robert może mieć poczucie dobrze wykonanego zadania.
Cztery sezony, siedem pucharów, w tym trzy mistrzostwa, 120 bramek, blisko 200 meczów rozegranych dla FC Barcelony i status legendy. No myślę, że lepiej być nie może" - spuentował Staszewski.







