Moda na kiszonki nie jest przypadkowa. Coraz częściej wracamy do smaków, które pamiętamy z dzieciństwa. W końcu nasze babcie od dawna wiedziały, że czasem największe skarby kryją się w zwykłym słoiku stojącym w spiżarni. Zresztą początek lata to idealny moment, by samemu przygotować domowe kiszonki. W czerwcu na straganach i w warzywniakach pojawia się coraz więcej świeżych warzyw, a wraz z nimi wraca ochota na robienie przetworów.
Nasze babcie kisiły niemal wszystko
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu kiszenie było czymś naturalnym. Nie chodziło wyłącznie o smak, ale przede wszystkim o sposób przechowywania żywności na zimę. W wielu domach oprócz beczki z kapustą czy słojów z ogórkami można było znaleźć także kiszone buraki, czosnek, rzodkiewki, zielone pomidory a nawet... kalafior.
Dziś, gdy coraz więcej mówi się o mikrobiocie jelitowej i naturalnych probiotykach, dawne przepisy przeżywają prawdziwy renesans. Okazuje się, że babcine sposoby wcale nie były takie staromodne.
Kiszona rzodkiewka. Mało kto o niej pamięta, a szkoda
Rzodkiewka po ukiszeniu traci część swojej charakterystycznej ostrości i nabiera delikatnie kwaśnego, lekko pikantnego smaku. Zachowuje przy tym przyjemną chrupkość, dzięki czemu świetnie sprawdza się jako dodatek do kanapek, sałatek czy twarożków. Co ciekawe, kiszona rzodkiewka od lat cieszy się ogromną popularnością w Korei Południowej, gdzie stanowi jeden z podstawowych dodatków do wielu potraw.

Wartości odżywcze rzodkiewki pozostają jej ogromnym atutem. Jest źródłem witaminy C oraz związków siarki, które wspierają naturalne procesy oczyszczania organizmu. Sama fermentacja sprawia natomiast, że pojawiają się bakterie kwasu mlekowego, mogące korzystnie wpływać na mikroflorę jelitową.
To właśnie dlatego nasze babcie chętnie sięgały po kiszonki zwłaszcza jesienią i zimą, kiedy świeżych warzyw było mniej, a organizm potrzebował dodatkowego wsparcia.
Kiszony czosnek. Naturalny skarb ze spiżarni
Surowy czosnek nie każdemu odpowiada, ale po fermentacji staje się znacznie łagodniejszy. Traci część swojej ostrości, a ząbki nabierają lekko maślanego smaku.
Czosnek od lat kojarzony jest ze wspieraniem odporności. Zawiera związki siarkowe oraz przeciwutleniacze, a po ukiszeniu zyskuje dodatkowo właściwości charakterystyczne dla fermentowanych produktów.
Dawniej nasze babcie dodawały go niemal do wszystkiego - do zup, sosów czy kanapek. Nie bez powodu mówiły, że "czosnek stawia na nogi". Choć nie jest lekarstwem, może być wartościowym elementem codziennej diety.
Kiszony kalafior. Prawdziwy hit pełen witamin
Kalafior kojarzy się raczej z obiadem niż ze słoikiem kiszonek. Tymczasem po fermentacji zyskuje wyrazisty smak i zachowuje przyjemną chrupkość.
Jest źródłem błonnika, witaminy C i folianów, a proces kiszenia sprawia, że może korzystnie wpływać na pracę układu pokarmowego. Wiele osób wykorzystuje go jako dodatek do dań mięsnych lub składnik sałatek.
Co ciekawe, dawniej w wielu domach kiszony kalafior pojawiał się na stołach podczas zimy. Był prostym sposobem na wzbogacenie codziennego jadłospisu, gdy dostęp do świeżych warzyw był ograniczony.
Zielone pomidory do słoika? Nasze babcie dobrze wiedziały, co robią
Pod koniec lata, gdy na krzakach pozostawały niedojrzałe pomidory, w wielu domach nic się nie marnowało. Zielone owoce trafiały do słoików i przechodziły proces fermentacji.
Po ukiszeniu nabierają charakterystycznego, lekko kwaśnego smaku. Zawierają błonnik i przeciwutleniacze obecne w pomidorach, a dodatkowo, podobnie jak inne kiszonki, dostarczają bakterii kwasu mlekowego.
Kiszonki - dlaczego wracają do łask?
Produkty fermentowane zawierają bakterie kwasu mlekowego, które mogą wspierać równowagę mikrobioty jelitowej. To właśnie dlatego coraz częściej mówi się o ich korzystnym wpływie na trawienie, odporność czy samopoczucie.

Kiszonki dostarczają również błonnika, witamin i składników mineralnych obecnych w warzywach, z których zostały przygotowane. Nie są jednak cudownym lekiem na wszystkie dolegliwości. Eksperci podkreślają, że najlepiej traktować je jako element zróżnicowanej diety.
Zobacz też: Ta koreańska kiszonka robi furorę także w Polsce. Dietetycy mówią o korzyściach dla jelit
Czy każdy może jeść kiszonki?
Choć kiszonki mają wiele zalet, nie każdy organizm reaguje na nie tak samo. Osoby cierpiące na nadkwaśność, refluks czy niektóre choroby nerek powinny zachować ostrożność, ponieważ produkty te zawierają sporo soli i mają kwaśny odczyn.
Jeśli do tej pory kiszonki nie pojawiały się w diecie, warto wprowadzać je stopniowo. Kilka plasterków kiszonej rzodkiewki czy kilka różyczek kalafiora dziennie w zupełności wystarczy na początek.
Zobacz też:
Jedni ją uwielbiają, inni czują smak mydła. To zioło dzieli ludzi na całym świecie
Acai - egzotyczna jagoda z Amazonii, która robi furorę na całym świecie







