W ten weekend w programie "halo tu polsat" znów mieliśmy okazję poznać wzruszającą historię odzyskanej pewności siebie. Implantolog dr Barbara Sobczak podarowała nowy, piękny uśmiech kolejnej osobie - tym razem była to pani Alina.

Gdy pani Alina wchodzi do pokoju, ciepło, niezwykła łagodność i pogoda ducha natychmiast udzielają się otoczeniu. Na co dzień ta sześćdziesięciojednoletnia emerytka udowadnia, że wiek to jedynie cyfra w dowodzie, a prawdziwe życie zaczyna się wtedy, gdy mamy czas na swoje pasje.
Wolne chwile spędza na dwóch kółkach, przemierzając Polskę w grupie zapalonych cyklistów. Wiatr we włosach, niekończące się kilometry i piękno rodzimego krajobrazu to jej żywioł. Jednak przez ponad trzy dekady w tym idealnym obrazie brakowało jednego, niezwykle ważnego elementu - pełnego, nieskrępowanego uśmiechu.
Jej przyjaciółka mówi, że Alina ma w sobie tyle miłości, że najchętniej przytuliłaby każdego, kogo spotka na swojej drodze.
Mało kto wiedział, że za tą pogodną fasadą krył się głęboko skrywany kompleks. Pani Alina już jako trzydziestoletnia, młoda kobieta została zmuszona do noszenia tradycyjnej protezy ruchomej. Dla kogoś o tak towarzyskiej naturze był to powód dużego dyskomfortu.
Mąż Aliny, pan Andrzej wspomina, że dla ukochanej żony proteza była powodem chronicznego zapalenia dziąseł. Ale dla naszej bohaterki co innego było dużo ważniejszym problemem.
Jak sama przyznaje, codzienne funkcjonowanie z takim rozwiązaniem kładzie się cieniem na relacjach z ludźmi. Każdy wybuch śmiechu, każda rozmowa w gronie przyjaciół z klubu rowerowego wiązały się z podświadomym lękiem.
W obawie, że ktoś zobaczy, że coś wypadnie, pani Alina nauczyła się kontrolować swój uśmiech, maskować emocje i rezygnować z pełnej ekspresji, która była tak naturalną częścią jej osobowości.
Przełom nastąpił w momencie, gdy zmęczenie dotychczasowym stanem rzeczy wygrało z obawami przed zmianą. Pani Alina trafiła pod skrzydła dr Barbary Sobczak - dentystki, implantologa i właścicielki renomowanych klinik. To spotkanie okazało się początkiem metamorfozy, nie tylko estetycznej, ale przede wszystkim wewnętrznej.
Zaplanowany dla pani Aliny zabieg polegał na wszczepieniu siedmiu implantów, które miały stać się solidnym, stałym fundamentem dla nowych - trzecich zębów, bez sztucznych dziąseł. Choć brzmi to medycznie i chłodno, w rzeczywistości był to proces przywracania pacjentce utraconej przed laty wolności i pewności siebie.
Efekt końcowy przeszedł najśmielsze oczekiwania. Jej nowy uśmiech jest naturalny, piękny i stabilny, a zmiana jakości życia - widoczna na pierwszy rzut oka.
"Kochana, tak mocno cię ściskam, trzeba szanować twoje ręce, bo one są złote" - tak pani Alina podziękowała na koniec dr Barbarze.