Prawie nie widzi i zdobywa medale na nartach. Michał Gołaś odniósł ogromny sukces
Michał Gołaś jest czołowym przedstawicielem polskiego paranarciarstwa alpejskiego. Specjalizuje się w slalomie i gigancie, a rok 2026 okazał się dla niego absolutnie przełomowy. Na stoku zawodnikowi towarzyszy przewodnik Kacper Walas i razem z nim Michał zdobył srebrny i brązowy medal podczas swojego debiutu na XIV Zimowych Igrzyskach Paralimpijskich Mediolan-Cortina 2026.
Michał Gołaś startuje w klasie zawodnicy z niepełnosprawnością wzroku. Przed medalami paralimpijskimi wraz z Kacprem Walasem sięgnął m.in. po medal Pucharu Świata, Mistrzostw Świata w Espot w superkombinacji, zwyciężył też Zimową Uniwersjadę. Oprócz tego Michał studiuje na Akademii Kultury Fizycznej w Krakowie, a w tym roku na igrzyskach debiutowała także jego młodsza siostra Oliwia. Rodzinę Gołasiów odwiedziła reportkerka "halo tu polsat" Anna Rubaj.
"Przewodnik jest oczami zawodnika". Na czym polega paranarciastwo alpejskie?
"Te igrzyska na szczęście dobrze się potoczyły dla nas. Było to takie zakończenie trudnego sezonu. W tych dwóch naszych mocnych konkurencjach dwa medale w debiucie - bardzo pozytywnie, jesteśmy przeszczęśliwi", mówił skromnie Michał Gołaś.
Podczas wywiadu z Anną Rubaj towarzyszyła mu najbliższa rodzina oraz przewodnik Kacper Walas. "Narciarstwo alpejskie to trudna dyscyplina, bardzo złożona i skomplikowana. Tutaj jest wymóg jeżdżenia z przewodnikiem", podkreślił Michał, a Kacper wyjaśnił, w jaki sposób współpracują na stoku.

"Ja jadę pierwszy, przed Michałem. Ja muszę dostosowywać prędkość do niego, wszystkie komendy dawać", mówił i dodał ze śmiechem: "Oczywiście mówię też o tempie - czy jest zbyt wolne, czy szybkie - ale czasem się mnie młody nie słucha".
Żeby osiągnąć taki poziom współpracy, trzeba lat treningów i silnej relacji opartej na zaufaniu. "Kacper jest najlepiej wytrenowanym przewodnikiem na świecie, tak myślę. Nikt się tak nie potrafi uwijać na slalomie jak Kacper", mówił Michał Gołaś, a jego tata, Michał Gołaś senior tłumaczył:
"Przewodnik jest trochę oczami zawodnika - dlatego oni jadą parami. Zawodnicy w tej grupie niedowidzącej, ich ostrość widzenia, to, co widzą jest ograniczone. Przewodnik po to jedzie pierwszy, bo on dobrze widzi trasę, widzi ustawienie figur i te informacje, albo w krótkich komendach przekazuje, albo zawodnik podąża za przewodnikiem".
Polak z niepełnosprawnością wzroku zdobył dwa medale na igrzyskach. "My się jeszcze uczymy"
W tym roku na igrzyskach debiutowała też młodsza siostra Michała, Oliwia Gołaś, również paranarciarka alpejska.
"Zajęliśmy 9 miejsce, także jesteśmy w dziesiątce. Ja się bardzo cieszę. Większość dziewczyn było starszych ode mnie, z większym doświadczeniem. Jak na moje pierwsze igrzyska, uważam, że to dobry wynik", mówiła siedząc obok swojego przewodnika, który jest też jej życiowym partnerem.

Michał mówił, że nigdy z siostrą nie rywalizują: "Wspieramy się. Całe życie trenujemy razem w klubach i teraz w kadrze Polski". Jego mama Edyta dodała, że narty były obecne w życiu jej pociech właściwie od pierwszych miesięcy.
Rodzice paranarciarzy wyjaśnili, że niepełnosprawność ich syna i córki nie ujawniła się od razu - w pierwszych latach obydwoje widzieli normalnie.
"Jest to genetyczna wada wzroku, widzimy z Oliwą podobnie, ale nie tak samo. Ja mam lepsze pole widzenia, a Oliwia lepiej widzi centralnie i z daleka", tłumaczy Michał Gołaś. Zawodnik wspomniał, że ze względu na swój wzrok w szkole radził sobie czasem z pomocą... lornetki
"Na stoku to robi dużą różnicę, bo jak jest dobre oświetlenie, to słabo widać podłoże, słabo widać tyczki. My nie możemy się tak rozpędzić w pewnych miejscach - im większa prędkość tym ostrość widzenia i w ogóle widzenie jest coraz trudniejsze", tłumaczył dalej paranarciarz.
"My jeszcze się uczymy tych szybkich konkurencji [...] Dlatego te medale na razie są w tych kategoriach, które w Polsce możemy trenować", dodał jeszcze.
Zobacz też:
"To jest mój dom". Władimir Siemirunnij o sympatii do Polski, medalach i życiu poza lodowiskiem







