Ustrojowy eksperyment i francuski finał. O pierwszej wolnej elekcji w dziejach Rzeczypospolitej
Ogłoszenie interregnum uruchomiło skomplikowaną machinę dyplomatycznych gierek, przyciągając nad Wisłę wzrok niemal całego kontynentu; szczególnie pożądliwie na polską koronę zerkały stolice państw ościennych - Wiedeń (w osobie arcyksięcia Ernesta, syna cesarza Maksymiliana II), Moskwa (uosabiana przez cara Iwana IV) oraz Sztokholm (forsujący kandydaturę króla Jana III, szwagra ostatniego z Jagiellonów). Polska szlachta poruszała się jednak po wyjątkowo grząskim gruncie - wybór któregokolwiek z bezpośrednich sąsiadów niósł wszak za sobą potężne ryzyko uwikłania państwa w niechciane spory; Habsburgowie - jako zagorzali katolicy - stanowili bowiem zagrożenie dla wypracowanej tolerancji wyznaniowej, Rurykowicz kojarzył się z bezwzględnym jednowładztwem, Waza zaś - z uwikłaniem w sprawy Północy. Wobec dylematów tych ratunku poczęto szukać nad Sekwaną.
Droga do osadzenia na rodzimym tronie Henryka, księcia Angoulême i Andegawenii - czwartego syna króla Francji Henryka II oraz królowej Katarzyny - okazała się wyjątkowo kręta; największą przeszkodę stanowiło zaś uwikłanie w wydarzenia paryskiej nocy świętego Bartłomieja z sierpnia 1572 roku. Rzucało to głęboki cień na jego kandydaturę w państwie, które ledwie chwilę wcześniej zagwarantowało sobie swobodę wyznaniową (aktem konfederacji warszawskiej ze stycznia 1573 roku). "Wybielenie" postaci Walezego stało się zasługą Jeana de Monluca, biskupa Valence, a jednocześnie francuskiego ambasadora nad Wisłą; dysponując niebagatelnymi funduszami (oraz posiłkując się kunsztowną retoryką) zdołał on ostatecznie "odczarować" wizerunek kandydata.
Historyczna elekcja znalazła swój finał w 1573 roku w podwarszawskim Kamieniu, gdzie zebrało się blisko pięćdziesiąt tysięcy uprawnionych do głosu. Po wysłuchaniu poselstw i żmudnych rokowaniach, francuski książę (choć nie osobiście - rzecz jasna) zdołał przechylić szalę na swoją stronę. Aby uchronić państwo przed widmem ewentualnego absolutyzmu, wypracowano przy tym ustrojowy "gorset", oparty na dwóch filarach; pierwszy stanowiły artykuły henrykowskie - akty mające odtąd obowiązywać każdego kolejnego władcę (tam też zawarto między innymi kwestię nienaruszalności wolnej elekcji, zachowania tolerancji wyznaniowej czy zakazu nakładania podatków), drugim były natomiast pacta conventa - a więc spersonalizowana umowa cywilnoprawna. Na jej mocy Henryk zobowiązał się nie tylko do zasilenia pustego skarbca czy budowy morskiej floty, ale i do uregulowania kwestii matrymonialnej. Nowy król miał bowiem poślubić księżniczkę Annę - siostrę zmarłego Zygmunta II (starszą od Walezego o niemal trzy dekady); krok ten stanowił kluczowy warunek legitymizacji nowej władzy poprzez fizyczne nawiązanie do jagiellońskiej krwi. By wymusić akceptację tych wymogów, latem 1573 roku do Paryża wyruszyło poselstwo, które w murach katedry Notre-Dame odebrało od księcia uroczystą przysięgę.
Złota klatka na Wawelskim Wzgórzu. O zderzeniu dwóch zupełnie różnych światów
Przybycie francuskiego księcia do nowej ojczyzny przeciągnęło się aż do stycznia 1574 roku. Od momentu krakowskiej koronacji (21 lutego 1574 roku), właściwe sprawowanie władzy - liczące sobie ostatecznie sto osiemnaście dni - okazało się jednak bolesnym zderzeniem dwóch zupełnie obcych sobie światów; już samo zaprzysiężenie ustrojowych paktów zrodziło ogromne napięcia. Wprawdzie monarcha - pod silną presją otoczenia - wypowiedział ostatecznie formułę przysięgi, w kolejnych miesiącach systematycznie uchylał się od oficjalnego potwierdzenia tychże.
Henryka oraz jego dwór raził przy tym surowy klimat, sarmacka siermiężność oraz ubóstwo prowincji (choć jednocześnie Walezjusz nie krył szczerego oczarowania krakowskim zamkiem - Wawel pozostawał wszak wyjątkowo wyraźnym symbolem potęgi Jagiellonów). Społeczność lokalną wprawiała z kolei w osłupienie nowa, niespotykana dotąd estetyka. Król preferował zdobne w klejnoty stroje, nadużywał intensywnych pachnideł, a w przekłutych uszach nosił podwójne, wysadzane perłami wisiorki, co miejscowa szlachta niemal jednogłośnie uznała za przejaw "zniewieściałości"; na dworze zaroiło się też od wystrojonych i uperfumowanych mężczyzn, a w bliskim otoczeniu władcy przebywali liczni faworyci (o ile wierzyć ówczesnym plotkom - nierzadko dzielący z Henrykiem królewskie łoże).
Obowiązki publiczne nużyły zaś monarchę, zwłaszcza że - z racji braku znajomości języka - niewiele z nich rozumiał. Dnie przesypiał, by noce poświęcać na karciane uciechy - podczas których trwonił olbrzymie sumy ze skarbu państwa - oraz huczne uczty uświetniane obecnością nie do końca odzianych niewiast. Co więcej, monarcha, chcąc uniknąć spotykania interesantów oraz interesantek, potrafił symulować chorobę i spędzać w łożu całe tygodnie. Z równym dystansem odnosił się do księżniczki Anny (a więc teoretycznej żony in spe); ich pierwsze spotkanie ograniczyło się do zdawkowych słów, po których książę czym prędzej opuścił jej komnatę.
Pod osłoną mroku. Potajemna ucieczka i jej jawne konsekwencje
Dopiero w czerwcu wyprawiono uroczysty bal, który miano potraktować jako oficjalne zaręczyny z siostrą Zygmunta Augusta. Dzień później losy państwa uległy jednak zmianie - Henryk odebrał opóźnioną wiadomość o śmierci swego brata, króla Karola IX, który odszedł 30 maja (tak on, jak i starsi bracia Henryka, nie pozostawili po sobie prawowitych męskich potomków). W świetle francuskiego prawa czyniło to Walezego prawowitym następcą tronu. Zrozumiawszy, że szlachta zablokuje jego wyjazd z Rzeczypospolitej, władca zdecydował się na działanie potajemne.
Nocą z 18 na 19 czerwca, w skromnym przebraniu i bez wiedzy polskiego możnowładztwa, opuścił mury Wawelu. U jego boku znalazła się zaledwie garstka zaufanych ludzi - lekarz Marek Miron, kapitan gwardii Mikołaj de Larchant, lokaj Jan du Halde oraz dworzanin Gilles de Souvré. O ucieczce bardzo szybko powiadomiono kasztelana wojnickiego, Jana Tęczyńskiego, który natychmiast ruszył w pościg. Zauważony przez starostę oświęcimskiego królewski orszak nie zdołał niepostrzeżenie oddalić się od granic; Tęczyński, dogoniwszy zbiega na śląskich traktach, miał rzucić się w nurt rzeki i wykrzyczeć przy tym: "Najjaśniejszy Panie, czemu uciekasz?!". Dopadnięty ostatecznie pod Pszczyną król odrzucił prośby o ustanowienie zastępczych rządów, składając jedynie nieszczere obietnice rychłego powrotu. Wysłana później do Chambery delegacja również nie zdołała skłonić go do porzucenia podróży.
Podczas gdy niespieszna podróż uciekiniera dobiegała końca - po wizytach we Włoszech dotarł on jesienią do ojczyzny, by kilka miesięcy później zasiąść na tronie jako Henryk III - nad Wisłą rozpoczął się kryzys ustrojowy. Na zwołanym przez prymasa sejmie toczyły się przeto zażarte dyskusje - większość broniła początkowo instytucjonalnej ciągłości, inni argumentowali zaś, że potajemny wyjazd zwalnia poddanych od jakichkolwiek zobowiązań wobec monarchy. Ostatecznie wypracowano kompromis - 15 września wysłano ultimatum, nakazujące Walezjuszowi powrót przed 12 maja 1575 roku pod rygorem bezpowrotnej utraty korony. Wobec braku reakcji oficjalnie uznano tron za pusty i rozpoczęto przygotowania do kolejnej elekcji. Mimo detronizacji, Henryk III do końca swych dni uważał się za prawowitego pana nadwiślańskich ziem, włączając polskiego Orła oraz litewską Pogoń do swojej królewskiej heraldyki.
Henryk III sprawował rządy nad Sekwaną przez kolejnych piętnaście lat; epilog jego francuskiego panowania nastąpił latem 1589 roku, kiedy to zginął od ciosu religijnego fanatyka, co ostatecznie przypieczętowało kres dynastii Walezjuszów. Z kolei opuszczona przez niego Rzeczpospolita, zmuszona do ponownego zdefiniowania politycznej przyszłości, powierzyła stery państwa siedmiogrodzkiemu księciu, Stefanowi Batoremu; wybór ten otworzył przed krajem zupełnie nowy rozdział, definitywnie zamykając krótki i niefortunny epizod pierwszej wolnej elekcji.







