Wiekowe wnętrza, współczesne życie. Tak wyglądają żuławskie domy
Jednym z przystanków na trasie Oli Koper stały się Marynowy (w powiecie nowodworskim), gdzie stoją charakterystyczne dla regionu domy podcieniowe - między innymi budynek z 1803 roku, zamieszkany dziś przez Zofię Krupińską. Podobne obiekty do dziś należą do najbardziej rozpoznawalnych elementów żuławskiego krajobrazu. Powstawały przede wszystkim dla zamożnych gospodarzy, a imponująca konstrukcja miała łączyć funkcje mieszkalne i gospodarcze - przestrzeń nad podcieniem mogła służyć między innymi do przechowywania zboża oraz innych zbiorów.
Wnętrze domu Krupińskiej zachowało przy tym znacznie więcej niż sam układ pomieszczeń. Uwagę zwraca między innymi odrestaurowana, lecz w dużej mierze oryginalna klatka schodowa, a podczas remontu pod tapetami odkryto stare gazety. Przed laty wykorzystywano je jako warstwę oddzielającą wykończenie od drewnianych ścian; dziś można zaś czytać je niczym przypadkowo zachowane wiadomości z zupełnie innej epoki.
Dom przechowuje również historię bardziej osobistą. Na ścianach wiszą fotografie przodków oraz przodkiń jego obecnej mieszkanki, która sama podkreśla, że jej rodzina związana jest z Żuławami od kilku pokoleń. Wiekowa architektura nie stanowi tu więc muzealnej dekoracji - pozostaje częścią zwyczajnego rodzinnego życia.
Podobnie jest w Gniazdowie, gdzie Koper odwiedziła kolejny stary dom. Tam opowieść o zabytkowym budynku szybko zmieniła się w zbiór rodzinnych anegdot. Właśnie dzięki temu dawne konstrukcje pozostają czymś więcej niż atrakcją oglądaną z zewnątrz. Kolejne pokolenia nadal w nich mieszkają, zmieniają je i dopisują do ich historii własne rozdziały.
Europejscy przybysze, wędrujący dom i lokalna kuchnia. Tak zmieniały się Żuławy
Historia miejscowych domów prowadzi z kolei do dziejów tych, którzy przez stulecia pojawiali się na Żuławach. Jak wyjaśniał historyk i przewodnik Łukasz Kępski, w XVI wieku do regionu zaczęli przybywać między innymi menonici - szukający bezpiecznego miejsca do życia przedstawiciele wspólnot wyznaniowych pochodzących między innymi z terenów dzisiejszych Niderlandów, północnych Niemiec czy Belgii. W kolejnych okresach pojawiali się tu również przybysze ze Szwajcarii.
Menonicki wątek należy dziś do najbardziej rozpoznawalnych części żuławskiej historii, choć dziedzictwa regionu nie sposób sprowadzić wyłącznie do jednej społeczności. Przez wieki zmieniali się jego mieszkańcy, a wraz z nimi zwyczaje, języki i sposoby gospodarowania. Dziś potomkowie dawnych rodzin przyjeżdżają na Żuławy także w ramach podróży sentymentalnych, szukając miejsc związanych z losami swoich przodków.
O tym, że wędrować mogą nie tylko ludzie, przekonuje kolejny "bohater" materiału - cały dom. Budynek stojący obecnie w Żelichowie został przeniesiony tam z Jelonek w okolicach Pasłęka. Licząca około trzech stuleci konstrukcja została rozebrana, przewieziona i odtworzona w nowym miejscu; dziś mieści się w niej gospoda Mały Holender.
To właśnie tam architektoniczna podróż zamieniła się w kulinarną. Na stole pojawiły się dania odwołujące się do dawnych smaków regionu - między innymi raki oraz klopsy królewieckie (danie kuchni pruskiej, składające się z klopsików w białym sosie z kaparami). Miejscowa kuchnia, podobnie jak tutejsze budownictwo, przypomina bowiem o kolejnych społecznościach, które przez stulecia współtworzyły Żuławy.
I choć region kojarzy się przede wszystkim z niezwykle równym krajobrazem, jego historia okazuje się wyjątkowo wielowarstwowa. Zapisała się w drewnianych belkach i starych gazetach, rodzinnych fotografiach i lokalnych potrawach, a nawet w budynkach przenoszonych z miejsca na miejsce. Wystarczy więc zjechać z drogi prowadzącej nad morze, by przekonać się, że na Żuławach przeszłość wcale nie pozostaje daleko.
Zobacz też:
"W Polskę jedziemy". Wielkie malarstwo w sercu pałuckiej wsi







