"Ten trzeci". Rzecz o Zygmuncie Krasińskim i dekonstrukcji wieszczego mitu
Polska kultura literacka latami opierała się na niewzruszonym fundamencie kanonu wielkiej trójcy, w którym Zygmunt Krasiński do czasu zajmował miejsce zaszczytne. Wiek XX przyniósł jednak stopniowy rozpad wieszczego panteonu - podczas gdy dzieła Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego pozostawały filarami romantycznej wyobraźni, dorobek urodzonego w Paryżu hrabiego o elitarystycznym zacięciu począł jawić się jako wyrzut sumienia. To z kolei zapoczątkowało próby zastąpienia "tego trzeciego" innymi postaciami - chociażby (stroniącym od wieszczej nomenklatury) Cyprianem Kamilem Norwidem. "Upadek" ten nie jest przy tym kwestią przemijającej epoki - stanowi wszak gorzką historię o zagubieniu w świecie własnych uprzedzeń.

Cień ojcowskiego autorytetu, czyli o zniewoleniu w złotej klatce arystokracji
Napoleon Stanisław Adam Feliks Zygmunt Krasiński przyszedł na świat 19 lutego 1812 roku jako potomek jednego z najpotężniejszych polskich rodów arystokratycznych - już u zarania stając się depozytariuszem wielopokoleniowych zobowiązań. Wektorem światopoglądu poety in spe pozostawała jednak relacja z ojcem - hrabią Wincentym Krasińskim, generałem sił Księstwa Warszawskiego. Dawny bohater, wiedziony arystokratycznym pragmatyzmem, w obliczu zmieniającej się rzeczywistości przeszedł na służbę cara, stając się z czasem jednym z najwyższych dygnitarzy Królestwa Kongresowego.
Lojalistyczna postawa ojca wykreowała w umyśle syna rodzaj konfliktu wewnętrznego. Przebywając w europejskich kurortach, odczuwał on dojmujący wstyd z powodu działań rodziciela; jednocześnie miłość synowska i fascynacja ojcowską wolą okazywały się obezwładniające. Relacja ta skutkowała zazwyczaj bezwarunkową uległością - najbardziej przejmującym przejawem tejże stała się zaś wymuszona decyzja o niewzięciu udziału w wydarzeniach listopada 1830 roku. Krasiński udał się wówczas do Szwajcarii, co w oczach ówczesnych elit urosło do rangi zdrady. Strach przed ostracyzmem skłonił go też do publikowania najważniejszych dzieł pod pseudonimem (lub bez imienia) - "mistyczna aura" artysty wynikała więc w istocie z prozaicznych obaw.
Współczesne spojrzenie na życiorys artysty pozwala odrzucić wyidealizowany mit romantycznego smutku, ukazując bardzo ludzkie zmagania. Wnikliwa lektura pozostawionej (a przy tym obszernej) korespondencji obnaża obraz człowieka owładniętego nieustannym niepokojem i wyjątkową niestabilnością nastrojów. Zagubiony arystokrata, przytłoczony ciężarem własnych lęków oraz obawami o zdrowie, odnajdywał ostatecznie ucieczkę w mrocznej wyobraźni; swoistej fascynacji przemijaniem, z której wykiełkowały najważniejsze elementy jego twórczości.
Od historiozoficznego lęku do epistolarnej maestrii. Nieoczywista droga Krasińskiego
Mimo to Krasiński wykreował dzieła stanowiące punkt odniesienia dla sporów epoki. "Nie-Boska komedia", napisana w wieku zaledwie dwudziestu jeden lat, to dzieło przenikliwie diagnozujące mechanizmy nadchodzących przemian. Spór zdegenerowanej arystokracji z niosącym nihilizm ludem ukazuje głęboko defetystyczną wizję dziejów, w której zbawienie przynieść może wyłącznie boska interwencja. Utwór ten obnażał jednocześnie lęk młodego twórcy przed utratą przywilejów. Podobnie "Irydion" - osadzony w realiach upadającego Rzymu - stanowił intelektualną refleksję nad losem narodu, odrzucającą drogę spisku na rzecz etyki ofiary. Z czasem rola Krasińskiego ewoluowała w stronę poety-myśliciela, kształtującego polski mesjanizm w duchu zachowawczym. Publikacja "Psalmów przyszłości" w 1845 roku zainicjowała kluczową konfrontację intelektualną romantyzmu. Autor sformułował wówczas postulat solidaryzmu, dokonując bezkrytycznej apoteozy arystokracji jako jedynego prawomocnego czynnika państwowotwórczego. Na teokratyczny manifest bezpardonowo odpowiedział wówczas Juliusz Słowacki - wykazał on całkowite niezrozumienie mechanizmów dziejowych przez swojego adwersarza, udowadniając, że polska magnateria stanowi historyczny balast, a rewolta jest nieuniknioną koniecznością. Rozwój wypadków na arenie dziejów przyznał ostatecznie rację determinizmowi tego drugiego.
Paradoksalnie, to nie poematy ideowe stanowią dziś jednak o geniuszu niedoszłego lidera polskich sumień - badacze i badaczki literatury podnoszą do rangi arcydzieła wspomnianą już ukradkiem twórczość epistolograficzną. Monumentalny zbiór "Listów do Delfiny Potockiej" to wybitna proza intymna, bezkompromisowo rozsadzająca ramy gatunkowe; wyznania osobiste, analizy europejskiego życia towarzyskiego, zapisy snów i wizje oniryczne tworzą wielowymiarową przestrzeń nietypowej autokreacji. Dla odnajdujących w tekstach przejawy psychologii głębi, epistolograf uwięziony we własnych fobiach okazuje się twórcą wyprzedzającym osiągnięcia europejskiej prozy swoich czasów, a jego starannie wykaligrafowane arkusze pozostają bezcennym studium rozwibrowanej wrażliwości.
Osobiste losy poety na przestrzeni lat stanowiły zresztą lustrzane odbicie owego rozdarcia. Nigdy nie zaznał prawdziwego osadzenia w jednym miejscu - jego dorosłe życie przypominało raczej tułaczkę po kolejnych europejskich sanatoriach, dyktowaną pogarszającym się stanem zdrowia oraz narastającą groźbą całkowitej utraty wzroku. Zygmunt Krasiński zmarł 23 lutego 1859 roku w Paryżu, nie doczekawszy nawet pięćdziesiątych urodzin. Odszedł jako postać wciąż otoczona wieszczym mitem, z którym przyszłe pokolenia miały się wkrótce rozprawić.
Upadek z wieszczego piedestału, czyli o trudnym poszukiwaniu uniwersalnych wartości
Przejście od absolutnego kultu do dzisiejszego wykluczenia z powszechnego panteonu wynika natomiast z rewizji dorobku Zygmunta Krasińskiego przez nowoczesne paradygmaty. Arystokratyczny światopogląd i przerażenie emancypacją mas okazały się całkowicie nieużyteczne dla narracji XX wieku. Ostatecznym ciosem dla jego legendy okazały się wnikliwe badania, zainicjowane przez profesorkę Marię Janion - badaczka, bez akademickich eufemizmów, określiła "Nie-Boską komedię" mianem "arcydzieła skażonego".
Rzetelna analiza udowodniła, że bohater niniejszych rozważań - ukształtowany przez specyficzną edukację oraz poglądy ojca - uległ wierze w zgubną rolę inności. Postać "przechrztów", ukazanych jako źródło knującego zła, stanowiła prymitywną zbitkę pojęciową, cynicznie dyskredytującą ideę sprawiedliwości społecznej. Krytycy i krytyczki literatury dowodzą dziś, że to dramatyczne arcydzieło stanowiło ideową poprzedniczkę mrocznych, globalnych falsyfikatów ubiegłego stulecia.
Zderzenie hermetycznych poglądów z nowoczesną wrażliwością musiało zakończyć się ostatecznym tąpnięciem. Współczesne społeczeństwo, ufundowane na ideach empatii i solidarności, nie potrafiło już dłużej przymykać oczu na etyczny ciężar tej literatury. Wymijające interpretacje - serwowane przez dekady przez badaczy i badaczki w celu ratowania "tradycji" - przestały wystarczać w konfrontacji z wiedzą o mechanizmach wykluczenia. Arystokrata pozostał ofiarą własnego lęku przed innością; lęku, którego dzisiejsza humanistyka wybaczyć po prostu nie mogła. Niezdolność do zaakceptowania odmienności sprawiła, że jego dzieła stały się raczej ciężarem niźli źródłem moralnej inspiracji.
Konsekwencje okazały się nad wyraz stanowcze. Twórczość arystokraty zaczęła nieuchronnie tracić swoją uprzywilejowaną pozycję w ramach kanonu. O ile dawni towarzysze z romantycznego panteonu nieprzerwanie kształtują wyobraźnię kolejnych pokoleń, o tyle literacka spuścizna "tego trzeciego" została zepchnięta w sferę edukacyjnego cienia; stała się reliktem omawianym marginalnie, nierzadko pomijanym w dążeniu do budowania nowoczesnej tożsamości.
Na marginesie surowego osądu warto jednak odnotować, że dzisiejsza humanistyka podejmuje regularne próby reinterpretacji tej skomplikowanej postaci. Eksperci i ekspertki starają się ukazywać arystokratę w oderwaniu od narosłych wokół niego, stygmatyzujących mitów; poszukują w jego zdemitologizowanym życiorysie oraz mniej znanych tekstach uniwersalnych wartości, dowodząc, że sprowadzenie całej spuścizny hrabiego wyłącznie do roli niechlubnego anachronizmu byłoby krzywdzącym uproszczeniem.
Całkowite zaniechanie "czerpania" z Krasińskiego byłoby bowiem ze wszech miar błędem. Zakurzony mit upadł co prawda z impetem, grzebiąc na zawsze patos, ale pozostawił po sobie przejmujące, surowe świadectwo egzystencjalnego bólu. Twórca, obdarty z wieszczych szat i proroczego nimbu, staje się paradoksalnie bliższy epoce ponowoczesnej - nie jako bezbłędny prawodawca narodu, lecz jako fascynujący, rozbity uczestnik swojej epoki, uciekający przed presją otoczenia w gęste zawiłości własnego umysłu. To właśnie na kartach tych szczerych do bólu zapisków utrwalona została jego najważniejsza spuścizna; fascynujący dowód wrażliwości, który wciąż potrafi obronić się przed upływem czasu.
Zobacz też:






