Niezłomna poetka u boku Marszałka. O ewenemencie Kazimiery Iłłakowiczówny
"Był człowiek wolny jak duch, był człowiek samotny jak obłok, zniósł wszystko, co było trzeba, i nic mu się już zdarzyć nie mogło" - słowa te, zaczerpnięte z wiersza "I znowu, i znowu...", stanowią bodaj najcelniejszą definicję życia i twórczości Kazimiery Iłłakowiczówny. Jej losy stanowiły (i wciąż stanowią) fascynujący ewenement, jako że łączyły w spójną narrację doświadczenia z pozoru do siebie nieprzystające - z równą swobodą poruszała się wszak po belwederskich korytarzach, co po meandrach literatury wysokiej. Ceniona za malarską wyobraźnię poetka, autorka prozy o reportażowym zacięciu oraz wybitna tłumaczka, która przyswoiła polszczyźnie arcydzieła literatury światowej, łączyła w sobie urzędniczy pragmatyzm z artystyczną wolnością. Sfery te nie rywalizowały jednak ze sobą, tworząc portret artystki osobnej - wymykającej się wszelkim schematom.

Żyjąc na przestrzeni blisko wieku, niezmiennie łączyła doświadczenia odmiennych porządków, wymykając się łatwym kategoryzacjom. I choć w dwudziestoleciu pozycja Iłłakowiczówny w świecie literackim (oraz artystycznym in genere) pozostawała niepodważalna, późniejsza rzeczywistość zepchnęła jej dorobek na wieloletni margines.
Od wileńskiej "bękartki" do niedoszłej adiutantki. Zawiłe ścieżki Iłły
Szorstka duma i permanentne wyobcowanie - definiujące niejako drogę Kazimiery Iłłakowiczówny - stanowiły pokłosie niezwykle zawiłej historii rodzinnej. Poetka in spe przyszła bowiem na świat w 1888 roku (choć we wcześniejszych opracowaniach nierzadko pojawiał się i nieprawdopodobny rok 1892 - sama zainteresowana przyznawała, że ustalenie dokładnej daty narodzin pozostaje niemożliwe ze względu na brak odpowiednich dokumentów), w Wilnie, jako nieślubna córka nauczycielki - Barbary Iłłakowiczówny oraz Klemensa Zana - adwokata, a przy tym syna Tomasza Zana (poety i przyjaciela Adama Mickiewicza).
Zderzenie romantycznej legendy ze społecznym stygmatem stanowiło ciężar, choć bohaterka niniejszej opowieści wagę tegoż miała uświadomić sobie dopiero po latach. Początek jej życia zdefiniował zaś permanentny brak stabilizacji; zagadkowa śmierć Klemensa (będącego oficjalnie przykładnym mężem, a także ojcem trójki "legalnego" potomstwa) doprowadziła do pogorszenia sytuacji materialnej "drugiej rodziny" (Kazimiera miała również starszą siostrę, noszącą imię po matce), co w roku 1893 przyczyniło się do choroby i odejścia samej Barbary. Iłłakowiczówny zostały wówczas rozdzielone - pierworodna wyjechała do Warszawy, młodszą przygarnął z kolei wuj z Dyneburga, który nie sprostał jednak roli opiekuna.
Wyzwanie to podjęła ostatecznie Zofia Buyno z Plater‑Zyberków - bezdzietna arystokratka, która stała się dla Kazimiery przybraną matką (z czasem do inflanckiego majątku sprowadzono zaś również Barbarę). Hrabina, zatroskana o staranne wykształcenie podopiecznej, wysłała ją wkrótce na renomowaną warszawską pensję Cecylii Plater-Zyberk, gdzie ta nie zagrzała jednak miejsca; Iłła - jak zwykła się określać - odkrywszy w międzyczasie prawdę o swym pochodzeniu, zbuntowała się bowiem i wyjechała do Petersburga, gdzie ostatecznie złożyła egzamin dojrzałości. Kolejne lata przyniosły natomiast okres intensywnego poszukiwania własnej drogi - od intelektualnych flirtów w szwajcarskim Fryburgu, przez przymusową kurację "melancholii" we włoskim Tyrolu, aż po ostateczne przekroczenie w 1908 roku murów prestiżowego Norham Hall w Oksfordzie. Angielski epizod przerwała jednak nagła śmierć opiekunki i konieczność powrotu nad Wisłę.
W 1910 roku Iłłakowiczówna rozpoczęła studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim (w Krakowie mieszkała wówczas jej siostra - Barbara); te przyniosły nie tylko wykształcenie, ale i przypadkowe spotkanie, mające nieodwracalnie odmienić późniejsze losy Kazimiery. Na miejscu poznała bowiem Józefa Piłsudskiego, będącego wówczas jednym z głównych organizatorów ruchu niepodległościowego w Galicji; początkowy sceptycyzm szybko ustąpił miejsca fascynacji - w pewnym momencie Iłła postanowiła nawet zaproponować "komendantowi" wsparcie działań w roli... adiutantki. Ten polecił jej wówczas zaangażowanie w służbę pomocniczą, jednak już w roku 1914 bieg wydarzeń przybrał zgoła inny obrót.
Ku chwale ojczyzny. Poetka w centrum dziejowych procesów
Początek wielkiego konfliktu zastał Kazimierę w Inflantach, lecz imperatyw działania już po kilku miesiącach zaprowadził ją do pracy sanitarnej, którą kontynuowała przez kolejne dwa lata (ostatecznie misję tę przypłaciła niemal życiem - zapadając na czerwonkę). Pod koniec działań - już w roku 1918 - Iłła przedostała się do Warszawy, gdzie zostawiwszy za sobą zgiełk mijającej epoki, odnalazła upragnioną stabilizację.
Po powrocie do odrodzonej ojczyzny Kazimiera, wykorzystując krakowskie znajomości, podjęła pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, całkowicie poświęcając się budowie struktur młodego państwa (to ona redagować miała słynną depeszę z 16 listopada 1918 roku, notyfikującą powstanie niepodległej Polski). Choć karierę w resorcie dyplomacji rozpoczynała jako urzędniczka najniższego szczebla, przecierała administracyjne szlaki, będąc jedną z pierwszych kobiet na stanowiskach państwowych w kraju - od tamtej pory wielka historia niemal bezustannie toczyła się zaś na jej oczach. Zderzenie z dziejowymi procesami przybrało jednak wymiar na wskroś dosłowny 16 grudnia 1922 roku; Iłła była bezpośrednią uczestniczką tragicznych wydarzeń w warszawskiej Zachęcie, kiedy to życie stracił pierwszy prezydent II RP - Gabriel Narutowicz, który odszedł na jej rękach.
Mimo tych wydarzeń przez kolejne lata kontynuowała sumienną pracę w ministerstwie, aż do listopada 1925 roku, gdy niespodziewany telefon do biura, wykonany w imieniu Naczelnika Państwa, zainicjował zupełnie nowy etap jej biografii - wtedy też została oficjalnie mianowana osobistą sekretarzynią Józefa Piłsudskiego. Pełnienie tak strategicznej, wrażliwej na wpływy funkcji przez kobietę było w zmaskulinizowanym sanacyjnym świecie zjawiskiem bezprecedensowym - Iłłakowiczówna stanowiła niezwykle szczelny bufor między Marszałkiem a społeczeństwem, dokonując merytorycznej selekcji setek listów i petycji, a przy okazji traktując swą pracę niezwykle poważnie (często umyślnie dewaluując swój własny dorobek artystyczny na rzecz misji państwowej). Państwo stało się jej rodziną i domem, a ona sama - symbolem urzędniczej lojalności. Funkcję u boku Piłsudskiego pełniła z nieodłącznym oddaniem aż do jego śmierci w 1935 roku, po czym powróciła do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, kontynuując dyplomatyczną służbę w gabinecie Józefa Becka.
Twórczyni na wskroś osobna. Liryczny palimpsest i translatorska wirtuozeria
Kazimiera Iłłakowiczówna nigdy nie rozpatrywała pisania wierszy w kategoriach stricte zawodowych - odrzucała koncepcję uczynienia z poezji wyłącznego źródła utrzymania, mając zarazem pełną świadomość niestabilności rynku wydawniczego. Niemniej jednak służba w ministerialnych gabinetach stanowiła ledwie ułamek niezwykle gęstej biografii i w żadnej mierze nie rzucała cienia na literacką tożsamość Kazimiery. Ta należała wszak do najwybitniejszych postaci stołecznego życia literackiego - wyrazista osobowość, żywa inteligencja, a przy tym elegancja podszyta pewną kapryśnością oraz nieprzewidywalnością czyniły z niej personę towarzysko fascynującą, choć bezsprzecznie trudną w obyciu. Urzędniczy pragmatyzm nie przeszkadzał jej przy tym w wykreowaniu spuścizny wyjątkowej i podtrzymywaniu rozległych przyjaźni - w "kręgu" Iłły znajdowali się między innymi Stanisław Ignacy Witkacy, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, , Jarosław Iwaszkiewicz, Julian Tuwim (któremu pożegnalnie poświęciła wzruszające wspomnienie "Pozgonne Tuwimowi") czy Maria Dąbrowska (która, mimo wzajemnej antypatii, przyrównywała ją w swym słynnym dzienniku do hiszpańskiej mistyczki - Teresy z Ávili).
Debiutując w epoce Młodej Polski tomem "Ikarowe loty" (z roku 1911), pełną dojrzałość artystyczną osiągnęła w dwudziestoleciu, publikując z niesamowitą wręcz regularnością. W ówczesnym dyskursie funkcjonowała niemal zawsze jako postać niezależna - choć towarzysko była silnie związana z formacją Skamandra, zachowała całkowicie odrębny, niepowtarzalny charakter własnej twórczości. W przeciwieństwie do innej poetki z owego kręgu - wspomnianej Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej - niezmiernie rzadko ujawniała bezpośrednią emocjonalność, uprawiając w zamian niezwykle szczególną lirykę metafizyczną, silnie zakorzenioną w wierze i duchowości. Czerpiąc z pokładów tradycji romantyzmu oraz baroku (wspomnieć warto choćby o fascynacji formą Józefa Baki), innowacyjnie rozbijała klasyczne formy wersyfikacyjne - stała się absolutną mistrzynią wiersza tonicznego, opierając puls poezji na naturalnych oddechach zdań i delikatnej melodii słów.
Współcześni literaturoznawcy i literaturoznawczynie nader trafnie odczytują ową lirykę jako wielowarstwowy palimpsest, którego fundamenty ukształtował pejzaż czasów jej dorastania. Iłłakowiczówna operowała oryginalną, magiczną wyobraźnią oraz malarską, wręcz filmową dynamiką opisu - pod względem obrazowania nierzadko stawiana jest więc w jednym rzędzie z Bolesławem Leśmianem (mimo że omijała właściwy dlań język czystych symboli). Pod pozornie lekką, niekiedy wręcz naiwną powierzchnią tekstów, poetka starannie ukrywała bolesne doświadczenia, nierzadko podkreślając niewysłowiony żal wynikający z osamotnienia. Operując formą groteski, oddawała również obszerną część swego dorobku najmłodszym odbiorcom i odbiorczyniom; zbiory takie jak "Rymy dziecięce" traktowały czytelnika czy czytelniczkę z pełną powagą, co stanowiło podejście bezsprzecznie nowatorskie. Równolegle tworzyła wyrafinowaną prozę, wydając chociażby budzącą kontrowersje "Ścieżkę obok drogi" czy zjadliwą satyrę "Bajeczna opowieść...".
Próba pełnego uchwycenia fenomenu artystki wymaga wreszcie pochylenia się nad jej tytaniczną pracą translatologiczną. Będąc wybitną poliglotką, swobodnie tłumaczącą z kilku języków (w tym angielskiego, niemieckiego, francuskiego czy rosyjskiego), uczyniła z przekładu formę najwyższej sztuki. Jej opus magnum w tym zakresie stanowi zaś niedościgniony, krystalicznie czysty polski wariant "Anny Kareniny" Lwa Tołstoja, do dziś traktowany jako absolutny kanon przez kolejne pokolenia. Z rzemieślniczą wirtuozerią oddawała na ojczysty język również skomplikowane strofy Emily Dickinson, klasyczne teksty Johanna Wolfganga von Goethego czy współczesną prozę niemieckojęzyczną, za co uhonorowano ją prestiżową nagrodą polskiego oddziału PEN Clubu.
W cieniu nowej rzeczywistości. O cenie niezależności u schyłku biografii
Wrzesień roku 1939 przyniósł załamanie dotychczasowego porządku, zmuszając Iłłę do poszukiwania schronienia na terytorium Rumunii; lata kolejnego konfliktu upłynęły jej w dojmującej izolacji, z której powróciła do ojczyzny dopiero w 1947 roku. Zderzenie z nową rzeczywistością okazało się jednak nader chłodne - dla ówczesnych władz dawna, bliska współpracowniczka Piłsudskiego stanowiła bowiem persona non grata. Ostatecznie, pozbawiona jakichkolwiek złudzeń względem stołecznego środowiska, Iłła zdecydowała się opuścić Warszawę - osiadła w Poznaniu, zajmując skromne pomieszczenia na parterze secesyjnej kamienicy przy ulicy Gajowej.
W wielkopolskiej stolicy zainicjowała swój wieloletni okres "emigracji wewnętrznej". Mierząc się z niedostatkiem materialnym, zarabiała na utrzymanie udzielaniem prywatnych lekcji języków obcych, pozostając przy tym pod nieustanną obserwacją ze strony aparatu bezpieczeństwa. Mimo owych przeciwności zachowała imponującą godność, kategorycznie odmawiając tworzenia panegiryków, mających na celu legitymizację ówczesnego ustroju.
Z biegiem lat, wskutek postępującej choroby, poetka stopniowo traciła wzrok, by z czasem pogrążyć się w całkowitej ciemności; niemniej, zamknięta w dusznych pokojach swojej samotni, wciąż dyktowała zaufanym osobom kolejne tłumaczenia i najnowsze liryki, zachowując nie tylko ową nieustępliwość, ale i fenomenalną, fotograficzną pamięć.
Odeszła 16 lutego 1983 roku, dożywając imponującego wieku dziewięćdziesięciu czterech lat. I choć pozostawiła po sobie lirykę krystalicznie czystą, systemowa marginalizacja oraz programowy brak przynależności do dominujących grup literackich sprawiły, że na długie dekady została wypchnięta poza oficjalny kanon. Zjawisko to uległo zauważalnej zmianie dopiero w XXI stuleciu; rzetelne opracowania i publikacja nowoczesnej biografii sprawiły, że postać Kazimiery Iłłakowiczówny trafiła ponownie do rąk współczesnych entuzjastów i entuzjastek literatury. Wybitna, do samego końca autonomiczna twórczyni dowiodła tym samym, że autentyczne dzieło - wykuwane konsekwentnie na własnych, niekiedy nader trudnych warunkach - zawsze potrafi obronić się przed niesprawiedliwym upływem czasu.
Zobacz też:






