Od rybackiej osady do przystani "Księciunia". O Brighton słów kilka
Jeszcze na początku XVIII wieku Brighton stanowiło podupadającą osadę rybacką w południowym Sussexie, zamieszkiwaną przez ledwie dwa tysiące osób (Daniel Defoe notował wówczas, że całe miasteczko warte było mniej niż planowane umocnienia wybrzeża). Nowy rozdział rozpoczął się w połowie rzeczonego stulecia za sprawą Richarda Russella ‒ lekarza z Lewes, upowszechniającego pogląd o zdrowotnych walorach morskich kuracji i kierującego swych pacjentów oraz pacjentki do pobliskiego Brighton; niedługo później to poczęło przekształcać się w niewielkie uzdrowisko. Prawdziwy przełom przyniósł jednak dopiero rok 1783, kiedy swą pierwszą wizytę nad wodami Kanału Angielskiego złożył Jerzy, książę Walii (zwany "Prinny" ‒ co na polski przełożyć można jako "Księciunio").
Młody następca tronu odnalazł na miejscu azyl od londyńskiego dworu; choć oficjalnie decyzja o regularnych pobytach w Brighton wynikała ze wskazań medycznych (mimo młodego wieku książę zmagał się już wówczas z atakami dny moczanowej), prawdziwych przyczyn upatrywać należy w potrzebie "wyrwania się" spod kurateli ojca ‒ króla Jerzego III. Po osiągnięciu pełnoletności monarszy syn coraz wyraźniej przeciwstawiał się rodzicielskim oczekiwaniom, prowadząc przy tym hulaszczy ‒ oraz "długogenny" ‒ tryb życia, a także sprzyjając opozycyjnym względem Korony wigom. W roku 1785 potajemnie poślubił zaś Marię Fitzherbert - starszą od siebie o sześć lat, dwukrotnie owdowiałą katoliczkę; małżeństwo to było sprzeczne zarówno z Act of Settlement z 1701 roku (przepisy którego zabraniały znajdującym się w linii sukcesji ślubów z osobami wyznania katolickiego), jak i Royal Marriages Act z 1772 roku (według którego potomkowie i potomkinie Jerzego II nie mogli wiązać się bez zgody monarchy) ‒ z prawnego punktu widzenia pozostawało więc nieważne, toteż fakt jego zawarcia starannie ukrywano. Rok po "zakazanym" ożenku Jerzy wynajął dom wiejski przy promenadzie Old Steine ‒ ten zaś miał się wkrótce stać pierwszym wcieleniem przyszłego Royal Pavilion.
Obecność dworu trwale odmieniła też charakter samego Brighton ‒ wokół książęcej rezydencji zaczęły wyrastać reprezentacyjne place i georgiańskie tarasy; senna osada zamieniła się tym samym w nieformalną stolicę brytyjskiej socjety. W ciągu ledwie kilku dekad populacja miasta wzrosła przy tym dziesięciokrotnie, ugruntowując jego pozycję na mapie brytyjskiego wybrzeża.
Indie na zewnątrz i Chiny wewnątrz. Brytyjska fantazja o Oriencie
Architektoniczna ewolucja tytułowej rezydencji to proces rozpisany na kilkadziesiąt lat. Pierwszą przebudowę przeprowadzono w roku 1787 według projektu Henry'ego Hollanda ‒ odpowiedzialnego również za przebudowę Carlton House, a więc londyńskiej siedziby księcia Walii (rozebranej po jego śmierci). Miast burzyć dotychczasowe zabudowania, włączono je do nowego założenia (określanego wówczas mianem Marine Pavilion) jako jedno z bocznych skrzydeł; w centrum kompozycji znalazła się natomiast monumentalna rotunda, do której przylegały trzy reprezentacyjne wnętrza: biblioteka, jadalnia oraz pokój śniadaniowy. Całość otrzymała neoklasycystyczny sztafaż, inspirowany francuską architekturą i uzupełniony malarstwem Biagia Rebekki. W kolejnych latach obiekt rozbudowywał Peter Frederick Robinson ‒ powiększając go o kolejną jadalnię, a także oranżerię; pierwszy wyraźny zwrot ku orientalnej estetyce nadszedł jednak dopiero po zakupie przez księcia okolicznych gruntów ‒ w latach 1803-1808 William Porden wzniósł tam zespół stajni oraz ujeżdżalnię w stylu indyjskim. Kompleks, mogący pomieścić aż sześćdziesiąt koni, przyćmił swą skalą główny gmach, co unaoczniło potrzebę przebudowy posiadłości.
Decydujący etap nadszedł w roku 1815 (już za czasów regencji księcia Jerzego ‒ obowiązki w imieniu chorego ojca wypełniał bowiem od lutego 1811 roku), kiedy przekształcenie relatywnie skromnego Marine Pavilion w orientalny pałac powierzono Johnowi Nashowi. Londyński architekt nie wyburzył wcześniejszej budowli, lecz nałożył na nią żeliwny szkielet, wykorzystujący opracowany wraz z Williamem Nixonem system laminowanych konstrukcji drewnianych i specjalnych żelaznych łączników; rozwiązanie to pozwoliło przykryć największe sale rozległymi dachami bez stosowania centralnych podpór (otwierając zarazem drogę do zastosowania nowoczesnych rozwiązań z zakresu oświetlenia, ogrzewania i wentylacji), a zarazem nadać bryle zupełnie nowy charakter ‒ nad dawną rezydencją wyrosły tym samym wieżyczki stylizowane na minarety, cebulaste kopuły i fiale, czyniąc z niej jedną z najoryginalniejszych realizacji architektury orientalizującej w XIX-wiecznej Europie.
O ile fasada czerpała przede wszystkim z architektury Indii epoki Wielkich Mogołów, o tyle wnętrza podporządkowano modzie na chinoiserie ‒ europejskiej fascynacji sztuką i wzornictwem Dalekiego Wschodu. Frederick Crace i Robert Jones stworzyli baśniową wizję Chin, wypełniając reprezentacyjne komnaty egzotycznymi motywami, kunsztownymi złoceniami i iluzjonistycznymi dekoracjami. W sali bankietowej zawisł monumentalny, ważący blisko tonę żyrandol w formie kwiatu lotosu, podtrzymywany przez potężnego, srebrzonego smoka, ponad którym rozpościerały się malowane i rzeźbione liście bananowca, tworzące efekt iluzorycznej głębi; galerię połączono z reprezentacyjnymi komnatami za pomocą żeliwnych schodów pomalowanych tak, by do złudzenia przypominały bambusowe łodygi; sala muzyczna została zwieńczona namiotowym sklepieniem, pokrytym złoconymi, rzeźbionymi muszlami. Powierzchnie ścian wypełniły monumentalne czerwono-złote płótna przedstawiające chińskie pejzaże i sceny rodzajowe, u podstawy kopuły umieszczono zaś osiem kolejnych smoków podtrzymujących lotosowe żyrandole. Egzotyczny wystrój dopełniało sześć monumentalnych porcelanowych pagód, należących do najcenniejszych elementów kolekcji późniejszego króla.
Pałac, którego (wiktoriańska) Korona nie chciała. Drugie życie Royal Pavilion
Baśniowa epoka poczęła dobiegać końca po śmierci Jerzego IV w 1830 roku; posiadłość odziedziczył wówczas jego młodszy brat, panujący jako Wilhelm IV. O ile nowy władca chętnie odwiedzał Brighton (nie darząc jednak tamtejszego pałacu równie wielkim sentymentem, co poprzednik), o tyle nie sposób powiedzieć tego o Wiktorii, która objęła brytyjski tron zaledwie siedem lat później. Nowa monarchini nigdy nie pałała sympatią do Royal Pavilion - przeszkadzała jej zarówno ciasnota orientalnych wnętrz, jak i brak należytej prywatności (po uruchomieniu połączenia kolejowego ze stolicą w 1841 roku w okolice ściągały wszak tłumy Londynek i Londyńczyków), nie wspominając nawet o regencyjnych ekscesach swego wuja. Po ostatniej wizycie, w roku 1845, królowa zdecydowała się na zbycie posiadłości, polecając wcześniej wywiezienie znacznej części oryginalnego wyposażenia (to trafiło między innymi do Pałacu Buckingham i Zamku w Windsorze); dochód ze sprzedaży miał pomóc sfinansować wnętrza wznoszonego Osborne House na wyspie Wight (swego rodzaju azylu Wiktorii i Alberta ‒ księcia-małżonka). W owym czasie pojawiła się również koncepcja rozbiórki gmachu.
O ocaleniu przesądziła determinacja Lewisa Slighta, jednego z wyższych urzędników w Brighton, który w roku 1850 przekonał władze miejskie do wykupienia dawnej rezydencji królewskiej za pięćdziesiąt trzy tysiące funtów (co w przeliczeniu na współczesne złotówki dałoby niebagatelną kwotę blisko pięćdziesięciu milionów). Już w następnym roku odnowione pomieszczenia udostępniono zwiedzającym; przez kolejne dziesięciolecia Royal Pavilion pełnił zaś zarazem funkcję reprezentacyjnej przestrzeni miasta, goszcząc bale, wystawy, konferencje, jarmarki i inne podobne uroczystości.
W grudniu 1914 roku orientalny kompleks zyskał zupełnie nowe przeznaczenie, stając się szpitalem polowym dla Hindusów i Sikhów służących Koronie; niewiele ponad rok później niegdysiejszy pałac począł zaś funkcjonować jako ośrodek rekonwalescencji dla powracających weteranów (o epizodzie tym po dziś dzień przypomina kamienna brama, odsłonięta w 1921 roku przez sir Bhupindera Singha, maharadżę Patiali).
Intensywna eksploatacja odbiła się jednak na stanie zabytku ‒ w 1920 roku rozpoczęto tym samym zaplanowany na dziesięciolecia program konserwatorski, którego celem stało się stopniowe przywrócenie pałacowi dawnego wyglądu. Dzięki drobiazgowym badaniom historycznym oraz systematycznym powrotom oryginalnych elementów wyposażenia z kolekcji rodziny królewskiej, Royal Pavilion nieustannie odzyskuje swój dawny blask.
Dziś dawna rezydencja księcia Jerzego zarządzana jest przez organizację Royal Pavilion & Museums Trust i pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych zabytków Wielkiej Brytanii. Pieczołowicie odtworzone ogrody tworzą jedyne w pełni zachowane założenie krajobrazowe z epoki regencji, a wnętrza udowodniają, że historyczna architektura potrafi z powodzeniem odnajdywać się we współczesności (w roku 2014 zawarto tam jedno z pierwszych małżeństw jednopłciowych w Anglii). Indosaraceński gmach przypomina zarazem, że najwybitniejsze dzieła nie zawsze rodzą się z praktycznej potrzeby - wystarczy kaprys jednego człowieka, by na trwałe odmienić krajobraz miasta i stworzyć budowlę, która po ponad dwóch stuleciach wciąż wymyka się schematom.








