Neogotycka wizja z popiołów. O żmudnej budowie i symbolicznej fasadzie
W nocy z 16 na 17 października 1834 roku rozległy pożar niemal strawił Pałac Westminsterski - niegdysiejszą siedzibę monarchów, a przy tym miejsce obrad tamtejszego parlamentu. Ogień oszczędził zaledwie nieliczne fragmenty kompleksu (między innymi Jewel Tower oraz Westminster Hall) - zdarzenie to szybko poczęto zaś odczytywać jako symboliczną karę (co miało się wiązać z przyjęciem prawa godzącego w najniższe warstwy społeczne - uchwalona ledwie kilka tygodni wcześniej ustawa, znana jako Poor Law Amendment Act, która w praktyce karała za ubóstwo). Niedługo później postanowiono nie odbudowywać gmachu w pierwotnej formie, zastępując go projektem odzwierciedlającym pozycję globalnego imperium; w roku 1836 rozpisano tym samym konkurs, z którego zwycięsko wyszedł Charles Barry ze swą neogotycką propozycją (styl ten wybrano z pełną premedytacją, pragnąc stworzyć konserwatywną przeciwwagę dla architektury neoklasycznej - budzącej skojarzenia republikańskie).
Choć Barry czuwał nad ogólnym układem przestrzennym zabudowań, ostateczny kształt wieży, będącej bohaterką niniejszych rozważań - mierzącej precyzyjnie 96,3 metra - jest w głównej mierze zasługą jego asystenta, Augustusa Welby'ego Northmore'a Pugina (projekt okazał się przy tym dziełem wieńczącym nie tylko jego karierę, ale i życie - sam zmarł bowiem na sześć lat przed ukończeniem ostatecznych prac). Budowa, zainicjowana 28 września 1843 roku, wymagała synergii tradycyjnego rzemiosła i nowoczesnej technologii; dolną partię konstrukcji oparto na ceglanym szkielecie, który obłożono ciosanymi blokami wapienia Anston (sprowadzonymi z południowego hrabstwa Yorkshire oraz francuskiego Caen), górną iglicę oparto zaś na innowacyjnej wówczas strukturze żeliwnej, na której znalazło się ponad dwa i pół tysiąca dachówek (co pozwoliło zredukować nacisk na niższe kondygnacje). Całość przedsięwzięcia sfinalizowano ostatecznie w 1858 roku.
Zewnętrzna powłoka Clock Tower ("Wieżą Zegarową" nazywano ją bowiem od chwili powstania) stanowi wizualną deklarację brytyjskiej tożsamości. Tarcze herbowe prezentują symbole państw wchodzących w skład Zjednoczonego Królestwa - angielską różę, szkocki oset, irlandzką koniczynę oraz walijskiego pora; towarzyszą im wyryte w kamieniu łacińskie inskrypcje proszące o pomyślność dla panującej wówczas królowej Wiktorii (imieniem monarchini nazwano również najwyższą, zachodnią wieżę kompleksu, która stanowiła początkowo główne wejście do Palace of Westminster). Dekoracje uzupełniają też między innymi owoce granatu (symbolizujące Katarzynę Aragońską), heraldyczne brony reprezentujące obie izby parlamentu oraz fleurs-de-lis, przypominające o roszczeniach do francuskiego tronu. Wnętrze skrywa natomiast Prison Room, pomieszczenie przeznaczone niegdyś dla osób naruszających powagę obrad (ostatni raz skorzystano z niego w roku 1880), dziś służące zaś jednej z parlamentarnych komisji. Szczyt wieńczy natomiast latarnia zainstalowana z inicjatywy Actona Smee Ayrtona - rozświetlała ona londyńskie niebo, gdy parlament debatował po nocach, co miało być swego rodzaju formą kontroli ze strony królowej.
Wahadło sterowane monetami. Zegarmistrzowski przełom i dźwiękowa wizytówka
Immanentną część konstrukcji stanowi umieszczony na wieży Great Clock of Westminster - mechanizm, który w momencie ukończenia na nowo zdefiniował granice horologii (był wówczas największym i najdokładniejszym czterotarczowym zegarem kurantowym świata). Skonstruowanie mechanizmu zdolnego utrzymać nieskazitelną precyzję uderzeń, przy nieustannej ekspozycji masywnych wskazówek (odlanych ostatecznie z miedzi oraz spiżu, a mierzących sobie odpowiednio ponad cztery i blisko trzy metry) na napór wiatru i opady atmosferyczne, uchodziło w połowie XIX wieku za przedsięwzięcie nieosiągalne. Królewski astronom, sir George Airy, postawił przy tym pozornie niemożliwy do spełnienia warunek - zegar musiał zachować dokładność co do jednej sekundy; sukces ten osiągnięto dzięki współpracy Edmunda Denisona i zegarmistrzowskiej rodziny Dentów - skonstruowali oni mechanizm, który odizolował układ napędowy od trzystukilogramowego wahadła, gwarantując niezachwianą dokładność. Precyzję do dziś koryguje się za pomocą starych jednopensówek - ułożenie jednej monety na wahadle przyspiesza jego dobowy cykl o ułamek sekundy. Całość kryje się za niemal siedmiometrowymi tarczami i wciąż uzależniona jest od siły ludzkich mięśni - zegar nakręcany jest bowiem ręcznie, trzy razy w tygodniu.
Akustycznym sercem wieży jest z kolei pięć potężnych dzwonów. Najcięższy z nich, Great Bell (zwany Big Benem właśnie, co wziąć miało się od postury sir Benjamina Halla - nadzorującego montaż owego instrumentu) - wybijający ton E - ma za sobą burzliwą historię rzemieślniczych potknięć. Pierwszy odlew z 1856 roku pękł zaledwie po kilku tygodniach prób; jego lżejszy, ważący blisko czternaście ton następca z londyńskiego Whitechapel, podzielił ów los już jesienią 1859 roku. Miast przetapiać go ponownie, wycięto tedy fragment metalu wokół pęknięcia i obrócono korpus tak, by ciężki młot uderzał w nienaruszoną płaszczyznę. Ta pragmatyczna naprawa wykreowała unikalny tembr, który do dziś stanowi dźwiękową wizytówkę brytyjskiej stolicy. Wtórują mu cztery mniejsze dzwony, wygrywające co kwadrans "The Westminster Quarters", czyli melodię opartą na kompozycjach Händla.
Nie Big Ben, a "Wieża Elżbiety". O zmianie nazwy i wielkiej rewitalizacji
Zmiana wspomnianej już, "zegarowej" nazwy, na obowiązującą współcześnie Elizabeth Tower, to zaś pieśń współczesności, nastąpiła bowiem dopiero w 2012 roku, kiedy brytyjski parlament zdecydował się uhonorować w ten sposób diamentowy jubileusz panowania królowej Elżbiety II.
W roku 2017, po latach ekspozycji na smog i inne zanieczyszczenia, podjęto z kolei decyzję o bezprecedensowym remoncie (stanowiło to interwencję o nieporównywalnie większym stopniu skomplikowania niż ratunkowe wtłaczanie tysięcy ton betonu w latach 90. poprzedniego stulecia, mające uchronić wieżę przed zapadnięciem się podczas drążenia tuneli londyńskiego metra); Elizabeth Tower skryto tedy za rusztowaniami, inicjując czteroletni projekt ratunkowy, którego budżet - wskutek ukrytych zniszczeń z 1941 roku i obecności toksycznych materiałów - sięgnął ostatecznie blisko osiemdziesiąt milionów funtów. Triumfem renowacji okazało się przywrócenie wiktoriańskiej estetyki - smolistą czerń (pokrywającą od lat 30. XX wieku metalowe ramy olbrzymich tarcz zegarowych) zastąpiono błękitem pruskim, osadzając w tarczach ponad tysiąc dwieście ręcznie wydmuchanych, lśniących tafli szkła.
Obecnie zrewitalizowana konstrukcja, chroniona wpisem na listę światowego dziedzictwa UNESCO, wykracza daleko poza funkcję zwykłego czasomierza. Stanowi wizualny fundament Londynu w sztuce, a radiowy dźwięk jej dzwonu niezmiennie inicjuje nadejście nowego roku czy towarzyszy momentom narodowej zadumy. Całość przypomina zaś, że nawet to, co pozornie znane i oczywiste, potrafi kryć pod powierzchnią całkowicie zaskakującą historię.







