Dziś jest kebab, aplikacje i przepisy z TikToka. A jak wyglądała kuchnia studentów w PRL?
Nie było kebabów, aplikacji ani dostawy w 30 minut. Był chleb ze smalcem, paprykarz szczeciński i kompot do obiadu. Studenci lat 70. jedli chleb ze smażoną cebulką, na stołówkach zamawiali bryzol i improwizowali z tego, co akurat pojawiło się w sklepie. Tak smakowała studencka codzienność w PRL.

W przeciwieństwie do dzisiejszego menu studentów, którzy mogą dowolnie czerpać kulinarne pomysły ze wszystkich niemal kuchni świata, żacy w latach 70. bazowali na tradycyjnych, bardzo polskich i "swojskich" potrawach. Studencka kuchnia nie znała egzotycznych przypraw ani wyboru z dowozem w 30 minut. Ważne było, aby dania były tanie i sycące.
Studencka kreatywność w PRL
W akademikach królowały proste potrawy. Pewniakami były chleb z różnymi dodatkami, a gdy brakowało kalorii, z masłem albo śmietaną i cukrem. Studenci smażyli jajecznicę "na wszystkim", zajadali się szybkim makaronem z twarogiem. Na dość słabo zaopatrzonych sklepowych półkach pojawiały się parówki, mortadela, pasztet i konserwy - te również stanowiły ważną część menu studentów. Gotowało się wspólnie, często w jednym garnku dla kilku osób. Kto miał dostęp do rodzinnej spiżarni, był szczęściarzem. Kto nie, improwizował z tego, co akurat dostał w sklepie.
W połowie lat 70. baza diety składała się z tanich, lokalnych składników - ziemniaków, mąki, jajek, kapusty i prostych mięs. Na stołach często pojawiały się: bigos, gołąbki, kotlety czy rosół, czyli dania znane z polskiej kuchni domowej, przygotowywane także w domach studenckich i barach mlecznych.
Studenckie stołówki w latach 70. "Bryzol, zrazy, bitki, gulasz albo sztuka mięsa"
Ale nie wszyscy mieli dostęp do sprzętu AGD - jak wspomina Zosia, która w latach 70. studiowała na ówczesnej Akademii Rolniczej w Lublinie (dziś to Uniwersytet Przyrodniczy), mieszkała w akademiku, gdzie nie było kuchenek - w użyciu były jedynie grzałki, popularne "spirale", którymi gotowano wodę.
Zosia obiady jadła na studenckiej stołówce, a jej smaki wspomina do dziś.
"Na stołówce królowały zupy, a ich wybór był bardzo duży. Od ogórkowej, przez kapuśniak, rosół wołowy, po pomidorową, neapolitańską, krupnik i jarzynową".
Choć w pamięci wielu z nas PRL pozostał jako czas, gdy po mięso trzeba było stać w długich kolejkach, studenci z lat 70. pamiętają mięsne obiady serwowane na stołówce.
"Z mięsnych dań pojawiał się bryzol, zrazy, bitki, gulasz, sztuka mięsa, a nawet kotlet schabowy" - wspomina Zosia, dodając, że studenci lubili też dania z podrobów.
"Jedliśmy dobrze przyrządzone cynandry i wątrobę wieprzową" - mówi.

Do tego podawano ziemniaki z wody albo puree, kaszę gryczaną lub jęczmienną.
"Pamiętam, że zawsze dostawaliśmy też sezonowe dodatki, sporo różnych warzyw" - opowiada.
Zawsze był kompot, czasem pączek
W studenckiej stołówce żacy mogli liczyć na skromny deser: "Zawsze był kompot, czasem pączek" - wspomina Zosia.

W połowie lat 70. studenckie stołówki serwowały też dania dietetyczne. Nasza rozmówczyni do dziś pamięta, że korzystała z jednej, konkretnej stołówki nr 3: "Trójka prowadziła dodatkowo kuchnię dietetyczną" - tłumaczy.
"Byłam bardzo zadowolona. Będąc w ciąży, korzystałam tam z samych obiadów. Dominowały lekkie zupy owocowe i jarzynowe. Pulpety w sosie koperkowym, mięsa gotowane w sosie warzywnym, ryż z owocami, makarony na słodko i warzywa sezonowe. Zawsze był deser - kompot, galaretka płynna, kasza manna z syropem owocowym. Wychodziłam najedzona, ale nie przeciążona" - wspomina.
W latach 70. (i później) studenci często stołowali się też w barach mlecznych, niedrogich jadłodajniach, które oferowały sycące i tanie dania kuchni polskiej z obowiązkowymi pierogami, naleśnikami czy jajecznicą. Dzięki temu mogli zjeść pełny posiłek za niewielkie pieniądze, bez potrzeby wielkich zapasów w kuchni akademika.
Zobacz też: W PRL nie kojarzył się najlepiej. Dziś kotlet pożarski wraca na nasze stoły w najlepszym wydaniu
Popularne przekąski i "kuchnia kombinowana"
Ze względu na dość skromny wybór w sklepach, studencka kuchnia w latach 70. była pragmatyczna i pomysłowa - studenci, podobnie jak inni Polacy, często sięgali po dania wymagające niewielu składników i prostego przygotowania. W domach jadano na przykład kanapki z pastami, makaron z serem czy jajka na wiele sposobów, a także różne lokalne pasty kanapkowe, jak tzw. awanturka - prosta pasta z twarogu z dodatkiem ryb w puszce.

Podstawą szybkich, codziennych dań jedzonych w akademikach, było pieczywo.
"Dobrze pamiętam jedzonko >>na szybko<<" - wspomina Zosia. "Jedliśmy pieczywo z paprykarzem szczecińskim, z pasztetową i ogórkiem kwaszonym, pieczywo i cebulę smażoną, pieczywo z rybą wędzoną - makrelą, czasem szprotem, a nawet dorszem. Jedliśmy też pieczywo ze smalcem i surową cebulą, twaróg ze szczypiorkiem, bułkę z dżemem, lubiliśmy też chleb z salcesonem i musztardą".

Kogel mogel z kawą Inką
Studentom lat 70. w pamięć zapadły też słodkości, które dostarczały niezbędnych - szczególnie w czasie sesji - kalorii.
"Słodko też było" - wspomina Zosia. "W akademiku robiło się kogel mogel z kawą Inką. Pamiętam słodki "domek Baby Jagi", czyli sernik z serków homogenizowanych i galaretek. Po zajęciach wstępowało się na ciepłego pączka. Dobre były też wuzetki z bitą śmietaną - te jedliśmy w kawiarni bliżej ulicy Głębokiej" - wspomina była studentka.
Specjalne okazje wymagały szczególnej oprawy. Mimo dość trudnej sytuacji na rynku, nie brakowało miejsc, w których można było dostać prawdziwe rarytasy.
"Na większe święto zamawiałam torcik z kandyzowanymi wiśniami i ogonkami liściowymi arcydzięgla" - opowiada Zosia. "Kupowaliśmy je w małej cukierni, usytuowanej obok hotelu Wiktoria" - wspomina.
Studentem być w 2026, czyli wybór zamiast kombinowania
Współczesny student nadal liczy pieniądze, ale jego lodówka wygląda zupełnie inaczej. Są tortille, hummus, tofu, makarony z całego świata, mrożonki, gotowe sosy. Zamiast zeszytu z przepisami - TikTok. Zamiast długiego stania przy kuchence - aplikacja z promocją. Kebab, ramen, pizza czy pad thai to codzienność, a nie święto. Coraz częściej pojawia się też świadome jedzenie: wege, fit, wysokobiałkowe. Nawet jeśli w czasie sesji znów wygrywa klasyk: szybkie, słodkie i mocna kawa.
Kuchnia studencka to coś więcej niż posiłek
Spoglądając wstecz i porównując realia życia młodych ludzi w PRL i dziś wniosek nasuwa się sam - studenci PRL-u jedli to, co było. Dzisiejsi jedzą to, na co mają ochotę - albo na co pozwala budżet i promocja dnia. Wtedy wspólne gotowanie jedzenia bywało koniecznością, dziś jest wyborem. W obu przypadkach jednak kuchnia studencka to coś więcej niż posiłek - to także rozmowy do późna, dzielenie się ostatnim kawałkiem chleba albo... frytką z pudełka.
Zobacz też:






