Matriarchalna sztafeta. Międzypokoleniowa nauka i szydełkowa integracja
Koniakowska sztuka dziergania opiera się na precyzji oraz wykorzystaniu niezwykle cienkiej bawełnianej nici. Lucyna Ligocka-Kohut, założycielka Centrum Koronki Koniakowskiej, zwracała uwagę na największy fenomen współczesnej twórczości, tkwiący w braku odgórnych instrukcji; koronczarki formują autorskie wzory z pamięci, łącząc roślinne i geometryczne motywy w unikatowe kompozycje. Taka metoda pracy całkowicie wyklucza rutynową powtarzalność, a sam proces przekazywania rzemieślniczej wiedzy opiera się na relacjach międzypokoleniowych.
"Heklujemy od wczesnych lat. Heklowała mama, która uczyła się od swojej mamy", tłumaczyła koronczarka Danuta Juroszek.
"A my uczymy swoje córki. Wnuczki też zaczynają już proste rzeczy, bo jeszcze są malutkie, ale chęci są. Cieszymy się bardzo, że najmłodsi chcą szydełkować, uczą się i chcą tę tradycję podtrzymywać, żeby to po prostu nie zaginęło", mówiła z kolei Wiesława Juroszek.
Troska o przekazanie umiejętności latoroślom pozostaje priorytetem całej społeczności - Teresa Juroszek podkreślała, że w dzisiejszych czasach to właśnie Szkoła Koronki staje się docelowym miejscem edukacji dla początkujących adeptek.
Aby ukazać pełen rozmach tego rękodzieła, mieszkanki Koniakowa połączyły siły przy projekcie bicia rekordu Guinnessa. Powstanie gigantycznej serwety stanowiło doskonały pretekst do zacieśnienia sąsiedzkich więzi.
"Z mamą, z siostrą i z moją córką wykonałyśmy największą koronkę koniakowską Polski. Ma ona średnicę pięciu metrów i trzydziestu dwóch centymetrów. Zużyłyśmy do tego sześćdziesiąt kilometrów nici", opowiadała Danuta Juroszek, precyzując, że centralnym punktem kompozycji stał się wydziergany orzeł.
Praca nad tym dziełem pochłonęła blisko cztery miesiące. Centrum Koronki Koniakowskiej odgrywa w procesie integracji kluczową rolę; to przestrzeń, w której różne generacje kobiet spotykają się przy kawie, wymieniają doświadczeniami i pielęgnują przyjaźnie. Ta specyficzna więź z rzemiosłem jest na tyle silna, że nierzadko towarzyszy artystkom nawet podczas wyjazdów wypoczynkowych.
"Czasami jest wieczór, mogłabym sobie odpocząć, a mnie jakby ciągnie do tego szydełka; chociaż na chwilę poszydełkować. To mnie bardzo cieszy i mocno relaksuje", podsumowywała Wiesława Juroszek.
Folklor w nowej formie. Od beskidzkiej wsi do wielkiego świata
Historia koniakowskiego splotu obejmuje również trudniejsze momenty, w których podtrzymanie działalności wymagało otwarcia się na zupełnie nowe, komercyjne rozwiązania. Wyraźny kryzys nadszedł w latach dziewięćdziesiątych, tuż po upadku państwowej Cepelii; zniknęła wówczas instytucja, która masowo odbierała i sprzedawała rękodzieło z beskidzkiej miejscowości. Ciekawą odpowiedzią na brutalnie zmieniające się realia rynkowe okazała się wówczas nieszablonowa koncepcja innej wybitnej twórczyni, Małgorzaty Stanaszek, która zaprojektowała i spopularyzowała... koniakowskie stringi.
Choć początkowo ten krok wywołał dyskusje wewnątrz samej społeczności, finalnie przyniósł rzemiosłu ogromny, ogólnopolski rozgłos i pozwolił na bezpieczne kontynuowanie pracy.
"Bielizna uratowała historię, choć jako dzieło sztuki te formy również zostały docenione. Znalazły się na wystawie Victoria and Albert Museum w Londynie oraz na wybiegu Victoria's Secret", wymieniała Ligocka-Kohut.
Wyjście poza klasyczne obrusy czy serwety naturalnie poszerzyło horyzonty i zwróciło uwagę branży modowej. Dziś elementy dziergane w Beskidzie Śląskim pojawiają się w projektach takich domów mody jak Dior, Dolce & Gabbana czy u polskiej projektantki Magdy Butrym, a sama koronka bywała tłem dla sesji w magazynie "Vogue".
Koronczarka Teresa Vavrać zwraca uwagę na stały, współczesny popyt; zjawiskowe kołnierzyki, torebki, wstawki do ubrań oraz autorska biżuteria na stałe weszły do repertuaru lokalnych kobiet. Mimo widocznego, komercyjnego sukcesu, sztuka ta nadal opiera się na swoich pierwotnych zasadach; wciąż pozostaje autentyczną twórczością ludową, powoływaną do życia przez artystki, dla których wyobraźnia i cierpliwość znaczą znacznie więcej niż dyplomy artystycznych uczelni.







