Zespół Pectus wraca do korzeni: skromny dom, ukochane Bogoniowice i rodzinne wartości: "To nasze DNA"
W niewielkich Bogoniowicach czas jakby zatrzymał się na progu starego domu, w którym wychowało się czterech braci - dziś tworzących zespół Pectus. To tutaj rodziła się ich muzyka, charakter i wszystkie rodzinne wartości, które niosą ze sobą na każdy występ. Teraz, zaglądając tam z kamerą, trafiamy do miejsc pachnących domowym ciastem i trzaskiem ognia w piecu - przestrzeni, które dla braci Szczepanik są pełne ciepłych historii.

W rodzinnych stronach zespołu Pectus
Dziś w "halo tu polsat" byliśmy z kamerami w rodzinnych stronach braci Szczepanik. Zespół Pectus pokazał swój dom i miejsca, które mają dla nich szczególne znaczenie. To tu - między drewnianymi ścianami, starym piecem i kuchnią rodziło się ich braterstwo, kształtował charakter i powstawała muzyka, którą zna tysiące Polaków.
"Jesteśmy jedynym takim zespołem w Polsce, gdzie jest czterech braci grających i śpiewających, jednocześnie tworzących rodzinę", podkreślił lider zespołu.
Maciej Szczepanik dodał, że wszyscy są ze sobą bardzo związani i zawsze starają się odwiedzić rodziców, gdy tylko są w okolicy:
"Nawet jak mamy terminarz koncertowy i wiemy, że mamy na przykład jeden dzień, dwa dni wolnego, to staramy się przejechać przez Bogoniowice, zostać na wieczór, zapalić grilla latem. No i mama mówi: >>Jezus, dalibyście znać, że przyjedziecie<< - ja mówię: >>Mamo, jesteśmy<<".
Mama braci cieszy się, gdy synowie mogą wrócić do rodzinnego domu i spędzić z nimi czas:
"Nie mają tego czasu za dużo, bo muszą poświęcać ten czas pociechom i rodzinie, ale bardzo nas kochają. Chcą chętnie przyjeżdżać i my też się cieszymy".
Ich siłą jest rodzina: "To jest nasze DNA"
Bracia Pectus pokazali w "halo tu polsat" posiadłość rodziców oraz swój stary dom rodzinny, czyli miejsce, gdzie dorastali, dzielili jedną przestrzeń i obowiązki, które uczyły ich odpowiedzialności.

Tomasz, przechodząc przez próg, nie ukrywał wzruszenia:
"Dla mnie to jest najważniejsze miejsce. To wszystko, co się wydarzyło dawniej tutaj, spowodowało, że dzisiaj, stojąc na scenie z braćmi, możemy o tym świadomie mówić. Nie wstydzimy się tego, że pochodzimy z małej miejscowości. Naszych Bogoniowic. Bo to jest nasze DNA", podkreślił.
Bracia wspominali z uśmiechem skromne warunki - jeden pokój, gdzie wychowywała się cała czwórka, brak telewizora, wodę przynoszoną i grzaną w kuchni oraz wieczorne rytuały. "Rodzice przynosili drewno, rozgrzewali piec. A wodę grzało się tutaj, w kuchni". Mama, wychodząc do pracy na nocne zmiany, zostawiała synom jasne polecenia:
"Drzwi mają być zamknięte. Po sobie posprzątane. Kolacja zrobiona". Jednocześnie w tym domu nie brakowało bliskości i czułości.
"Wszyscy czterej lubili się przytulać. Siadali na łóżku i każdy o coś pytał", wspominała.

Przeprowadzka do nowego domu i piosenka, która nawiązuje do korzeni
Po latach spędzonych w starym domu, rodzina braci Szczepanik przeniosła się do nowego miejsca. To był ważny moment w ich życiu - pierwszy własny pokój, łazienka i przestrzeń, która dawała poczucie dorastania i bezpieczeństwa. Wspomnienia z tamtych dni wciąż żyją w ich muzyce i rodzinnych opowieściach.
"Pamiętamy przeprowadzkę z tego domu. Wzięliśmy od dziadka taki wózek, taczki i po prostu przewoziliśmy. Cały dobytek pakowaliśmy, żeby jak najszybciej się przeprowadzić i mieć już te swoje rzeczy w swoich pokojach", wspominali bracia.
Tomasz Szczepanik dodał: "Tata zarabiał pieniądze na to, żebyśmy właśnie z tego domu przeprowadzili się do nowego, murowanego, gdzie każdy ma swój pokój, łazienkę, a ten dom jest takim >>pomnikiem wspomnieniowym<<. I np. piosenka: >>To, co chciałbym Ci dać<< opowiada właśnie o tożsamości, żebyśmy nigdy o tym nie zapominali. (...) Gdzieś każdy człowiek poszukuje tej głębi, tej osi, czego mamy się złapać. No a mamy rodzinę - to jest najważniejsze".
Na zakończenie bracia wspomnieli o 45-leciu małżeństwa swoich rodziców. Mama podzieliła się z synami receptą na trwały i szczęśliwy związek:
"Ja polecam wam wszystkim. Różnie jest, czasem człowiek się też pokłóci, ale bez tego to by nie było małżeństwa. Ideałów nie ma. Ja podchodzę do tego tak, że jeżeli dwie strony walczą o to małżeństwo i dbają o nie, to będzie dobrze. Ale jeżeli jedna strona nie chce i nic nie robi w tym sensie, to nie ma się co męczyć w tym małżeństwie. To jest moje zdanie i receptę wam też to przekazuję, bo tak właśnie jest. Miłość, przede wszystkim miłość".
Zobacz też:






