Między Paryżem a Warszawą. Seweryn o swoim miejscu w szeregu i najnowszym - choć ponadczasowym - przedsięwzięciu
Zaledwie na chwilę przed okrągłymi urodzinami, artysta został uhonorowany Nagrodą imienia Bronisława Geremka - za wkład w umacnianie relacji polsko-francuskich; statuetkę wręczyła mu prezeska zarządu fundacji, Jolanta Kawa-Kurska, w obecności premiera Donalda Tuska oraz prezydenta Emmanuela Macrona. Francuski przywódca pokusił się wówczas o żart, zauważając, że po Marii Skłodowskiej-Curie oraz Fryderyku Chopinie, Polska po raz kolejny "próbuje przekonać świat", że wybitna jednostka jest w całości jej obywatelem - tym razem wskazując właśnie na Andrzeja Seweryna. Sam jubilat, wspominając to wydarzenie w studiu, nie krył głębokiego poruszenia.
"Wydawało mi się, że dużo wiem o moim miejscu w życiu. Zawsze powtarzam i sobie, i bliskim, i ludziom, z którymi pracuję, że człowiek powinien znać swoje miejsce w szeregu. Okazało się, że moja ocena była zbyt ograniczona", wyznał.
I choć przez wiele lat był filarem legendarnej Comédie-Française (jako pierwszy Polak i trzeci cudzoziemiec w historii tej instytucji), jego tożsamość pozostaje nierozerwalnie związana z ojczyzną.
"Polakiem jestem. Nigdy nie miałem żadnych wątpliwości. Flaga polska zawsze mnie wzrusza. Język polski zawsze mnie wzrusza", podkreślił.
Dla wybitnego twórcy okrągły jubileusz naturalnie schodzi jednak na dalszy plan w obliczu nowych wyzwań zawodowych; w przedurodzinowy wieczór na deskach kierowanego przezeń Teatru Polskiego zaplanowano bowiem premierę spektaklu "Horacjusz". Reżyserując klasyczny tekst Pierre'a Corneille'a - w znakomitym tłumaczeniu Jerzego Radziwiłowicza - artysta udowadnia, że siedemnastowieczne dylematy pozostają dziś boleśnie wręcz aktualne. To uniwersalny traktat o władzy, pozycji kobiety w społeczeństwie, miłości oraz relacji jednostki z państwem uwikłanym w konflikty.
"As" i "młodzieńcza pasja". Aktorzy oraz aktorki o współpracy z dyrektorem Sewerynem
Praca pod okiem tak utytułowanego dyrektora oraz reżysera jest zaś dla całego zespołu zarówno potężną lekcję pokory, jak i możliwością poszukiwań, o czym artyści i artystki, tworzący obsadę "Horacjusza", opowiedzieli w rozmowach z Kamilą Ryciak. Z zakulisowych opowieści wyłania się obraz perfekcjonisty, którego współpracownicy obdarzyli wymownym pseudonimem "As" - nawiązującym nie tylko do inicjałów, ale i do najwyższej karty, bijącej w talii absolutnie wszystko. Twórca ten potrafi wszak doskonale narzucić własną wizję, pozostając przy tym niezwykle uważnym na drugiego człowieka.
"Dyrektor przyszedł z bardzo konkretną wizją spektaklu, ale jednocześnie dał niezwykłą przestrzeń do poszukiwania własnych rozwiązań, do znalezienia w tym siebie, własnej autentyczności i to jest chyba najpiękniejsze, co aktor może dostać", tłumaczyła Irmina Liszkowska, wcielająca się w rolę Kamili.
Wtórowała jej Dorota Landowska (kreująca postać Julii), zaznaczając, że narzucone podczas prób tempo wymaga natychmiastowej, całkowitej mobilizacji całego organizmu.
"Jest reżyserem bardzo wymagającym, ale wydaje mi się, że wymaga również od siebie, nie tylko od aktorów", oceniła.
Podziw wzbudza także nieustanna, młodzieńcza wręcz pasja jubilata. Maksymilian Rogacki (Walery) dostrzegł w reżyserze niepohamowaną ciekawość, która stanowi dla młodego pokolenia niedościgniony wzór i najlepszy motywator do ciągłego rozwoju. Z kolei Szymon Kuśmider (Stary Horacjusz), nie ukrywając jawnego pracoholizmu swojego szefa, spuentował tę współpracę niezwykle trafnym wyznaniem:
"Stworzył coś, dzięki czemu wracamy do naszego teatru, Teatru Polskiego, jak do domu".
Zawodowy "robociarz", a jednocześnie "normalny człowiek". O koleżeńskim rewanżu i miejscu autorytetów
Powrót do rozmowy w studiu przyniósł kolejną, niezwykle osobistą niespodziankę; pojawienie się Grażyny Barszczewskiej z tortem i kwiatami stanowiło piękny, wręcz przyjacielski rewanż za sytuację sprzed półtora roku. Para artystów współpracowała wówczas przy spektaklu "Kochany, najukochańszy" w reżyserii Magdy Umer, a ich relacja niezmiennie opiera się na głębokim, wzajemnym szacunku. Zapytana o pozasceniczne oblicze jubilata, aktorka wskazała na jego rzadko dostrzeganą normalność, ogromny dystans do siebie i koleżeńskość, która uruchamia się natychmiast po zejściu z afisza. Sam zainteresowany odniósł się do spływających na niego komplementów ze stoickim spokojem.
"Ja tego w ogóle tak nie postrzegam i nie przeżywam. Kontynuuję, bo tak mi los, reżyserzy, producenci, dyrektorzy różnych instytucji ułożyli drogę. Uważam siebie za »robociarza« mojego zawodu", mówił.
Bogate doświadczenie pozwala też Sewerynowi z ogromnym zrozumieniem patrzeć na współczesne, pokoleniowe zmiany. Zapytany o stosunek młodych twórców i twórczyń do autorytetów, wykazał się pełną akceptacją dla potrzeby twórczego buntu.
"Jeżeli uważają, że nie trzeba patrzeć na mistrzów i raczej szukać swoich dróg, ja to szanuję", przyznał.
Odwołał się przy tym do własnych początków i skomplikowanych relacji z dawnymi ikonami sceny.
"Starałem się rozmawiać, obserwować, współpracować z nimi, ale przecież w pewnym momencie wiele haseł, wymagań, pojęć, opinii mistrzów zostało przeze mnie odrzucone", dodał, wspominając wielkie postacie polskiego teatru, takie jak Gustaw Holoubek, Jacek Woszczerowicz, Zbigniew Zapasiewicz, Jan Świderski czy Janusz Warmiński.
Świadomość własnej drogi - zbudowanej na solidnym fundamencie, ale wolnej od ślepego naśladownictwa - wydaje się ostatecznym sekretem jego wieloletniego fenomenu.
Droga artystyczna tego wybitnego twórcy niezmiennie udowadnia, że prawdziwy talent opiera się na nieustannym poszukiwaniu oraz ogromnym szacunku do rzemiosła. Osiemdziesiąte urodziny to nie tylko symboliczna cezura i czas podsumowań, ale przede wszystkim otwarcie kolejnego, równie fascynującego rozdziału. Pozostaje zatem życzyć jubilatowi niespożytych sił na dalsze lata tej wyjątkowej, w pełni unikalnej podróży po świecie sztuki.









