Justyna Steczkowska pojawiła się dziś w studiu, by opowiedzieć o swoim najnowszym, niezwykle widowiskowym projekcie "Roma Symphonica". To przedsięwzięcie, które łączy muzykę, taniec i teatralny rozmach, zabierając publiczność w świat pełen emocji, barw i niepowtarzalnej energii.
Artystka stworzyła ten projekt we współpracy z wybitnym trębaczem Bobanem Markoviciem, którego twórczość znają miłośnicy filmów Emira Kusturicy, takich jak "Arizona Dream" czy "Underground". Efektem ich spotkania jest spektakl inspirowany kulturą romską - żywiołowy, zmysłowy i pełen muzycznych kontrastów.
Sama Justyna Steczkowska nie ukrywa, że "Roma Symphonica" ma być prawdziwym świętem życia. Jak podkreśla: "Na scenie rodzi się wesele pełne pasji - wirujące spódnice, zabawa, namiętność, śmiech, łzy wzruszenia i rytmy, które porywają serce szybciej niż rozum zdąży zaprotestować". Artystce towarzyszą tancerze oraz cygańska orkiestra, tworząc spektakl, który angażuje wszystkie zmysły.
Czy "Roma Symphonica" okaże się jednym z najbardziej widowiskowych projektów w karierze Justyny Steczkowskiej? O kulisach jego powstawania, emocjach związanych z występami i sile muzyki, która potrafi porwać tłumy, artystka opowiedziała właśnie podczas rozmowy w studiu. U boku gwiazdy usiadła też Diana Walkiewicz-Wójcik, projektantka, która z myślą o nowej trasie stworzyła stroje sceniczne dla Justyny.
Justyna Steczkowska o współpracy z Bobanem Markoviciem
Na początku rozmowy Justyna Steczkowska przypomniała, że trasę "Roma Symphonica" grała po raz pierwszy 10 lat temu, gdy wydała płytę z tą muzyką. Przy okazji piosenkarka przypomniała kulisy współpracy z Bobanem Markoviciem:
"W ogóle to jest pierwsza trąbka Serbii i on kiedyś szukał kogoś, kto zaśpiewa romską muzykę w Polsce i zrobi to dobrze. Kiedy usłyszał moje nagranie, powiedział, że tak, kolorowy głos i ma możliwości, to cudownie by było, gdyby chciała pracować ze mną. Ja mówię, kurczę, super" - wspominała Justyna.

"Ja śpiewam, biegam, tańczę na stole"
Gwiazda podkreśliła, że jej show będzie prawdziwą ucztą dla zmysłów - obok muzyki ważną rolę odgrywa również choreografia, a także kostiumy.
"Te suknie, to wszystko - scena zamienia się w prawdziwą zabawę. My mamy na tym koncercie takie romskie wesele, gdzie stoi stół, jest po prostu życie i ta romska królowa umiera z miłości i zdradza, jest zdradzana i przeżywa mnóstwo emocji. Tam są wszystkie emocje kobiece w tej jednej postaci. Ja śpiewam, biegam, tańczę na stole" - wyliczała.
Diana Walkiewicz-Wójcik, projektantka, zdradziła zaś, jak to się stało, że zdecydowała się pracować przy projekcie.
"Inspiracją była sama Justyna i jej wszystkie opowieści o tej całej trasie. Ona mnie za każdym razem bardzo inspiruje. Jest takie hasło >>znajdź sobie w życiu coś, co cię inspiruje, co daje ci chęć do życia i będziesz wtedy żył wiecznie<< I właśnie dla mnie taką osobą jest Justyna" - podkreślała projektantka.
Projektantka kostiumów dla Justyny Steczkowskiej: "Jest moją inspiracją"
"Ona jest moją największą inspiracją w tym wszystkim i ja się tak bardzo cieszę, bo ona mi daje takie wyzwania! Rzuca mi pod nogi specjalnie takie ciężkie kłody i daje mi takie góry do przejścia i ja po prostu uwielbiam to wszystko!" - śmiała się nasza gościni, a Justyna dodała:
"I co ciekawe, ona - jako wspaniały podróżnik po górach - naprawdę sprostała każdemu wyzwaniu".
Justyna i Diana przywiozły ze sobą do studia prototypy kostiumów, w których gwiazda wystąpi podczas trasy.
"To są w ogóle prototypy, nie mamy jeszcze góry. Tu jest tak upięte, żeby to pięknie wyglądało. To są same spódnice, które potem zamienią się w naprawdę niezwykły, kolorowy, piękny, romski strój" - mówiła Justyna, pokazując przepiękne kreacje.

Siła kostiumów Steczkowskiej. "Szukam projektantów, którzy to rozumieją"
W tym momencie Olek Sikora zapytał Justynę, na co zwraca uwagę, kiedy dobiera sobie strój sceniczny.
"Bo mam wrażenie, że ty jesteś wręcz zszyta z kostiumem. Naprawdę to jest jak fragment skóry" - stwierdził.
Justyna wyjaśniła, że właśnie po to, by uzyskać tak dobry efekt, współpracuje z twórcami i twórczyniami, którzy rozumieją charakter pracy na scenie.
"To jest techniczna praca, dlatego szukam zawsze projektantów, którzy to rozumieją" - mówiła, dodając, że z Dianą pracuje się jej bardzo dobrze, a nadchodząca trasa jest ich kolejnych wspólnym wyzwaniem.
"Tutaj bardzo ważny jest ruch i bez tego, jak coś cię uwiera, to cały czas nie myślisz o tym, że chcesz dać ludziom piękne emocje i że to płynie, tylko że coś cię boli w ruchu" - tłumaczyła gwiazda.
"I to jest bardzo specyficzny rodzaj projektowania i szycia dla artysty, który musi tańczyć i śpiewać jednocześnie" - dodała.

Show, czyli fizyczne wyzwanie dla gwiazdy
Gwiazda podkreśliła też, że zanim widz zobaczy finalny efekt, piękne show, artyści i twórcy scenografii oraz kostiumów pracują ciężko i próbują wszystko wiele razy.
"To wszystko jest jednak bardzo fizyczna praca poza emocjami i pięknem jakim jest scena. To jest przede wszystkim taka codzienna konsekwencja w tym, żeby dbać o to, żeby twoje ciało było naprawdę silne, a mięśnie na tyle mocne, że biegasz, przebierasz się, nie masz zadyszki, cały czas śpiewasz, cały czas rozmawiasz z ludźmi, skaczesz. To nie jest takie, że to się dzieje ot tak. Samo śpiewanie jest dosyć proste, jeśli masz do tego talent, absolutnie. Natomiast śpiewanie, tańczenie, przebieranie się i to wszystko w takim pędzie wymaga naprawdę konsekwencji pracy na co dzień. Dlatego tym bardziej pierwszy koncert jest tak wyjątkowy" - podkreśliła wokalistka.
W "halo tu polsat" pytanie od widzki do Justyny Steczkowskiej
Tradycją spotkań z gwiazdami w "halo tu polsat" są pytania, które prowadzący zadają gościom w imieniu naszych widzek i widzów. Dziś pytanie takie zostało skierowane do Justyny Steczkowskiej. Brzmiało ono następująco: "Gdyby miała pani cofnąć się o 30 lat po przeżyciu tego wszystkiego, co do tej pory wydarzyło się w pani życiu, to co by pani sobie powiedziała, gdyby zwątpiła pani w siebie?"
Justyna nie ukrywała, że pytanie to dało jej do myślenia.
"Bardzo ciekawe pytanie" - zauważyła, po czym przeszła do odpowiedzi: "Wątpiłam w siebie wiele razy, dopóki nie nauczyłam się rozumieć, że jestem architektem rzeczywistości i że każda moja myśl buduje moje życie i moją rzeczywistość. Więc dopóki się tego nie nauczyłam, nie zrozumiałam tego na głębszym poziomie, bywałam zagubiona, tak jak każdy człowiek w swoim życiu, a szczególnie artysta, który ma takie emocjonalne huśtawki" - mówiła gwiazda.
"Nie jest to nigdy ciągle sukces lub ciągle porażka, tylko to jest taka sinusoida. Więc trzeba umieć się w tym odnaleźć" - tłumaczyła, odpowiadając na pytanie widzki.
"Ale dzisiaj, mając tę świadomość, którą mam, powiedziałabym sobie, dałaś radę dziewczynko, urodziłaś się w biednej rodzinie, cudownej zresztą, pełnej miłości, zrozumienia, muzycznej, ale cały czas gdzieś tam było pod górkę moim rodzicom. A pomimo wszystko, znikąd, wszystko to zbudowałam z pomocą oczywiście różnych ludzi, menadżerów, fanów, ludzi, którzy wspierali mnie przez te 30 lat. Ale trzon tego ruchu całego dookoła jest w tobie. Jeśli ty tego nie masz i ty nie zbudujesz tej siły, to ona nie pójdzie na zewnątrz i nie zbuduje całego tego życia.
Więc dzisiaj to wiem, wtedy jeszcze nie wiedziałam. Więc dzisiaj powiedziałabym, dałaś sobie radę, gratuluję ci. Trzymaj się dziewczyno, idź do przodu, wszystko się uda. Ale bywały trudne chwile" - podsumowała.
"Lepiej się wspierać, lepiej kochać siebie"
Na zakończenie spotkania w "halo tu polsat" Olek Sikora zauważył, że w życiu Justyny Steczkowskiej nastał okres wielkiego rozkwitu energii twórczej, który Olek nazwał "pikiem kariery".
Gwiazda zgodziła się i dodała od siebie ważną refleksję.
"W myśleniu społeczeństwa mówi się show biznes, rozrywka, to jest młodość. Bo jest w pewnym sensie młodość i ludzie uwielbiają patrzeć na młodych ludzi, na ich siłę, na ich jak gdyby taką świeżość, którą młodość zawsze ma w sobie.
Ale coraz bardziej świat dojrzewa do tego, że jednak ludzie, którzy przeszli wiele, nie tylko w swoim zawodzie, ale w życiu, mają do powiedzenia jakąś prawdę. Czego nie mówię, że młodzi ludzie nie rozumieją, tylko wiadomo, że przed nimi wiele jeszcze wzlotów i upadków, które kiedy przejdą na sobie, będą naprawdę szczerzy w tym, co będą opowiadali później o swoim życiu" - mówiła Steczkowska.
Gwiazda dodała, że dojrzałe kobiety coraz częściej stają się przewodniczkami, a ich opinie i głosy nabierają znaczenia.
"Uważam, że kobiety i w ogóle ludzie, ale kobiety szczególnie, pięćdziesiąt plus, mają taki wielki dar opowiadania prawdy o sobie i bycia takim realnym doświadczeniem i lekcją dla młodych dziewczyn.
Że lepiej się wspierać, że lepiej kochać siebie, że lepiej nauczyć się szanować swoje ciało już za młodu, że lepiej mówić do siebie dobrze i podziwiać się i być wdzięcznym za to, że masz ciało. Bez względu na to, czy jest idealnie zbudowane, bo nie to jest kluczem. To, żeby było zdrowe. Zdrowie ciało potrzebuje ruchu, miłości, zrozumienia, akceptacji.
Tak jak każdy z nas. Ale my musimy zacząć to od siebie. Nie od tego, żeby mąż ci powiedział, koleżanka, przyjaciółka. Ale zawsze miło to usłyszeć. Ale jak ty tego nie masz w sobie, to nic ci z zewnątrz nie pójdzie" - mówiła piosenkarka, by na koniec zaprosić wszystkich na nadchodzące koncerty.
"Ja państwa raz jeszcze zapraszam - Roma Symfonica w Krakowie, w Warszawie, w Bielsku-Białej, Białymstoku, Rzeszowie oraz w Wrocławiu. Bądźcie z nami, bo to jest jedyny wyjątkowy koncert. Roztańczony, piękny, zjawiskowy. I tylko gramy go w tym roku. I tylko te sześć koncertów. Nie wracamy już do tej trasy, bo biegniemy dalej. Mamy nowe projekty, więc ostatni raz można je zobaczyć" - zakończyła.









