W rodzinnym domu Mai Chwalińskiej
Rozmowę z rodzicami Mai Chwalińskiej w ich domu w Dąbrowie Górniczej Anna Rubaj zaczęła od ogromnych gratulacji.
"W ogóle nie spodziewaliśmy się, że tak daleko zajdzie. Jechaliśmy z nadzieją, żeby chociaż przeszła eliminacje", wyznała Marcela Chwalińska, matka Mai. Wyczyn córki przeszedł więc nawet najśmielsze oczekiwania jej rodziny.

Jak zaczynała Maja Chwalińska? "Malutki, niepozorny pucharek"
Nasza reporterka zajrzała do pokoju, w którym polska tenisistka dorastała - ilość pucharów i medali, które się tutaj znajdują jest naprawdę imponująca, tym bardziej że, jak mówiła Mama sportowczyni to tylko około 1/3 z całego dorobku jej córki: "Nie mogliśmy tego pomieścić".
Taka ilość trofeów przysparza trudności, chociażby przy odkurzaniu, ale niesie ze sobą wiele emocji i wspaniałych wspomień z turniejów, na których jeden lub drugi rodzic towarzyszył Mai.
"Chyba tylko ja pamiętam, który jest pierwszy. [...] Taki malutki, niepozorny pucharek", mówiła Marcela Chwalińska prezentując nagrodę z turnieju w Chorzowie, od którego tak naprawdę wszystko się zaczęło.
Zobacz też: Jak mówią o Mai Chwalińskiej w jej rodzinnym mieście? Reportaż Anny Rubaj z Dąbrowy Górniczej
Rodzice Mai Chwalińskiej szczerze o sporcie zawodowym. "Poświęcenie wszystkiego"
"Zawsze była bardzo sprawna i ruchliwa, dlatego też poszła w sport", mówił ojciec Mai, Tomasz Chwaliński.
"Wytrzymała w tym reżimie treningowym. Wiemy, że sport zawodowy wymaga poświęcenia wszystkiego. Nie ma żadnych zabaw, imprez, jak nastolatki. Nigdy jej do tego nie ciągnęło. Nawet my ją nieraz namawialiśmy, żeby zrobiła sobie trochę jakiegoś luzu. Ona miała wszystko podporządkowane, żeby dążyć do zawodostwa", dodał.
Mama Mai Chwalińskiej nie ogląda meczów córki. "Nie dawałam rady"
Ostatnie dni dla Marceli i Tomasza Chwalińskich były wyjątkowo intensywne i emocjonalne, jak mówili - powoli dochodzą do siebie po tych wszystkich wrażeniach, są szczęśliwi i bardzo dumni.
"Może to jest dziwne, ale ja nie oglądam córki meczów, bo się bardzo denerwuję", wyznała mama Mai. "Na początku było tak, że oglądałam połowę i wychodziłam, bo nie dawałam rady, ale z każdym meczem nabierałam odwagi, siły i zostawałam do końca", dodała, a jej mąż wtrącił, że on oglądał cały turniej, od pierwszego meczu.
Zobacz też: Maja Chwalińska zachwyciła Paryż. Jej trener mówi o łzach i ogromnej pracy
"Widzimy się rzadko". Rodzice słynnej tenisistki wyznali o relacji z córką
"Dla wszystkich Polaków, Dąbrowiaków, Maja jest wielką gwiazdą. Dla państwa jest przede wszystkim córką. Jaką córką jest Maja Chwalińska?", pytała Anna Rubaj.
"Taką, którą za rzadko widzimy, od najmłodszych lat", odparł Tomasz Chwaliński ze śmiechem, a Marcela dodała: "Przede wszystkim skromną, wesołą, zabawną, empatyczną" i przyznała, że nadal tęsknią za czasami, gdy córka mieszkała z nimi w domu.
"W tej chwili to ona nas odwiedza praktycznie parę razy w roku. Przyjedzie tylko na chwilkę, na dzień, dwa i wraca do swoich zajęć. Widzimy się rzadko", zdradziła mama Mai.
Maja Chwalińska miała plan B. Co miała robić, gdyby nie wyszło z tenisem?
Nasza reporterka była ciekawa, co rodzicom tak utalentowanej sportowczyni najbardziej w córce imponuje. Odpowiedzieli wspólnie, że Maja ma wiele takich cech, które podziwiają - do talentu, po samozaparcie, wytrwałość i wytrzymałość.
"Była taka wytrwała! Ona sobie postawiła taki cel i powiedziała, że nie ma żadnego planu B.", wspomniał tata Mai, a mama dodała: "Ale miała plan B!".
"Powiedziała, że gdyby nie wyszło z tenisem, to może zostanie dziennikarką sportową", zdradziła.
"Dziewczyna znikąd". Rodzice Mai Chwalińskiej mówią o córce
Rodzice tenisistki powiedzieli jeszcze kilka słów o tym, czego kibice raczej o Mai Chwalińskiej nie wiedzą - jaka gwiazda sportu jest poza kortem, jaka jest we własnym domu?
"Jest raczej domatorką. Jak przyjeżdża do nas, najchętniej spędza czas w domu. Lubi rozwiązywać krzyżówki, bardzo dużo czyta", opowiadał Tomasz Chwaliński. "Oczywiście ogląda transmisje sportowe - tego się nie da uniknąć", dodał ze śmiechem.
Anna Rubaj wspomniała, że dziennikarze sportowi dali Mai Chwalińskiej przydomek "Kopciuszek", z racji iście bajkowej historii, którą stworzyła. Rodzice tenisistki zgodzili się, że w pewien sposób baśniowa postać pasuje do jej córki.
"Dziewczyna znikąd, nagle na salony. Tutaj jest historia Kopciuszka", przyznał ojciec Mai, a po chwili dodał jeszcze za co, jego zdaniem, kibice tak pokochali jego zdolną córkę.
"Za naturalność. Za to, że jest normalną dziewczyną, którą można spotkać. Przypuszczam, że gdyby była inaczej ubrana, to nawet gdyby pani ją spotkała na ulicy, to by pani nie wiedziała, kto to jest".







