Setki kilometrów i zawodowy pęd. Blaski i cienie życia aktora
Funkcjonowanie w aktorskim świecie nierzadko wymaga kondycji; nieustanne podróże i życie od planu do planu potrafią całkowicie zdominować codzienność. Marek Włodarczyk doskonale zna ten rytm, od 2016 roku regularnie pokonuje bowiem trasę do stolicy Dolnego Śląska, by wcielać się w postać charyzmatycznego naczelnika jednego z policyjnych wydziałów. Z perspektywy czasu artysta zauważa, że o ile sama praca przed kamerą wciąż sprawia mu ogromną satysfakcję i mija niepostrzeżenie, o tyle setki kilometrów spędzone w środkach transportu bywają przytłaczające.
"Już w tej chwili pokonanie tej odległości sprawia mi trudność. [...] To nie należy do przyjemności, ale w samej pracy tego nie czuję. To tak, jakbyśmy zaczęli wczoraj, mija to bardzo szybko", przyznał.
Nawet w obliczu fizycznego zmęczenia, zawodowy głód nie pozwala mu jednak na dłuższą bezczynność. Wypełniony po brzegi kalendarz - obejmujący również intensywne, weekendowe wyjazdy ze spektaklami teatralnymi do Szczecina, Zielonej Góry, Poznania czy Krakowa - stał się dla niego naturalnym środowiskiem. Zamknięcie w czterech ścianach na dłużej niż kilka dni budzi w nim wszak niepokój; to właśnie zawodowy pęd i nieustanna kreacja nadają sens jego dniom, skutecznie rekompensując trudy życia w drodze.
"Gdy siedzę w domu, mając trzy dni wolnego, to sufit zaczyna mi »lecieć« na głowę. [...] I jakoś tak od planu do planu, od spektaklu do spektaklu mija mi to życie", mówił.
Wolna ręka i partnerskie relacje. Włodarczyka recepta na udane ojcostwo
Telewizyjny wizerunek stanowczego twardziela nierzadko kontrastuje z prywatną naturą; sam artysta przyznaje z uśmiechem, że z biegiem lat jego twardy charakter uległ znacznemu złagodzeniu, choć wciąż lubi trzymać w rękach życiowe lejce. Ta potrzeba kontroli ustępuje jednak miejsca głębokiemu partnerstwu, gdy mowa o relacjach z jego trzema dorosłymi synami. Mężczyźni, mający dziś kolejno 29, 34 oraz 39 lat, ułożyli sobie życie poza granicami kraju - w Berlinie, Hamburgu i Wiedniu.
Mimo logistycznych wyzwań, aktorowi z powodzeniem udaje się pielęgnować te więzi, regularnie podróżując do europejskich metropolii lub integrując bliskich w okresach świątecznych. Zauważa przy tym, że widuje się z synami znacznie częściej, niż wielu jego rówieśników ze swoimi rodzinami mieszkającymi w tym samym mieście.
Jego receptą na udane ojcostwo okazało się zrezygnowanie z narzucania własnej woli na rzecz szczerego, kumpelskiego dialogu.
"Do dziś jestem dla nich wszystkich kumplem. Jeżeli chcę im przekazać jakieś życiowe mądrości, to na zasadzie partnerskiej rozmowy. [...] Trochę rzeczy mnie denerwuje u niektórych, ale nie ingeruję w to tak dalece, zostawiam wolną rękę", wyjaśniał.
Pozostawienie synom wolnej ręki i przestrzeni do podejmowania własnych decyzji przyniosło znakomite rezultaty.
Dziś największą radością napawa go jednak rola dziadka; to właśnie wnuczka skradła serce znakomitego aktora, stając się jego absolutnym oczkiem w głowie. Choć proza życia i odległość sprawiają, że ich codzienny kontakt opiera się głównie na komunikatorach internetowych, artysta stara się celebrować każdą wspólną chwilę.
"Niestety jest za mało czasu, ale za dwa tygodnie poświęcę jej cały tydzień i postaram się to nadrobić", obiecał na antenie, dodając, że wnuczka rozwija się znakomicie i daje mu mnóstwo powodów do radości.
Ta opowieść pięknie domyka telewizyjny wizerunek filmowego twardziela, pokazując jego niezwykle wrażliwe i czułe oblicze.
Zobacz też:
"Przystojny mężczyzna" - czy to wystarczy? O powierzchowności z dwóch perspektyw







