Mariola Bojarska-Ferenc z mężem w "halo tu polsat". Ich historia jest jak "scenariusz na film"
"Scenariusz na film" - tak o historii swojego związku mówi Mariola Bojarska-Ferenc. W studiu "halo tu polsat" gościła u boku męża, Ryszarda Ferenca. Razem opowiedzieli o wyjątkowych początkach ich pięknej miłości, która przyszła niespodziewanie i trwa już 38 lat.

Mariola Bojarska-Ferenc to kobieta, która w Polsce spopularyzowała treningi takie jak pilatess, zumba czy joga fit. Była gimnastyczka artystyczna, dziennikarka i producentka filmowa występowała w wielu programach telewizyjnych, napisała pięć książek i kilkanaście felietonów do prasy. W 2016 była także uczestniczką programu "Taniec z Gwiazdami". A dzisiaj w "halo tu polsat" gościła u boku, jak sama mówi, miłości swojego życia, Ryszarda Ferenca, którego poślubiła w 1991 roku. On ma 74 lata, ona w styczniu skończy 65 - w naszym studiu opowiedzieli historię relacji, która jest jak gotowy scenariusz na film.
Mariola Bojarska-Ferenc poznała miłość życia 3 dni po rozwodzie
"Nasza historia to jest trochę scenariusz na film, ponieważ ja byłam 3 dni po rozwodzie i byłam troszkę taka zagubiona. Nie spodziewałam się, że mogę spotkać tak szybko mężczyznę swojego życia, wręcz przeciwnie, zastanawiałam się w tamtych czasach, czy ktoś zakocha się w dziewczynie po przejściach", wyznała Mariola Bojarska-Ferenc i kontynuowała:
"3 dni po rozwodzie, wyobraźcie sobie, robiłam wywiad z pewnym tenistą i pojawił się u jego boku, jako kumpel po prostu na tym spotkaniu, Ryszard. I tak to się zaczęło. Zostawiono nas na chwilę przy stole, [...] i myśmy przy tym stole rozmawiali z dwie godziny. To było w Warszawie, w dawnym Hotelu Wiktoria. Koledzy już nie wrócili, więc Ryszard musiał mnie odwieźć do domu. I mówi: »A pani to jest samotna, czy ma męża?«. A ja mówię - a ja jestem właśnie trzy dni po rozwodzie".
Nasza gościni dodała jeszcze, że po niespodziewanym spotkaniu Ryszard Ferenc wręczył jej wizytówkę, a potem przez tydzień w ogóle się do niej nie odezwał. Ale kiedy już to zrobił, to zaczęli rozmawiać codziennie. Mąż Marioli Bojarskiej-Ferenc na co dzień stroni od mediów, a kamery go krępują, dlatego jego obecność w "halo tu polsat" była zupełnie wyjątkowa.

To on zdobył serce Marioli Bojarskiej-Ferenc. Pojechał za nią aż do Casablanci
Nasi prowadzący chcieli wiedzieć, co takiego było w Marioli, że od razu ujęła Ryszarda. "Pierwsze to urodą, świetną figurą, a do tego doszło zaangażowanie umysłowe i wnętrze. Podobało mi się, że tematyką sportową się mocno zajmuje, że żyje tym. W tamtych czasach to ona wprowadzała fitness w Polsce i tym mi zaimponowała", zdradził Ryszard Ferenc.
"To były takie czasy, że bilet na samolot ciężko było dostać, to był w ogóle luksus. A ja pojechałam na miesięczny kontrakt [...] z Małgorzatą Potocką, z Sabatem, do Casablanci. I Rysiu, niczym Humphrey Bogart, przyjechał tam do mnie, dwoma samolotami leciał! I tam to wszystko rozkwitło i trwa do dzisiaj, czyli 38 lat", dodała Mariola Bojarska-Ferenc.
Sport, zdrowy styl życia i zdrowa dieta nadal są ważną częścią ich życia. W święta na stole pojawia się wiele dań, tradycyjnych lub nie, ale zawsze pełnych cennych składników odżywczych. Nasi goście zdradzili, że za przygotowania świąteczne odpowiada zwykle Mariola.
"Ja jestem kierowniczką, mój syn mówi, że jestem świetna, bo wszystko pokazuję palcem. Ale muszę przyznać, że kocham gotować. U nas w domu nigdy nie było cateringu, wszystko robimy sami, świetnie gotują nasi synowie, mój mąż tak samo. Każdy ma swoje role", mówiła nasza gościni i dodała, że w tym roku, po raz kolejny, przygotowała zachwycający i niezwykle pracochłonny tort makowy i barszcz z uszkami, ale na ich stole łączą się tradycje z różnych miejsc na świecie.
"U nas są pierogi po lwowsku, ponieważ Ryszarda ojciec pochodził ze Lwowa, to jest taka tradycja. Ale pomieszaliśmy te święta z Włochami, ponieważ mój syn z kolei studiował we Włoszech i kocha włoskie potrawy", zdradziła.
Tegoroczne święta były szczególne, bo wśród prezentów znalazł się jeden zupełnie wyjątkowy - Mariola Bojarska-Ferenc została bowiem babcią:
"Pojawił się u nas najpiękniejszy skarb pod choinką, czyli nasza wnusia, która właśnie obchodziła 2 miesiące 24 grudnia. To maleństwo skradło absolutnie show!".
Zobacz też: Wata na choince, orzechy w "pozłotku" i karp w wannie, czyli święta w PRL we wspomnieniach naszych gości






