Po latach fotel ten, na fali sentymentu do czasów młodości i fascynacji designem lat 60. i 70., wrócił do łask. Dziś używane modele po renowacji kosztują od 500 zł, zaś nowe, produkowane na licencji, to już koszt ponad 3 tys. zł. Jaka historia kryje się za zwykłym, a zarazem niezwykłym fotelem z PRL?
Kim był "ojciec" najsłynniejszego fotela PRL?
Fotel, który w ostatnich latach z wdziękiem wraca na salony, powstał nieco z przypadku. Zaprojektował go, w dość trudnych okolicznościach, artysta plastyk, projektant wnętrz i mebli Józef Marian Chierowski.
Chierowski był świetnie przygotowany do zawodu, którym się parał. Urodzony w 1927 roku we Lwowie, w latach 1947-1951 studiował na Wydziale Architektury Wnętrz PWSSP we Wrocławiu. W 1952 roku uzyskał dyplom na tej uczelni. 20 lat później wrócił tam, by objąć stanowisko kierownika Katedry Wzornictwa. Po 4 latach w tej roli Chierowski wrócił do Katedry Architektury Wnętrz i zaczął wraz z Piotrem Karpińskim prowadzić Pracownię Projektowania Mebla.
Jeśli zaś chodzi o projektowanie wnętrz, na przestrzeni lat zasłużył się szczególnie dla Wrocławia - zaprojektował między innymi wnętrza Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej we Wrocławiu i w Kaliszu, wnętrza ZETO we Wrocławiu (tym razem był to projekt zespołowy), a także wnętrza Kliniki Chirurgii Urazowej Akademii Medycznej we Wrocławiu. Jego dziełem są też wnętrza Dolnośląskiego Centrum Diagnostyki Medycznej "Dolmed" (to również był projekt zespołowy) oraz meble, za które uzyskał nagrody.
W latach 50. Chierowski projektował dla Świebodzickiej Fabryki Mebli i tam właśnie narodził się popularny fotel, który funkcjonował po nazwą 366. Zanim powstał finalny projekt, projektant stworzył kilka prototypów mających różne formy i kształty. W archiwum Chierowskiego zachowało się zdjęcie jego żony, która siedzi na pierwszym fotelu przyniesionym z prototypowni.

Historia fotela 366, czyli potrzeba matką wynalazku
Dokładna data powstania projektu nie jest znana, łączy się ją jednak z przykrym wydarzeniem i jego konsekwencjami. Otóż na skutek pożaru, do jakiego w Dolnośląskich Fabrykach Mebli doszło w 1962 roku i w wyniku którego zniszczone zostały hale produkcyjne i maszyny, ruszyły poszukiwania mebla prostego, stosunkowo taniego, który byłby w stanie w krótkim czasie trafić na linię produkcyjną i zaspokoić zapotrzebowanie rynku oraz pomóc nadrobić straty.
Wybór padł na fotel Chierowskiego, który swój debiut zaliczył już w 1959 roku na III Targach Krajowych w Poznaniu. Prezentacja nie była równoznaczna z produkcją, dopiero rok 1962 okazał się momentem przełomowym. Produkcja fotela o nr 366, który stał się wkrótce obiegową nazwą tego mebla, ruszyła, a rynek zareagował entuzjastycznie.
Mebel idealny do M-3
Trudno się dziwić - mebel był dostępny, tani, wygodny i uniwersalny. Idealnie wpisywał się nie tylko w ówczesna estetykę, ale i mieszkaniowe warunki Polaków. Fotel 366 okazał się więc prawdziwym hitem. Był też jednym z pierwszych polskich foteli, przy produkcji którego do wypełnienia używano syntetycznego tworzywa silikonowego, na tapicerskich pasach. Powstała wtedy również wersja fotela na ramie ze stalowych rur.
Fotel 366 spodobał się klientom, bo wpasowywał się w ich gusta estetyczne, był synonimem nowego czasu i kontrastował z ciężkimi meblami, które przeważały w polskich mieszkaniach. Wyglądał nowocześnie i świeżo, był minimalistyczny i awangardowy dzięki bardzo prostym rozwiązaniom.
Technologia ograniczyła trochę zapędy Chierowskiego, który chciał totalnie zminimalizować projekt i uczynić go eleganckim. Oszczędna forma faktycznie była zgrabna i stylowa, nie udało się jednak projektantowi ukryć widocznych śrub z dużymi główkami. Widniały one na drewnianych elementach mebla i dopiero niedawno, w nowej wersji fotela 366 produkowanej w oparciu o licencję, zmieniono ten detal.

Pół miliona "stołków na kozich nóżkach"
I choć bywało, że fotele 366 złośliwi nazywali "stołkami na kozich nóżkach", nikt się tym specjalnie nie przejmował. Kozie nóżki podbiły nie tylko polskie mieszkania, biura i lokale - spora część mebli szła również na eksport, oczywiście głównie do krajów Europy Wschodniej. Prosty, ale przyjemny design, wygoda i uniwersalność fotela sprawiły, że produkcja ruszyła na masową skalę. Do 1967 roku wyprodukowano około 500 000 egzemplarzy.
W latach 80 i 90. fotel 366, podobnie jak inne sprzęty z PRL, zaczął być usuwany z domów i wymieniany na "lepsze modele". Wiele mebli uległo wtedy zniszczeniu, ale te, którym udało się przetrwać, czekał potem piękny los. Po latach okazało się bowiem, że kolejne pokolenie zakochało się dosłownie w meblach z dawnej epoki. Fotel 366 stał się pożądanym obiektem i tak zostało do dziś. Fani stylu vintage szukają go na aukcjach, na targach staroci, w sklepach z używanymi rzeczami, a nawet na śmietnikach. Czyszczone, tapicerowane na nowo, zyskują drugie, piękne życie.
Spod strzech do muzeów
Mało tego - fotel 366 trafił do muzeów. Model ten stoi nie tylko na ekspozycji w warszawskim Muzeum Narodowym, kolejny poleciał do Londynu, gdzie trafił do The Design Museum. Stanął tam obok europejskich ikon wzornictwa takich jak sofa Wegnera, czy krzesło Thonet.
Dziś, patrząc na historię fotela 366, zauważamy coś więcej niż tylko zmieniające się mody. Bo życie tego mebla, jak i innych rzeczy, które kiedyś wydawały się zwyczajne, z czasem nabiera znaczenia. Dziś wracamy do nich z sentymentem, doceniamy ich prostotę i autentyczność. Może właśnie dlatego fotel, który kiedyś był po prostu meblem, dziś znów stoi w salonach, dowodząc, że rzeczy też mogą mieć "duszę".
Źródła:
https://www.propertydesign.pl
https://pl.366concept.com









