W ostatnich latach zmęczeni miejskim gwarem coraz częściej szukamy miejsc bliżej natury. Rozglądamy się za działkami poza miastem, parcelami blisko lasów i pól. Ogromnym powodzeniem cieszą się siedliska wkomponowane w naturalny krajobraz. Nie przeszkadzają nam już komary ani konieczność odśnieżania drogi w zimie. Chcemy mieć wreszcie święty spokój, słuchać ptaków, a nie kosiarek sąsiadów czy śmieciarek opróżniających kosze o 6 rano.
Wszystko to, a nawet więcej, mieli dla siebie mieszkańcy domu, który w 1936 roku stanął nad wodospadem, na potoku Bear Run rzeki Youghioghen, w południowo-zachodniej Pensylwanii, w Stanach Zjednoczonych. Autorem tego śmiałego i przepięknego projektu był architekt Frank Lloyd Wright. Z racji miejsca, w jakim stanął, dom został nazwany Fallingwater (słowo to w j. ang. oznacza wodospad).
Skąd pomysł na postawienie domu nad potokiem, wśród drzew i tuż obok wodospadu? Oceniając według dzisiejszych standardów, można założyć, że przyszli właściciele domu, zamawiając projekt u architekta, którego dobrze znali i którego podejście do łączenia architektury z naturą cenili, szukali po prostu swej oazy. Pięknie usytuowanej i idealnie wtopionej w krajobraz, który koił nerwy i sycił zmysły. Wright spisał się na medal - zaprojektował dom, który sprawia wrażenie totalnie zintegrowanego z otaczającą go naturą.

Kim był Frank Lloyd Wright?
W tym miejscu zatrzymajmy się przy twórcy projektu domu, bo był on postacią wyjątkową i - jak wielu architektów XX wieku - nietuzinkową. Miał wyobraźnię, genialne wyczucie przestrzeni i swój styl, dzięki któremu przeszedł do historii sztuki i na trwałe wpisał się do podręczników studentów architektury.
Zacznijmy od tego, że Frank Lloyd Wright nie tylko projektował budynki, ale też zmieniał sposób myślenia o tym, jak powinna wyglądać przestrzeń wokół nas. Urodzony w 1867 roku w Wisconsin, Wright był nie tylko architektem, lecz także projektantem mebli, lamp i witraży. Inspirował się naturą i chętnie sięgał po naturalne materiały, tworząc projekty, które do dziś zachwycają swoją harmonią i ponadczasowością.
Architektura organiczna, czyli dom, który jest częścią krajobrazu
Jego podejście do architektury było wyjątkowe - zamiast podążać za popularnym wówczas funkcjonalizmem, Wright rozwijał własną wizję, dziś znaną jako architektura organiczna. Chodziło w niej o pełne zespolenie budynku z otoczeniem, tak aby dom nie dominował nad krajobrazem, lecz stawał się jego częścią. Wright tworzył więc proste, funkcjonalne bryły, ale nie rezygnował z ornamentów i efektownych form. W jego projektach widać także zamiłowanie do otwartych przestrzeni - to właśnie on przyczynił się do popularyzacji koncepcji "planu otwartego", dziś tak powszechnej w nowoczesnych wnętrzach.
Kariera Wrighta rozwijała się dynamicznie - pracę zaczął w renomowanym biurze w Chicago, ale już w 1893 roku założył własne biuro projektowe. Projektował tak zwane "domy preriowe", które idealnie wpisywały się w krajobraz amerykańskiego Środkowego Zachodu, a później stworzył takie ikony jak właśnie Fallingwater - dom dosłownie "żyjący" nad strumieniem, czy spiralne Guggenheim Museum w Nowym Jorku. Życie prywatne Franka Lloyda Wrighta było równie barwne jak jego projekty - pełne zwrotów akcji i dramatów - ale to jego wizja architektury sprawiła, że na stałe zapisał się w historii jako jeden z największych twórców XX wieku.

Dom - wodospad
Wróćmy do wodospadu, czyli domu, w którym życie płynęło przy akompaniamencie szemrającej i pluskającej wody.
Dom nie był miejscem stałego zamieszkania - rodzina właściciela, Edgara Kaufmanna, który zamówił projekt u Wrighta, traktowała przestrzeń jako dom letniskowy. Sam Edgar i jego żona Liliane znali architekta i jego styl projektowania. Podobała się im wizja scalenia letniskowej siedziby rodziny z przepiękną leśną scenerią. Wright stanął na wysokości zadania - zgodnie z zasadami architektury organicznej, potraktował potok i wodospad jako integralną część domu.
Pracownicy Wrighta mówili potem, że twórca projektu długo zwlekał z jego wykonaniem. Ostatecznie szkic projektu miał powstać w zaledwie dwie godziny - tuż przed spotkaniem z klientem, który jechał, by zobaczyć gotowy projekt.
Budowa domu ruszyła w kwietniu 1936 roku. W grudniu 1937 roku prace budowlane były na ukończeniu, wkrótce potem Kaufmanowie mogli się już wprowadzi do tej niecodziennej willi. W 1939 roku dom został powiększony - dobudowano część dla gości.
Powierzchnia użytkowa domu nie jest jakoś szczególnie ogromna. Pomieszczenia zajmują w nim 268 m kwadratowych. Prawie drugie tyle, bo aż 227 m kwadratowych zajmują tarasy. Ciekawe jest również to, że budowa domu kosztowała ok. 150 tys. dolarów. Koszt ten był prawie pięć razy wyższy od pierwotnie zakładanego. Zdecydowanie więcej pieniędzy pochłonął remont domu, który - już po przekazaniu domu w 1963 roku przez rodzinę Kaufmana władzom stanu Pensylwania - kosztował 11,5 mln dolarów!
Dziś w domu Fallingwater działa muzeum. Rocznie odwiedza je 120 tys. osób. W 2019 roku ten piękny budynek został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO jako jedno z ośmiu dzieł architektury XX wieku Franka Lloyda Wrighta.
Dom na skałach
Przyjrzyjmy się jeszcze samej konstrukcji domu nad wodospadem. Fallingwater jest przykładem architektury modernistycznej, której charakter ujmuje dziś, zachwyca i ma wielkie grono wielbicieli. Dom został zbudowany z wydobywanego w okolicznych kamieniołomach łamanego kamienia. Bryła budynku wygląda, jakby wybiegała w przestrzeń jasnymi, prostokątnymi, betonowymi tarasami. Są one zawieszone nad wodospadem, który płynie pod domem.
Zaprojektowany przez Wrighta dom stanowi sztandarową realizację koncepcji architekta, który chciał integrować w swych projektach architekturę, naturę i potrzeby oraz pragnienia ludzi.

Dom, a nie "pudło"
W centrum domu znajduje się kamienny komin. Do niego, za pomocą wsporników, przymocowano tarasy, które z zewnątrz wyglądają, jakby unosił się w powietrzu. Wnętrza mają niskie sufity, przebywając w nich, można odnieść wrażenie, że znajdujemy się w swoistej jaskini. W środku jest jednak stosunkowo jasno, dzięki wielkim oknom integralnie łączącym wnętrze domu z otaczającą budynek przyrodą. Co ciekawe, efekt przechodzenia w świat zewnętrzny potęguje usunięcie narożników - ten zabieg Wrighta był częścią planu nazwanego "burzeniem pudła" - architekt uważał bowiem taką bryłę za przeżytek.
Dom nad wodospadem wkrótce będzie obchodzić 100 urodziny. Mimo upływu lat, nowych nurtów i trendów w architekturze, Fallingwater nadal zachwyca wdziękiem, harmonią i przepiękną formą, która wciąż inspiruje.
Zobacz też:
To jedno z najpiękniejszych miejsc w Europie. Wstęp jest darmowy, a tak mało Polaków o nim wie








