Smocze skrzydła i lwi ogon. O stopniowej antropomorfizacji mitu
Skąd wzięła się więc Syrena? Otóż błędem byłoby zakładanie, że ikona miasta od zawsze przyjmowała formę subtelnej półkobiety, półryby. O ile bowiem najwcześniejsze udokumentowane ślady użycia tego znaku pochodzą z XIV-wiecznych pieczęci grodowych (profesor Stefan Krzysztof Kuczyński - wybitny heraldyk i sfragistyk - wskazywał w tym kontekście konkretną datę - 7 kwietnia 1400 roku), o tyle ukazują postać o zdecydowanie odmiennej morfologii; ówczesna syrena była międzygatunkową hybrydą - z łuskowatym tułowiem, drapieżnymi szponami, smoczymi skrzydłami oraz lwim ogonem. Proweniencji tego kształtu szukać należy w ówczesnych bestiariuszach oraz greckim "Physiologos", stanowiącym ich pierwowzór (na co również wskazywał profesor Kuczyński) - a więc leksykonach fauny realnej oraz mitycznej.
Proces łagodzenia wizerunku, a także jego stopniowej antropomorfizacji, trwał przez kolejne stulecia - między XV a XVI stuleciem poczęto stosować pierwsze formy przejściowe, w których dotychczasowe atrybuty zaczęły ustępować miejsca współczesnym kształtom. Ostateczny przełom nastąpił w 1622 roku, kiedy to, wraz z ewolucją estetyki barokowej, w oficjalnej symbolice pojawiła się postać kobiety z rybim ogonem, zachowująca jednak swoje tradycyjne atrybuty - miecz oraz tarczę. Estetyczna stabilizacja nadeszła zaś dopiero w ubiegłym stuleciu; kanoniczny dziś projekt Szczęsnego Kwarty z 1938 roku, po czasowym epizodzie wprowadzającym podział na wersję "reprezentacyjną" i "użytkową", został przywrócony u zarania lat 90., a kilkanaście lat później - w roku 2002 - zyskał umocowanie ustawowe.
Wędrująca rzeźba i twarz poetki. Dzieje najsłynniejszych stołecznych Syren
W gąszczu niezliczonych wizerunków na pierwszy plan naturalnie wysuwają się te, które na stałe wrosły w zbiorową wyobraźnię. Historycznym precedensem - stanowiącym pierwszy w dziejach pomnik uosabiający miejski symbol - pozostaje rzeźba z Rynku Starego Miasta. Dzieło profesora Konstantego Hegla, zaprojektowane w połowie XIX wieku i odlane w roku 1855, powstało w związku z budową innowacyjnego wodociągu Henryka Marconiego (wzniesione przy okazji wodotryski ozdobiono wówczas figurami syren, trytonów czy delfinów); rzeźba zyskała formę wynurzającej się ze spienionych fal meluzyny o klasycznych rysach i spiralnie skręconym ogonie, dzierżącej w dłoniach tarczę oraz miecz. Niemal dwumetrowy cynkowy posąg ustawiono początkowo na sztucznych złomach skalnych w basenie, ulokowanym pośród wspomnianego staromiejskiego targowiska (funkcjonującego na Rynku aż do 1913 roku, kiedy stragany przeniesione zostały na Mariensztat), jednak przez kolejne sto lat Syrenka kilkukrotnie zmieniała swoją lokalizację.
W roku 1928, kiedy zdecydowano o rewitalizacji Starówki, rzeźba umieszczona została w magazynie pod Mostem Poniatowskiego, skąd rok później przeniesiono ją na teren klubu "Syrena" przy Solcu - tam też przetrwała rok 1944, nie unikając jednak poważnych uszkodzeń; w kolejnych latach Syrena poddana została renowacji, by w roku 1951 ozdobić ówczesny Centralny Park Kultury (dziś Park Edwarda Rydza-Śmigłego). Po niemal dwóch dekadach, w związku z uszkodzeniami (tym razem umyślnymi) pomnik Hegla wymagał kolejnych napraw - wtedy też podjęto decyzję o przeniesieniu go na skarpę Wieży Marszałkowskiej, gdzie spędził ponad dwadzieścia lat. Powrót na pierwotne miejsce - a więc Rynek Starego Miasta - wymusiły kolejne, dokonywane regularnie dewastacje; ustawioną na granitowym cokole rzeźbę odsłonięto uroczyście 12 grudnia 1999 roku. W roku 2008 posąg zastąpiono jednak kopią, zaś oryginał przetransportowany został do Muzeum Warszawy, gdzie pozostaje po dziś dzień.
Zupełnie odmienną, choć równie wielowątkową historię, prezentuje syreni pomnik autorstwa Ludwiki Nitschowej, usytuowany nad brzegiem Wisły - jedno z najdonioślejszych osiągnięć rzeźbiarskich międzywojnia. Przedsięwzięcie zrealizowano z inicjatywy prezydenta Stefana Starzyńskiego, jednak początkowo monument przybrać miał wysoce awangardową formę - planowano wszak wzniesienie dwudziestometrowej figury z zielonego szkła na rzecznym filarze; ostatecznie, ze względów finansowych i technologicznych, wybrano blisko trzymetrowy odlew z brązu. Prace toczyły się na przełomie 1936 i 1937 roku, a do rzeźby pozowała artystce Krystyna Krahelska - poetka (późniejsza twórczyni tekstu piosenki "Hej, chłopcy, bagnet na broń"), która poniosła śmierć w pierwszych dniach sierpnia 1944 roku.
Wymagający podziału na segmenty posąg, przedstawiający dumną postać z tarczą i uniesionym mieczem, ustawiono na cokole w kwietniu 1939 roku - bez oficjalnych uroczystości; niezrealizowane pozostały natomiast plany stworzenia tarasu widokowego na dolnym bulwarze. Lokalizacja u wylotu Tamki stanowić miała ucieleśnienie idei zwrócenia miasta frontem do rzeki i paradoksalnie ocaliła monument przed zniszczeniem; rzeźba przetrwała - w roku 1949 załatano zaś wszelkie powstałe uszkodzenia.
Poza oficjalnym obiegiem. Jak "kobieta z ogonem" opanowała miejską infrastrukturę
Dwie Syreny Warszawy jednak nie czynią, zaś klucza do zrozumienia zdumiewającej mnogości występujących dziś form szukać należy przede wszystkim w wieku XIX. Stołeczna ikona zniknęła wówczas z oficjalnych pism i pieczęci - urzędowe damnatio memoriae zaowocowało zaś niezwykłą kreatywnością; wizerunek przeniósł się do strefy sztuki użytkowej oraz detalu architektonicznego, stając się nieformalnym, choć powszechnym, rodzajem manifestu. Zdegradowany symbol funkcjonował tym samym jako dyskretny znak lokalnej tożsamości - zdobił szyldy, klamki, kołatki, a nawet kafle.
Z biegiem lat odrzucony emblemat począł też nobilitować twórców i twórczynie obiektów miejskiej infrastruktury. Przykładem pozostaje między innymi wzniesiony w 1905 roku neorenesansowy wiadukt imienia Stanisława Markiewicza, ulokowany nad Karową - wkomponowana w kamienną balustradę syrenia postać dłuta Jana Woydygi wyróżnia się secesyjną miękkością linii, płynnie stapiając się z tłem. W podobnym czasie na elewacjach bliźniaczych hal targowych na Mirowie pojawiły się detale autorstwa Ludwika Panczakiewicza - prace konserwatorskie z 2010 roku, usuwające stuletnie warstwy zanieczyszczeń, odsłoniły płaskorzeźby wykonane z rzymskiego cementu. Implementacja emblematu obejmowała też inne elementy przestrzeni publiczne - zgeometryzowane tarcze herbowe ulokowano między innymi na elewacji zakładów tramwajowych przy ulicy Przyokopowej (mieszczących dziś Muzeum Powstania Warszawskiego), a także na budynkach Stacji Filtrów. Podobny zabieg zastosowano na odbudowanych wieżycach Mostu Poniatowskiego, u podstawy którego dostrzec można powtarzające się wizerunki Syreny.
W późniejszych latach Syrena potrafiła "zaadaptować" się do nowych reguł architektonicznych - w latach pięćdziesiątych masywna, socrealistyczna figura zwieńczyła elewację bloku przy Marszałkowskiej 55/73, a na przełomie tysiącleci herbowy symbol wspiął się aż na czterdzieste piętro Pałacu Kultury i Nauki, wkomponowany w tarczę Zegara Milenijnego.
Wędrówka szlakiem stołecznej ikonografii prowadzi również na prawy brzeg Wisły, gdzie rzeźba ewoluowała w zupełnie niespodziewanych kierunkach. Na Pradze-Południe znajduje się realizacja profesora Jerzego Chojnackiego - zaprojektowana przez niego smukła sylwetka o lirycznych proporcjach, subtelnie przypominających styl Amedeo Modiglianiego, nie dzierży tradycyjnych, chłodnych atrybutów; zamiast miecza i tarczy trzyma w dłoniach okazały bukiet kwiatów, stanowiąc pacyfistyczną interpretację symbolu. Pierwotnie to pełne wdzięku dzieło ustawiono przed kultowym kinem Sawa na Saskiej Kępie, skąd dopiero po latach, ratowane przed zniszczeniem, trafiło pod urząd dzielnicy. Interesującym przykładem lewobrzeżnej innowacyjności pozostaje też odlew z surowego betonu umiejscowiony w Parku Mirowskim; dzieło autorstwa Ryszarda Kozłowskiego zachwyca przede wszystkim integracją z funkcją rekreacyjną - nienaturalnie wygięty ogon tworzy tu obszerną misę dawnego wodotrysku.
Prawdziwa potęga kryje się jednak w rozmaitych detalach małej architektury. Przestrzeń miejska wypełniona jest wręcz drobnymi formami rzemiosła; herbowe motywy misternie zdobią żeliwne bazy zabytkowych latarni zwanych pastorałkami, przenikają przez barwne witraże w klatkach schodowych eleganckich kamienic, a także orientują Warszawiaków i Warszawianki dzięki precyzyjnie ułożonym z bruku różom wiatrów - spotykanym choćby w okolicach Placu Zbawiciela czy wzdłuż Traktu Królewskiego. Do historii przeszły również realizacje efemeryczne, takie jak kubistyczny szkic wykonany węglem przez Pabla Picassa we wrześniu 1948 roku na ścianie jednego z mieszkań nowo budowanego osiedla na Kole; dzieło to, uwiecznione jedynie na starych fotografiach, stało się dziś kultowym elementem lokalnej anegdoty. Wszystkie te drobiazgi, rozsiane po placach, parkach i fasadach, udowadniają niesłabnącą żywotność symbolu, który nieustannie adaptuje się do zmieniającej się tkanki metropolii.
Rozsiana po ulicach, wtopiona w witraże i wyryta na frontonach - stołeczna Syrena nie dała zamknąć się w heraldycznych ramach. Prawdziwa siła tego symbolu tkwi w jego nieskończonej różnorodności - mityczna postać stała się bowiem milczącą świadkinią wszystkich historycznych przemian i kolejnych odrodzeń miasta. Każdy odnaleziony detal stanowi zaś kolejny element gęstej sieci lokalnej tożsamości.
Zobacz też:
Pablo w Warszawie, czyli jak ręka Picassa stołeczną ścianę ozdobiła







