Choć Jan Matejko zostawił po sobie dzieła ogromne i już za życia uznano, że "wielkim Polakiem był", nie wyróżniał się raczej fizjonomią. Był drobny i szczupły, dość niepozorny. Jako malarz, nawet już uznany, żył na najwyższych artystycznych obrotach, do dziś zachowały się uwagi dotyczące jego stylu życia, według których bywały dni, gdy jego głównym "paliwem" była kawa popijana w atelier.
Romantyczna miłość
Kawa kawą, ale Jan miał też inne "paliwo". Była nim kobieta - wybranka serca, na którą uwagę zwrócił jako młody mężczyzna. Teodora z Giebułtowskich, późniejsza żona artysty, dostarczała Matejce nieustających wrażeń i emocji. Bywało, że sięgały one zenitu.
Teodora była nie tylko partnerką artysty, ale też jego muzą - jej rysy można odnaleźć w wielu kobiecych postaciach z obrazów Matejki. Ich relacja, opisywana przez biografów, miała jednak złożony charakter i nie zawsze przypominała spokojne, harmonijne małżeństwo.
Związek Jana i Teodory doczekał się głębokich analiz, stał się przedmiotem badań historyków sztuki i biografów. A jeden wątek w ich pracach wybił się szczególnie mocno. Mowa o historii ślubnego portretu ukochanej malarza. Pięknego, teatralnego wręcz przedstawienia Teodory, które - jak się zaraz przekonamy - nie jest oryginalnie namalowanym przez artystę dziełem, a kopią. Co stało się z pierwszym obrazem? Dlaczego Matejko musiał malować drugi raz swą ukochaną małżonkę?
Opowieść tę zacznijmy od zaręczyn, wtedy bowiem wyszło na jaw, jak temperamentna jest wybranka serca Jana Matejki.
Akt 1. Zaręczyny
Matejko poznał swą przyszłą żonę, gdy była jeszcze młodą dziewczyną. Ich drogi przecięły się, kiedy Jan stał się regularnym gościem domu swego przyjaciela Stanisława Giebułtowskiego i jego rodziców. Tam też poznał siostrę Stasia, pannę Teodorę - Dorę - Teosię - Osię. Urodzony w 1838 roku malarz zaczął coraz wyraźniej zdradzać swe zamiary wobec Osi mniej więcej w okolicach 1861 roku, gdy miał 23 lata, cieszył się już pewną renomą jako młody, początkujący artysta i choć nie zdobywał jeszcze wielkich laurów, można było założyć, że dobrze się zapowiada.
Początkowo jednak Teodora nie wykazywała zainteresowania drobnym, szczupłym Jankiem, który miał zresztą rywala, w postaci niejakiego pana Janikowskiego, z którym - jak pisał Marian Gorzkowski, przyjaciel i powiernik Matejki "artysta miał nawet różne przykrości; ale pomimo tego wytrwał, nie zrażał się nimi. Pan Janikowski chcąc odbić pannę pisywał wówczas do naszego artysty gwałtowne listy" - donosił.
"Bardzo mizernie wyglądał"
Tymczasem Jan, choć wytrwały i uparty, na pierwszy rzut oka wyglądał nie najlepiej:
"Czuł się znękany i bardzo mizernie wyglądał, a kto nie był przyzwyczajony do jego wyglądu, orzekał, że, ten człowiek wpadnie w nie lub już ma suchoty; jednak nie kaszlał i zasób sił miał - czego pracując za trzech dowody składał - pomimo że jakby jedynie przyrządzoną sobie na maszynce kawą się w pracowni odżywiał" - pisał Jabłoński.
Z jego wywodów wyłania się też charakter relacji między Jankiem a Teosią na wczesnym etapie znajomości.
"Późno dowiedzieli się koledzy, że zakochany w pięknej, ale podsadzistej pannie G., która jednakżo pono miała więcej pochyłości do kawalera jej nazwiska, agronoma, chudy zaś, smagły, rozgorączkowany artysta nie obudzał wzajemności wobec zabiegów czerstwego chłopa, ale to wszystko więcej tylko zacietrzewiało Jana" - konkludował.
Jak widać, "zacietrzewienie" Jana przyniosło skutki. W 1862 roku Matejko oświadczył się Teodorze.
"Tak tym pierścionkiem cisnęła silnie o ziemię, że po podłodze on się potoczył daleko"
To jednak nie koniec perturbacji - wokół zaręczyn narosła prawdziwa legenda, która rzuciło światło na prawdziwą, dość raptowną, naturę panny. Otóż według relacji, Teodora miała rzucić pierścionkiem zaręczynowym, jaki otrzymała od kawalera.
Marian Gorzkowski tak opisywał okoliczności zajścia:
"W tym więc roku 1862 gdy sprzedał drugi swój obraz, gdy się urządził i miał już własna pracownię, artysta, głęboko już rozkochany, zapragnął upewnić się o uczuciach panienki, nawet z nią się zaręczyć. (..) W późniejszych już latach (...) z ust Matejki słyszałem o jego zaręczynach opowiadanie:
>>Przyszedłem do rodziców panny z pierścionkiem; panna w drugim siedziała pokoju, a gdy rodzice ją zawołali, a ja jej dałe pierścionek, to ona, wziąwszy go w rękę i popatrzywszy chwilowo, tak tym pierścionkiem cisnęła silnie o ziemię, że po podłodze on się potoczył daleko<<".
A gdy po latach przyjaciel pytał go, czy na widok takiego zachowania nie przyszło Janowi do głowy, że Teodora być trudną w relacji, Matejko miał odpowiedzieć: "Ha! Nie wiedziałem! A gdybym wówczas nawet to wiedział, tym bardziej bym się z nią ożenił!".
Sama zaś Teodora owe wydarzenie wspominała, mówiąc, że będąc nerwową osobą, miewa czasem chwile silnego wzruszenia, które odbiera jej wręcz mowę: "Czuję się wtedy bezwładną, żaden wyraz nie może z ust się wydobyć, a taki stan trwa aż do czasu uspokojenia się mego. Gdy mi Jaś oświadczał się, nic mu, ani słowa odpowiedzieć nie mogłam" - opisywała swe emocje.
Wzruszenie to, a właściwie afekt, pojawi się jeszcze i później w życiu Teodory i będzie związane z jej ślubnym portretem.
Akt 2. Ślub
Pora więc przenieść się o kilka lat dalej, a konkretnie do dnia 21 listopada 1864 roku, gdy Jan i Teodora stanęli na ślubnym kobiercu. Ich ślub był nietypowy - kameralny, a nawet teatralny, ale... bez widowni.
Para młoda na ślub nie zaprosiła bowiem ani kolegów artysty, ani znajomych.
"Nikt prawie o tym ślubie nie wiedział, nikogo bowiem (...) nie prosił, jak również nikomu o nim nie wspominał. (...) wszystko sobie urządzał cicho i skromnie, bez ludzi i bez rozgłosu" - czytamy.
Ale choć nie było widowni, Matejko zorganizował w kościele istny spektakl. Panna młoda miała na sobie niezwykłej urody strój, zaprojektowany przez artystę.
"Był to rodzaj kontusza z rozciętymi na wylot rękawami, z długim trenem z doskonałego białego kaszmiru, cały podszyty jejdwabiem. Spódnica do tego także biała jedwabna, krótsza niż zwierzchnie ubranie" - opisywała strój ciotki Teodory Serafińska.
Suknia Teodory była więc kreacją godną niemal królowej, o to już zadbał rozkochany i wpatrzony w swą wybrankę artysta.
W tej też sukni uwiecznił ją na portrecie. Tyle tylko, że ten, który przetrwał do naszych czasów, nie jest oryginalnym dziełem malarza.

Akt 3. Atak zazdrości
Powstały wkrótce po ślubie obraz przedstawiał ukochaną w strojnej sukni, w której stanęła przed ołtarzem. Na portrecie wyglądała niczym królowa (warto dodać, że żona Matejki była muzą malarza wielokrotnie, a jej fizjonomią artysta obdzielił wiele portretów, między innymi królowych właśnie i wielkich dam).
Obraz Teosi na pewno przypadł do gustu, dzieło jednak skończyło marnie na skutek gwałtownej kłótni, jaka wywiązała się w 1876 roku, czyli 12 lat po ich ślubie i 9 po namalowaniu obrazu.
Małżonkowie zdążyli się już dobrze poznać, Jan był świadom wybuchowego usposobienia ukochanej, wiedział też, że była o niego zazdrosna.
Jan Matejko, czyli Don Juan
I tak w liście do Gropplera pisał, że żona żartobliwie (choć z nutą zazdrości) nazywała go Don Juanem, który "wszystkim pięknościom Wschodu głowy zawracał". Obawiając się zaś ewentualnych wybuchów zazdrości, powziąwszy zamiar sportretowania na jednym z obrazów Stanisławy Serafińskiej, siostrzenicy Teodory, Matejko zataił ów fakt przed żoną.
Dziewczyna pozowała więc do obrazu "Kasztelanka" bez wiedzy Teodory. Trzeba przyznać, że zachowanie Jana było dość dziwne - w końcu przecież jego partnerka musiałaby poznać prawdę. I owszem, poznała ją dość nieoczekiwanie, a na widok pięknego dziewczęcia na portrecie namalowanym przez męża, wpadła w złość.
Z listów i wspomnień, które się zachowały, wynika, że Teodora zrobiła mężowi awanturę w środku nocy. Wyrzuciwszy z siebie potok gorzkich, pełnych rozpaczy słów, budząc przy okazji całą kamienicę, w której mieszkała nie tylko rodzina Matejków, ale i nieszczęsnej Stasi (jej rodzeństwo i matka), Teodora jeszcze tej samej nocy napisała do matki Stasi, a swej siostry, list, w którym zrywała z nią i jej rodziną wszelkie relacje.
Marny koniec obrazu
Wściekłość Teodory znalazła też upust w zniszczeniu dzieła męża. Nie wiadomo do końca, czy Teodora pocięła swój obraz na kawałki czy go spaliła - Gorzkowski podaje obie okoliczności, jedno jest pewne - dzieło zostało zniszczone, a ten sam los miał spotkać i "Kasztelankę". Matejko jednak uciekł się do fortelu i oszukał żonę, zapewniając ją, że spalił obraz, a na dowód pokazując cztery kawałki drzewa z czterech rogów obrazu. Teodora nie uwierzyła mężowi, zaczęła wręcz grozić mu, że zniszczy również inne jego obrazy.
Jednak choć atmosfera w domu Matejków bywała ciężka, jak zgodnie przyznaje większość współczesnych badaczy - Jan godził się na taką dynamikę w relacji, gdyż - podobno - jako artysta czerpał z niej inspirację i energię.
"Tajfun domowy noszący imię Teodora był jednak, zdaje się, niezbędny dla klimatu twórczości Matejki" - pisze Maria Szypowska. "Po burzy z piorunami błyskała najpiękniejsza pogoda, ustępując miejsca kolejnemu trzęsieniu ziemi i da capo"...
Tak więc oryginalny portret Teodory został zniszczony, ale do dziś przetrwała jego kopia, którą Matejko namalował w 1879 roku jako "Portret żony w ślubnej sukni".
Trzy lata później, W 1882 roku Teodora trafiła do szpitala psychiatrycznego - jak wskazują źródła, jej stan zdrowia wymagał wówczas leczenia, a Jan sam zajął się wychowaniem dzieci. Jego żona nie mieszkała z nim przez kolejne 11 lat, łączyły ich wtedy głównie... spory, które toczyły się między innymi w urzędach. Jednak pod koniec życia malarza jego życiowa partnerka znów pojawiła się u jego boku. To właśnie ona czuwała przy łóżku umierającego w 1893 roku artysty.
Historia małżeństwa Jana Matejki pokazuje, że za monumentalnymi dziełami często kryją się równie intensywne, niejednoznaczne relacje - pełne emocji, które trudno zamknąć w prostych ocenach.
Żródło: Maria Szypowska, "Jan Matejko wszystkim znany"










