Szlakiem królewskich ruin, krasowych jaskiń i ludowych tradycji, czyli zima w Świętokrzyskiem
Góry Świętokrzyskie to nie tylko geologiczny kręgosłup Polski – pamiętający okres, gdy większość kontynentu europejskiego spoczywała pod wodami praoceanu – ale także przestrzeń, w której namacalne ślady historii niemal naturalnie splatają się z surowym pięknem natury. Pośród skalnych grzbietów i ciemnych jodeł (o których pisał Stefan Żeromski), można odnaleźć równowagę między aktywnym wypoczynkiem a intelektualną podróżą w głąb wieków.

W materiale zrealizowanym przez Małgorzatę Ruszkiewicz, Jędrzej Majka - podążając tropem tak królewskich fundacji, jak i ludowych tradycji - udowadnia, że zimowa aura w tym regionie nie usypia życia, lecz wydobywa z krajobrazu jego sugestywne oblicze. Od krasowych jaskiń, przez ośnieżone stoki, aż po dworskie komnaty i wiejskie chaty - ziemia świętokrzyska pełna jest nieoczywistych kontrastów. Odsłania jednak swe sekrety tylko tym, którzy potrafią patrzeć uważnie.
Ruina królów i podziemny kras. O chęcińskim zamku i Jaskini Raj
Dominująca nad okolicą sylwetka Zamku Królewskiego w Chęcinach to jeden z najbardziej ikonicznych widoków w polskim krajobrazie - "trwała ruina" osadzona na skalistym wzgórzu wznoszącym się na wysokość 367 metrów nad poziomem morza. Konrad Szymański, dyrektor tejże placówki, przypominał o nieco zapomnianym inicjatorze powstania budowli - po raz pierwszy wzmiankowanej około 1306 roku - Wacławie II, królu Czech i Polski, którego ambicje ukształtowały ten fragment Europy na przełomie XIII i XIV wieku.
Legenda związana z Chęcinami nie dotyczy jednak władcy z dynastii Przemyślidów, a postaci znacznie późniejszej - główną rolę w tejże odgrywa bowiem Bona Sforza; jak głoszą podania, duch włoskiej królowej do dziś błąkać ma się po murach, poszukując skarbów utraconych niegdyś podczas przeprawy przez Nidę, gdy pod ciężarem monarszych precjozów załamał się drewniany most.
Odwiedziny w dawnej rezydencji królewskiej stały się również okazją do zgłębienia tajników dworskiej etykiety - konkretniej zaś kroków jednego z dawnych tańców, nad poprawnością których czuwała Aneta Ficek.
Z wysokości zamkowych wież podróż przeniosła się do... wnętrza ziemi. Konretniej, wprost do Jaskini Raj, uznawanej za jeden z najcenniejszych obiektów krasowych w Polsce - rezerwatu przyrody nieożywionej i stanowiska archeologicznego. Przewodnikiem po tym speleologicznym skarbcu był Grzegorz Pietrzak, który z pasją opowiadał o procesach zachodzących w wapiennych skałach dewonu, które powstały około 360 milionów lat temu na dnie płytkiego morza. Czas płynie tu w zupełnie innej skali - przyrost jednego centymetra stalaktytu trwać może bowiem aż sto lat, co uświadamia kruchość i unikalność tego ekosystemu.
Na trasie liczącej około 180 metrów, gdzie eksponowane są między innymi krzemienne narzędzia pracy człowieka neandertalskiego, w Sali Złomisk czy Sali Kolumnowej odwiedzający i odwiedzające mogą podziwiać niezwykłe formy naciekowe, takie jak słynna Harfa czy rzadki naciek warkoczowy, a także doświadczyć niezwykłej perspektywy, oglądając korzenie drzew przebijające się przez sklepienie jaskini. To miejsce, gdzie nagromadzenie stalaktytów sięga dwustu sztuk na metr kwadratowy - a sama jaskinia została odkryta stosunkowo niedawno, bo w latach 60. XX wieku - stanowi doskonały wstęp do przygody z grotołażeniem.
Białe stoki i drewniane izby. Tumlin i Tokarnia
Zimowa eskapada w Świętokrzyskie nie mogłaby być kompletna bez aktywności fizycznej na świeżym powietrzu, dlatego też kolejnym przystankiem na trasie stał się stok narciarski w Tumlinie, usytuowany na zboczu góry Wykieńskiej (liczącej sobie 409 metrów ponad poziomem morza), oddalony zaledwie o 12 kilometrów od Kielc. Łukasz Rogowski, czuwający nad bezpieczeństwem i funkcjonowaniem obiektu, podkreślał walory tego miejsca, wskazując na optymalne nachylenie stoku, które czyni go dostępnym zarówno dla doświadczonych, jak i tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę; lokalizacja ta dowodzi, że góry te, choć jedne z najstarszych w Europie i mocno zdenudowane, wciąż oferują doskonałe warunki do uprawiania sportów zimowych.
Zupełnie inny wymiar podróży w czasie oferuje natomiast Park Etnograficzny w Tokarni, będący oddziałem Muzeum Wsi Kieleckiej. Placówka ta, powołana w 1976 roku i udostępniona zwiedzającym rok później, została zaprojektowana według założeń profesora Romana Reinfussa. To imponująca, ponadsześćdziesięciohektarowa przestrzeń, w której zgromadzono zabytki architektury ludowej z różnych subregionów Kielecczyzny. Damian Kozłowski wyjaśniał proces translokacji obiektów, które były rozbierane w swoich pierwotnych lokalizacjach i pieczołowicie składane na nowo w skansenie, tworząc unikalny rezerwat dawnej wsi. Ożywieniu tej przestrzeni służy obecność zwierząt gospodarskich, o czym z czułością opowiadała Grażyna Grabarczyk; żywy inwentarz nie tylko przyciąga turystów i turystki, ale przede wszystkim nadaje miejscu autentyczności, pozwalając lepiej zrozumieć realia życia naszych przodków.
Finałem tej świętokrzyskiej peregrynacji stało się spotkanie z członkiniami Koła Gospodyń Wiejskich "Bolechowiczanie", działającego w gminie Nowiny, które kultywują jedną z najstarszych i najbardziej symbolicznych tradycji polskiej wsi - darcie pierza. To zajęcie, niegdyś będące nieodłącznym elementem zimowych wieczorów, miało wymiar nie tylko praktyczny, służący przygotowaniu posagu dla panny młodej, ale przede wszystkim społeczny. Kobiety, przekazując sobie tę umiejętność z pokolenia na pokolenie - od babć i matek - tworzyły wspólnotę opartą na pracy i śpiewie; wizyta zakończyła się więc wspólnym wykonaniem ludowej pieśni, której echo, niosące się po drewnianej izbie, stało się klamrą spinającą współczesność z bogatym dziedzictwem regionu.
Zobacz też:






