Kiedyś nieustannie poprawiał wygląd, aż w końcu powiedział "dość". Tak dziś wygląda słynny "polski Ken", czyli Michał Przybyłowicz
Przez lata zmieniał twarz i ciało, by wyglądać jak „polski Ken”, dziś Michał Przybyłowicz pokazuje nowe oblicze i zapewnia, że czuje się się wspaniale w swojej skórze. W rozmowie z „halo tu polsat” zdradził, kiedy powiedział sobie „stop” w pogoni za idealnym wyglądem i jak dziś dba o młodość i dobre samopoczucie.

Michał Przybyłowicz przez lata funkcjonował w polskim show-biznesie jako "polski Ken". Wszystko za sprawą wizerunku - celebryta upiększał bowiem swój wygląd tak, że w pewnym momencie jego aparycja zaczęła przypominać prezencję partnera kultowej lalki Barbie.
Skąd się wziął "polski Ken"? Michał Przybyłowicz wspomina fascynację serialem
Dziś w "halo tu polsat" Michał zdradził, skąd się u niego wzięła ta fascynacja. "Zawsze inspirowałem się zagranicznymi gwiazdami" - wspominał nasz gość. - "Pierwszym pierwowzorem jakichkolwiek zmian była Pamela Anderson. Jeszcze pamiętam serial >>Słoneczny Patrol<<, w którym ona występowała. Wszyscy byli w nim piękni, zadbani. I myślę, że to zaszczepiło we mnie jakiś taki zalążek potrzeby zmiany. I z racji tego, że to się już stawało coraz bardziej popularne, zacząłem eksperymentować, dodawać, odejmować" - opowiadał.
Michał zaczął zmieniać swój wygląd, gdy miał 21 lat. W ciągu kolejnych lat jego twarz i ciało przemieniały się coraz bardziej. Ale, jak mówi, zmiany nie wynikały z tego, że chciał uciszyć kompleksy: "Może dziwnie to zabrzmi, ale ja nie byłem nigdy jakąś zakompleksioną osobą" - podkreślił Przybyłowicz. -"I nie chodziło tutaj o kompleksy, tylko bardziej o to, że spodobały mi się u kogoś większe usta, a ja naturalnie miałem małe. Stwierdziłem, >>okej, powiększam<< - to było na takiej zasadzie. Potrzeba zmiany szła za tym, że zobaczyłam coś u kogoś, spodobało mi się to i stwierdziłem, dobra, robię to u siebie, zobaczę, jak będę wyglądać".
"Polski Ken" już nie wygląda jak kilka lat temu: "Większość wypełniaczy rozpuściłem"
Ostatnio jednak Michał ograniczył ingerencję w swój wygląd. Jak mówi, jest zadowolony z tego, jak się prezentuje i na tę chwilę nie chciałby już nic zmieniać: "Większość wypełniaczy już rozpuściłem. Pięć lat temu było tego mnóstwo. Uważam, że to jest w ogóle taki najlepszy moment mojego życia, jeżeli chodzi o wygląd, więc bardzo się sobie podobam. A czy jeszcze coś bym sobie pozmieniał? Nie wiem. Być może tak, być może nie, na chwilę obecną nie czuję takiej potrzeby. Jeżeli ta potrzeba przyjdzie, no to wtedy poddam to głębszej analizie. Natomiast teraz akceptuję siebie takiego, jakim jestem" - dodał.
Ile "polski Ken" wydał na zabiegi?
A gdy Tomek Wolny zapytał, czy gość może podać kwotę, jaką zainwestował w zmiany wyglądu, Michał odparł: "Myślę, że około 100 tysięcy złotych".
Michał podkreślił też, że jego zdaniem można powiedzieć sobie "stop" w pogoni za idealnym wyglądem. Fakt, że zaczniemy coś robić, nie musi oznaczać, że nie będziemy mogli przestać. Z drugiej strony "polski Ken" nie uważa, żeby dbanie o swój wygląd i przedłużanie czasu, gdy wyglądamy młodo, był czymś niewłaściwym.
"Uważam, że można się zatrzymać, można powiedzieć stop (...). Natomiast jeżeli chodzi o walory estetyczne, spotykam mnóstwo osób po 50. roku życia, które mają skórę w tak dobrej kondycji, że ja dałbym im maksymalnie 30 lat. Więc uważam, że jednak można to piękno wydłużyć. Jeżeli ktoś dba o strukturę tkanki, jeżeli ktoś ćwiczy dużo na siłowni, bo też powinniśmy dbać o ciało, bo to nie chodzi o to, żeby mieć naciągniętą twarz, a bardzo często szyja czy dłonie zdradzają wiek u danej osoby, no to myślę, że można bardzo mocno tę młodość zachować. Przynajmniej ja będę robić wszystko, żeby tak było" - podkreślił nasz gość.
Kiedy korzystanie z zabiegów powinno niepokoić?
Psycholog Piotr Mosak zauważył, że fakt, iż Michał jest dziś zadowolony ze swego wyglądu jest bardzo dobrym znakiem. Zdecydowanie bardziej niebezpieczna jest ciągła frustracja i nieustająca chęć zmian. Wówczas może się zdarzyć, że nie będziemy w stanie odmówić sobie kolejnych zabiegów, a taka sytuacja powinna już zaświecić nam w głowach czerwoną lampkę.
Ekspert podkreślił, że upiększanie wyglądu może wynikać z różnych motywów i odpowiadać różnym potrzebom. Jeśli jednak zmiany się nie kończą, a zadowolenie ze stanu obecnego praktycznie się nie pojawia, to może to być sygnał, że zaczynamy przesadzać. Zdaniem psychologa pogoń za idealnym pięknem i uzależnienie swego szczęścia od bycia doskonałym, to droga donikąd.
"Sprawdzamy w którą stronę to idzie. Czy tej satysfakcji, samopoczucia i tej jakości życia, że dobrze się czuję ze sobą i nie muszę być do kogoś podobny i jaki mam dystans" - mówił. "(...) Ważna jest ta moja świadomość wewnętrzna. To, czy ja się czuję dobrze sam ze sobą" - podsumował psycholog.
A więcej informacji ze świata show-biznesu i ciekawych wywiadów z gwiazdami czeka na was w programie “halo tu polsat" od piątku do niedzieli, już od godz. 8.00. Bądźcie z nami!
Zobacz też:






