Jasny, czysty i gotowy na święta dom
Już od progu domu widać, że sercem świątecznych przygotowań była kurpiowska izba, nazywana - jak mówią gospodynie - po prostu dużą izbą. To właśnie ona musiała wyglądać najpiękniej. Przed Wielkanocą bielono ściany, a potem ozdabiano je wycinankami, bo - jak podkreślają Kurpianki - dom miał być jasny, czysty i gotowy na święta. Szczególne miejsce zajmował święty kąt, czyli przestrzeń przeznaczona do modlitwy. To tam pojawiały się charakterystyczne bukiety z papierowych i bibułkowych kwiatów, robione z precyzją i ogromną dbałością o detal.
Nieodłącznym elementem wielkanocnego wystroju były także palmy. Jak tłumaczy jedna z gospodyń, na Wielkanoc "zawsze była palma", bo Niedziela Palmowa rozpoczynała świętowanie. Duża palma stała przy świętym kącie, a mniejsze palemki chowane były za obrazami. I nie były tylko dekoracją - w ciągu roku miały bardzo praktyczne znaczenie. Gdy nadciągała burza, gospodarz obchodził z nimi całe obejście, wierząc, że ochronią dom i zabudowania.
Byśki na dobrobyt
W izbie pojawiały się też byśki - figurki zwierząt pieczone z ciasta żytniego. Jak mówią Kurpianki, byśki miały chronić domowników przed złem i zapewniać dobrobyt, dlatego święta nie mogły się bez nich odbyć. Obok nich zawsze były kolorowe jajka, bo - jak zgodnie podkreślają gospodynie - bez pisanek Wielkanocy na Kurpiach po prostu nie było.
Najpiękniejsze pisanki
Kurpiowskie pisanki to osobna historia. Są pisane woskiem, techniką batykową, a do ich wykonania potrzebny jest prawdziwy wosk pszczeli, mocno rozgrzany. Wzory nie są przypadkowe - podstawą jest charakterystyczna kreseczka i łezka. Dopiero później jajka trafiają do barwników, które dawniej przygotowywano wyłącznie z naturalnych produktów. Gotowano korę dębową, źdźbła żyta, a najczęściej łupinki cebuli. Jak tłumaczą Kurpianki, kolory tych jajek symbolizowały budzące się do życia wiosnę i nowy początek.
Przygotowania do świąt obejmowały także wycinanki. Tworzono je wyłącznie z papieru i nożyc do strzyżenia owiec, a jednymi z najbardziej charakterystycznych były symetryczne leluje. Każdy wzór był nieco inny - jeden całkiem nowy, drugi inspirowany poprzednim - dzięki czemu dekoracje miały swój niepowtarzalny charakter.
Tradycja, która przetrwała do dziś
Ważnym momentem była Wielka Sobota. Jak opowiada jedna z gospodyń, do dziś w jej domu kultywowany jest zwyczaj święcenia ognia i wody. Mąż przynosi do domu kawałeczek węgielka, a gdy w pierwszy dzień świąt rozpala się piec, właśnie nim zapala się ogień - po to, żeby przez cały rok "dobrze się darzyło".
Nie mniej radosny był drugi dzień Wielkanocy, czyli "oblewek". Dzieci odwiedzały swoje mamy chrzestne i w zamian za polewanie wodą dostawały drobne prezenty. Dawniej były to jajka farbowane na jednolite kolory, nazywane krukami. I choć oblewanie bywało intensywne, szczególnie dla panien, to - jak wspominają Kurpianki - nikt nie chciał zostać pominięty, bo to mogłoby wróżyć pecha.
Kulminacją świąt zawsze był wielkanocny stół. Na nim najważniejsza była święconka, w której nie mogło zabraknąć kiełbasy, chleba, chrzanu, jaj, a także baranka - symbolu zmartwychwstania. W niedzielę rano cała rodzina siadała razem do śniadania, dzieląc się jedzeniem i składając sobie życzenia.
Na zakończenie reportażu Kurpianki przekazały je także widzom: zdrowia, szczęścia, radości i tego, żeby w domach wszystko dobrze się układało, a ludzie żyli ze sobą w szacunku.
Zobacz też:
Polska Wielkanoc na końcu świata. "Świętujemy po swojemu"







