Rzucił media, ratuje "maluchy" na Kubie. Endy Gęsina-Torres w "halo tu polsat"
Życie mieszkańców Kuby komplikuje się coraz bardziej w związku z ostatnimi wydarzeniami. "Sytuacja jest zła", mówił Endy Gęsina-Torres, który wrócił z wyspy dosłownie chwilę temu. Nasz gość wspominał o braku prądu i paliwa, niedziałającej komunikacji miejskiej oraz zupełnie niecodziennym widoku, jakim są zupełnie puste ulice Hawany.
Jak wspominał Maciej Kurzajewski, ze względu na swoją historię, Kubańczycy są wprawieni w radzeniu sobie w trudnych sytuacjach. I chociaż mają tutaj wiele wspólnego z Polakami, to ich pomysłowość zdecydowanie przebija naszą umiejętność "kombinowania". Najbardziej jaskrawym, a dla nas tak bardzo bliskim, przykładem są "Polaquitos", dla których Endy Gęsina-Tores zupełnie zmienił swoją życiową drogę - właśnie w ten pieszczotliwy sposób mieszkańcy Kuby nazywają Fiaty 126p.

Polskie "maluchy" robią furorę na Kubie. 15 tys. aut wciąż jeździ po ulicach
Na Kubie mają status niemal kultowych - polskie Fiaty 126p, wciąż jeżdżą po ulicach i są prawdziwym skarbem dla kierowców. Teraz ich los może się odmienić. Endy Gęsina-Torres, dziennikarz, który zmienił zawodową drogę, sprowadził właśnie pierwszy legalny transport części do "maluchów" na wyspę. Historia brzmi jak odpowiedź o pasji i poświęceniu, ale nasz gość przyznaje, że w jego misji jest też zupełnie przyziemna część.
"Pomoc przyświeca mi głównie, natomiast jest to też biznes, nie ukrywam. Na Kubie wciąż jeździ około 15 tysięcy maluchów z tych 40 tys. sprowadzonych z Polski w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych", przyznaje, ale po chwili dodaje też, że ratowanie polskiego dziedzictwa motoryzacyjnego jest dla niego niezwykle ważne.
Zobacz też: Rzucił życie w Polsce i wyjechał na Islandię. Tak dziś wygląda jego codzienność
Kim jest Endy Gęsina-Torres? Od dziennikarza do biznesu z misją
Endy Gęsina-Torres to postać o niezwykle barwnej biografii. Wychowywał się w Santiago de Cuba, studiował w Warszawie. Przez lata pracował jako dziennikarz i reporter, tworząc cenione reportaże społeczne i interwencyjne. Współpracował także z radiem kolumbijskim i chilijskim, a w 2015 roku otrzymał Nagrodę Polskiej Agencji Prasowej im. Ryszarda Kapuścińskiego. Choć zawodowo osiągnął wiele, w pewnym momencie poczuł, że potrzebuje zmiany.
"Dziennikarstwo to była jedna rzecz, natomiast moim marzeniem zawsze było stworzenie firmy producenckiej, audiowizualnej, która tworzyłaby filmy dokumentalne. No i żeby znaleźć na to budżet, szukałem pomysłu na biznes", wspominał nasz gość. Trzeba przyznać, że droga, którą znalazł, nie należy do zwyczajnych.
Pomysł narodził się kilka lat temu. Endy zaczął interesować się losem polskich Fiatów 126p na Kubie i przez sześć lat dokumentował temat. Przełom nastąpił w 2024 roku, kiedy jego projekt wreszcie zaczął się materializować.
Dziś mówi wprost, że była to jedna z najlepszych decyzji w jego życiu, bo Projekt "Polsky" jest dla niego czymś więcej, niż zwykłą pracą.

"Maluchy" na Kubie jeżdżą nawet na węgiel. Polskie auto ma szczególne znaczenie dla mieszkańców
Fiat 126p na Kubie funkcjonuje pod nazwą "Polaquito", czyli "mały Polak". Samochód stał się częścią motoryzacyjnego krajobrazu wyspy - obok klasycznych amerykańskich aut.
Ich fenomen wynika z kilku powodów. Po pierwsze, są proste w naprawie. Po drugie, mają niskie spalanie. A po trzecie - nadal są jednymi z najtańszych aut, które można kupić na wyspie.
"Malucha chcą na Kubie ze względu na to, że jest najtańszym samochodem. To znaczy, że już za 3-4 tys. dolarów można go kupić", mówił Endy Gęsina-Torres, ale dodał też, że o popularności polskiego auta decyduje także to, że jest niezwykle podatny na wszelkie modyfikacjie - a tutaj, wygląda to tak, jakby Kubańczyków ograniczała tylko ich własna wyobraźnia.
Jak mówił nasz gość, Fiaty 126 p na wyspie: "Jeżdżą też na węgiel drzewny, na przykład. Albo na prąd. Łatwo go naprawic dosłownie puszką, czy widelcem".
Kubańczycy muszą i potrafią sobie radzić w najtrudniejszych sytuacjach. Właśnie dlatego małe, tanie, ekonomiczne autko, którego nic nie jest w stanie zatrzymać i które potrafi przyjąć najróżniejsze modyfikacje, zyskało w ich ojczyźnie taką popularność. Dla wielu mieszkańców to nie tylko środek transportu, ale codzienne narzędzie do życia.
Zobacz też: 39 pięter w 5 minut. Polscy strażacy zostali mistrzami świata w jednym z najbardziej wymagających konkursów
6 ton części z Polski na Kubę. Endy Gęsina-Torres rzucił media i ratuje kultowe "maluchy"
W ostatnich tygodniach Endy Gęsina-Torres doprowadził do czegoś, co wcześniej nie było możliwe - zorganizował pierwszy legalny transport części zamiennych do polskich Fiatów 126p na Kubę. Na wyspę trafiło aż 6 ton silników, elementów mechanicznych i innych niezbędnych części, a przygotowanie tej operacji zajęło mu dwa miesiące intensywnej pracy.
Choć mogłoby się wydawać, że części do "maluchów" to głównie poszukiwania na aukcjach internetowych, rzeczywistość wygląda inaczej. Aż 80 procent to nowe elementy, które pochodzą z różnych krajów Europy. Jak podkreślał Endy Gęsina-Torres w naszym studiu, szczególną rolę odgrywa jednak Polska, która do dziś jest jednym z najważniejszych producentów części do tych samochodów.
Do tej pory mieszkańcy Kuby radzili sobie na własną rękę. Teraz mają Endy'ego, który sam szuka właścicieli aut, którzy mogą potrzebować pomocy - spaceruje po miastach i zostawia kontakty przy zaparkowanych samochodach.







