"Najbrzydszy budynek Paryża"? Centre Pompidou i estetyka architektonicznego dysonans
Paryż - miasto ukształtowane przez kamienny ład barona Haussmanna - od wieków stanowi arenę napięć między konserwacją dziedzictwa a imperatywem nowoczesności. W epicentrum sporu - nieopodal zabudowań historycznego Marais - wznosi się struktura, która - nierzadko określana mianem "najbrzydszego budynku francuskiej stolicy" - od blisko półwiecza polaryzuje opinię publiczną. Centre national d'art et de culture Georges-Pompidou (Narodowe Centrum Sztuki i Kultury imienia Georgesa Pompidou) - znane powszechnie jako Centre Pompidou - nie jest jednak wyłącznie kontrowersyjną bryłą; stanowi bowiem wielkoskalową instalację przemysłową, która - miast ukrywać swą techniczną naturę - uczyniła z niej nieodłączny element paryskiej tożsamości. To, co miało być dialogiem, dla wielu pozostaje jednak monologiem zagłuszającym subtelną narrację otoczenia.

Od Plateau Beaubourg do Centre Pompidou. Jak "ziemia niczyja" stała się polem eksperymentu
Nim stalowo-szklany kolos zdominował krajobraz czwartej dzielnicy, teren ten - znany historycznie jako Plateau Beaubourg - pozostawał urbanistyczną wyrwą. Po wyburzeniach sanitarnych z lat 30. XX wieku w sercu jednej z najdroższych stolic świata przez dekady funkcjonował wszak... prowizoryczny parking (scenariusz charakterystyczny jednak nie tylko dla Paryża - dość wspomnieć betonową pustynię wokół Pałacu Kultury i Nauki, która przez lata w analogiczny sposób "mroziła" potencjał centrum Warszawy). W roku 1969 "ziemia niczyja" stała się jednak przestrzenią projekcyjną nowego prezydenta Republiki Georgesa Pompidou, który postanowił nakreślić z jej pomocą wizję nowoczesnej Francji. Planowana instytucja miała stać się rodzajem "antymuzeum" - przestrzenią znoszącą bariery między kulturą wysoką a miejską tkanką, a przy tym miejscem, gdzie sztuka przestaje onieśmielać.
W 1971 roku rozstrzygnięto konkurs, który wywołał niemałe poruszenie pośród paryskiego establishmentu. Spośród blisko siedmiuset prac wybrano bowiem projekt numer 493, autorstwa trzech młodych twórców - Renza Piana, Richarda Rogersa i Gianfranca Franchiniego. Propozycja ta zdecydowanie odbiegała od większości rozwiązań - miast zabudować całą działkę, architekci "pchnęli" budynek na jej skraj, pozostawiając połowę terenu w formie pochyłego placu. To właśnie ten gest urbanistycznej pokory, połączony z technologiczną brawurą, przekonał jury pod przewodnictwem Jeana Prouvé.
Bowelizm, czyli o budynku "wywróconym" na lewą stronę
Styl, w jakim utrzymane jest Centre Pompidou, często określa się mianem high-tech, choć bardziej precyzyjnym terminem jest tu "bowelizm" (od angielskiego "bowel" - "jelito"); koncepcja ta zakłada ekspozycję wszelkich instalacji na zewnątrz fasady, co pozwala na uwolnienie wnętrza od elementów konstrukcyjnych. Dzięki temu każda kondygnacja wewnątrz jest gigantyczną, pustą przestrzenią ("plateau libre"), dającą możliwość dowolnej aranżacji.
Fasada budynku to w istocie gigantyczny diagram instalacyjny, w którym każdy element ma swoje znaczenie, opisane precyzyjnym kodem kolorystycznym. Błękit symbolizuje powietrze - a przez to klimatyzację, zieleń - obieg wody, żółć skrywa instalacje elektryczne, a czerwień odpowiadać ma komunikacji (stąd tunel schodów ruchomych na elewacji, w całości utrzymany w tym właśnie kolorze). Całość spina potężna, stalowa konstrukcja z charakterystycznymi wspornikami, znanymi jako gerberettes. To inżynieryjna szczerość posunięta do granic możliwości - budynek nie ukrywa, jak działa, prezentując swoją "anatomię".
"Bowelizm", mimo swej funkcjonalnej szczerości, narzuca jednak historycznemu centrum estetykę tymczasowości i "placu wiecznej budowy". To, co w latach 70. mogło uchodzić za manifest nowoczesności, bywa dziś odczytywane jako naiwny futuryzm, który miast szlachetnie się starzeć, niszczeje, nie oferując ponadczasowej elegancji właściwej kamiennym fasadom sąsiedztwa.
Maszyna kultury w cieniu krytyki. Centre Pompidou jako symbol dysonansu
W pewnym momencie realizacja projektu zawisła na włosku. Po śmierci Pompidou w 1974 roku nowy prezydent Valéry Giscard d'Estaing - arystokrata o konserwatywnym guście - rozważał wstrzymanie budowy "fabryki" w centrum miasta. Ostatecznie, w obliczu ryzyka wizerunkowej kompromitacji - jaką stanowiłoby podważenie werdyktu międzynarodowego jury i odprawienie zagranicznych laureatów - prace dokończono, a budynek otwarto w 1977 roku.
Nowopowstały gmach od początku projektowany był jako forma hybrydowa, w której współistnieć miały niezależne dotąd sfery aktywności twórczej i naukowej. Kluczowym filarem stało się Musée National d'Art Moderne (Narodowe Muzeum Sztuki Współczesnej), które przeniesiono tu z Palais de Tokyo, czyniąc z Centre Pompidou jedną z najważniejszych ambasad sztuki XX i XXI wieku. Nieopodal, na ogromnych przestrzeniach wspomnianych plateaux libres, ulokowano Bibliothèque Publique d'Information (Publiczną Bibliotekę Informacyjną) - pierwszą w Paryżu tak nowoczesną i otwartą książnicę publiczną, która przez dekady pozostawała intelektualnym schronieniem tysięcy studentów i studentek. Całości dopełniły zaś Centre de Création Industrielle (Centrum Kreacji Przemysłowej) - ośrodek wzornictwa oraz Institut de Recherche et Coordination Acoustique/Musique (Instytut Badań i Koordynacji Akustyki/Muzyki) - podziemny labirynt awangardowych brzmień.
Wizualna recepcja - zgodnie z przewidywaniami - okazała się... nad wyraz szorstka (eufemistycznie rzecz ujmując). Prasowe nagłówki krzyczały o "fabrycznej konstrukcji", przyrównując bryłę do "rafinerii ropy" i nazywając tąż "miejską brodawką", krytyka wieszczyła zaś upadek estetyki. Lud Paryża zagłosował jednak... nogami; dawny Plateau Beaubourg natychmiast stał się bowiem świadectwem własnego sukcesu, przyciągając pięciokrotnie więcej odwiedzających, niż początkowo zakładano. Jego "brzydota" stała się walorem tożsamościowym, a widok na Paryż z perspektywy ruchomych schodów - jednym z obowiązkowych kadrów.
Pod względem urbanistycznym obiekt ten funkcjonuje jednak jako autonomiczna maszyna do "konsumpcji kultury" - nie element scalający przestrzeń publiczną. Choć projektanci od początku deklarowali chęć utworzenia otwartej formuły, w rzeczywistości stworzyli hermetyczny ekosystem, który odcina się od otaczającej go historycznej siatki ulic - stalowy kolos nie prowadzi przeto dialogu z pierzejami sąsiednich kamienic, a "unieważnia" je przez narzucanie otoczeniu skali i estetyki, które pozostają mu z gruntu obce. To jeden z przykładów "architektury przedmiotowej", która miast współtworzyć miejskie continuum, stawia w centrum projekt fascynujący z punktu widzenia techniki, lecz głęboko alienujący w kwestii relacji przestrzennych. Ostatecznie ta technologiczna utopia, miast obiecanego otwarcia, zaserwowała Paryżanom i Paryżankom introspektywną formę, która celebruje własną konstrukcję, ignorując przy tym kod genetyczny miasta, w które została wszczepiona.
Dziś dyskusyjna ikona wymaga ratunku - ekspozycja stali i szkła na warunki atmosferyczne sprawiła, że materiał uległ korozji i zmęczeniu; władze podjęły tym samym decyzję o całkowitym zamknięciu instytucji w latach 2025-2030. Planowana renowacja ma na celu usunięcie azbestu i wymianę zużytych "wnętrzności", by całość mogła przetrwać kolejne dekady. Paradoksalnie więc budynek, który miał stanowić symbol niezmiennej nowoczesności, stał się depozytariuszem własnej, podatnej na niszczenie materii.
Nie tylko Centre Pompidou. Krótka lista paryskich kontrowersji
Centre Pompidou nie jest jednak osamotnione w kategorii paryskich obiektów, które swego czasu uznawano za estetyczne pomyłki, by z czasem (choć częściowo) je zaakceptować. W klubie "architektury niechcianej" znajdują się też między innymi:
- Tour Montparnasse (z 1973 roku) - czarny, ponaddwustumetrowy monolit, który tak zaburzył panoramę miasta, że po jego wzniesieniu zakazano budowy kolejnych wieżowców w centrum; do dziś pozostaje jednym z najbardziej kontestowanych budynków stolicy,
- Les Halles (z 1979 roku) - choć oryginalne hale Baltarda wyburzono, powstałe na ich miejscu centrum handlowe (i jego późniejsza przebudowa z charakterystycznym żółtym dachem zwanym "la canopée" - "baldachimem") przez dekady uchodziło za symbol urbanistycznej porażki,
- Opéra Bastille (z 1989 roku) - jeden z wielkich projektów Françoisa Mitterranda, kolejnego z francuskich prezydentów, krytykowany za ciężką bryłę i brak elegancji, często prześmiewczo nazywany "l'hippopotame" - "hipopotamem",
- Pyramide du Louvre (z 1989 roku) - szklany projekt I. M. Peia, który w momencie odsłonięcia wywołał estetyczny ferment; oskarżany o bycie "blizną na twarzy klasycyzmu", dziś - choć stał się ikoną - wciąż pozostaje wtrętem, który bezpowrotnie zburzył renesansową harmonię historycznego dziedzińca,
- Bibliothèque nationale de France (z 1995 roku) - monumentalny projekt Dominique'a Perraulta, składający się z czterech wież w kształcie otwartych ksiąg; krytykowany za niefunkcjonalność oraz "forteczny" charakter, który miast zapraszać czytelników i czytelniczki, onieśmiela ich chłodną pustką betonowej esplanady.
Cisza, która spowijać będzie "rafinerię" przez kolejne kilka lat, stanowi doskonałą okazję do redefinicji statusu Centre Pompidou. Paradoksalnie renowacja tej "wiecznej budowy" dowodzi, że nawet najśmielsze przykłady futuryzmu wymagają z czasem troski konserwatorskiej - podobnie jak kamienne zabytki, które miały zostać zdetronizowane. Bohater tych rozważań, dzieląc los innych kontestowanych obiektów z "klubu niekoniecznie chcianych", przypomina jednak, że paryska tożsamość niezmiennie rodzi się na styku estetycznego oporu i późniejszej, cichej akceptacji. Być może dopiero po technologicznym liftingu ten stalowy monolog zyska szansę, by wybrzmieć w pełnej harmonii z duchem czasu, stając się pełnoprawnym, choć wciąż krnąbrnym elementem krajobrazu francuskiej stolicy.
Zobacz też:






