Od 1 września na szkolnych i przedszkolnych stołówkach szykuje się sporo zmian. W menu ma pojawić się więcej warzyw, produktów pełnoziarnistych i roślin strączkowych, a mniej mięsa, cukru, soli i smażonych dań. Chodzi o to, by dzieci jadły zdrowiej, ale też by szkolne kuchnie coraz częściej korzystały z zasad tzw. diety planetarnej, czyli takiego sposobu żywienia, który ma być dobry zarówno dla nas, jak i dla środowiska.
Zmiany w szkolnych stołówkach od 1 września. Co dzieci będą jeść w szkole?
Jedną z największych nowości będzie obowiązkowe danie na bazie roślin strączkowych, podawane przynajmniej raz w tygodniu. Może to być zupa albo drugie danie i ma być przygotowane bez produktów odzwierzęcych.
Raz w tygodniu na obiad pojawi się też ryba, ale dzieci, które jej nie jedzą, mają dostać pełnowartościową roślinną alternatywę. Mniej będzie również mięsa - ma trafiać na talerze maksymalnie dwa razy w tygodniu. Za to warzywa lub owoce mają być obecne przy każdym posiłku, przy czym warzyw powinno być więcej.
Dieta planetarna w szkołach. Więcej warzyw i mniej smażonych potraw
Zmieni się też sposób przygotowywania dań. Zupy co najmniej dwa razy w tygodniu mają być gotowane na wywarach warzywnych, a smażone potrawy będzie można serwować najwyżej dwa razy w tygodniu. Większy nacisk ma być też na produkty sezonowe i lokalne oraz ograniczanie cukru, soli i tłuszczu.
Co zniknie ze szkolnych sklepików i automatów?
Spore porządki czekają również szkolne sklepiki i automaty. Ze sprzedaży mają zniknąć m.in. słodycze, słodzone napoje, pieczywo cukiernicze i inne produkty, które nie spełniają nowych norm.
Dieta roślinna w szkole. Dzieci mają dostać odpowiedni zamiennik
Ważna zmiana dotyczy także dzieci na diecie roślinnej. Do tej pory rodzice często sami musieli organizować dla nich zamienniki. Teraz, po złożeniu odpowiedniej deklaracji, szkoła lub przedszkole mają zapewnić dziecku roślinną alternatywę.
Jak to wszystko będzie wyglądało w praktyce? Czy szkolne kuchnie są gotowe na nowe zasady i czy dzieci polubią nowe menu? O tym Ola Filipek i Olek Sikora rozmawiali w "halo tu polsat" z Sandrą Chrzanowską, dietetyczką medyczną oraz Marzeną Wachowską, intendentką.
Co dzieci będą jeść w szkole od września?
Najwięcej emocji wokół nowych zasad budzi oczywiście pytanie, co właściwie od września znajdzie się na szkolnych talerzach. Ekspertki uspokajały, że nie chodzi o nagłe wywrócenie dziecięcych jadłospisów do góry nogami ani o zastąpienie znanych dań samymi warzywami. Zmiana ma polegać przede wszystkim na stopniowym zwiększaniu udziału wartościowych produktów roślinnych.

"Nie, dzieci będą jadły to wszystko, co jadły. Tylko musimy tutaj dodać, że w jadłospisach pojawi się białko roślinne" - usłyszeliśmy w "halo tu polsat".
W praktyce oznacza to częstsze wykorzystywanie m.in. ciecierzycy, soczewicy czy grochu. I wcale nie trzeba od razu stawiać przed dzieckiem talerza pełnego produktów, których wcześniej nie znało. Gościnie zwracały uwagę, że nowe składniki można wprowadzać do dobrze znanych i lubianych potraw. Jako przykład podały pulpety, w których część mięsa można zastąpić soczewicą, albo sos boloński wzbogacony warzywami i strączkami. Dzięki temu dzieci mogą oswajać się z nowymi smakami.
"Zmiany należy wprowadzać, ale nie gwałtownie. To jest najgorszy sposób, który może być" - podkreślono podczas rozmowy.
Dieta roślinna w szkole. Nie cały dzień, tylko jedna potrawa
Wiele nieporozumień narosło też wokół obowiązkowej potrawy roślinnej. Nowe przepisy nie oznaczają, że jeden dzień w tygodniu cała szkolna dieta będzie wegańska. Chodzi o jedną pełnowartościową potrawę przygotowaną bez produktów odzwierzęcych i na bazie roślin strączkowych. To intendent lub osoba układająca jadłospis zdecyduje, czy będzie nią zupa, czy drugie danie.
"Nie cały posiłek, nie cały dzień i nie cała dieta wegańska, tylko jest jedna potrawa - wyjaśniała Sandra Chrzanowska.
Zmiany nie kończą się jednak na stołówce. Nowe zasady mają objąć całe szkolne otoczenie związane z jedzeniem, a więc również sklepiki i automaty vendingowe. To ważne, bo - jak zauważono w studiu - po wcześniejszym zaostrzeniu zasad dotyczących sklepików część produktów przeniosła się po prostu do automatów. Teraz także ich zawartość ma podlegać bardziej restrykcyjnym normom dotyczącym m.in. cukru, soli i tłuszczu.
"Właśnie w automatach vendingowych były przekąski słone, słodkie, z nasyconymi kwasami tłuszczowymi, więc to teraz podlega regulacjom" - tłumaczyły gościnie programu.
W rozmowie pojawił się jeszcze jeden ważny wątek: nowych nawyków nie da się zbudować wyłącznie w szkolnej stołówce. Jeśli dziecko ma polubić kasze, soczewicę czy ciecierzycę, dobrze, by spotykało się z nimi również w domu. Szkoła może pomóc oswoić nowe smaki, ale to codzienne nawyki całej rodziny mają ogromne znaczenie. Dlatego największym wyzwaniem może okazać się nie samo ułożenie nowych jadłospisów, lecz przekonanie dzieci, że zdrowsze menu wcale nie musi oznaczać mniej smacznego obiadu.










