Materia utkana z emocji. Małgosia Turzańska o kulisach "Hamneta" i oscarowej nominacji
Kostium nierzadko (a przy tym wyjątkowo niesłusznie) bywa sprowadzany li tylko do roli milczącego tła, ustępując miejsca reżyserskiej wizji czy aktorskiej ekspresji. Materia ta stanowi niemy, a jednak niezwykle sugestywny element świata przedstawionego - nieodzowne dopełnienie, bez którego interpretacyjny kunszt zdaje się tracić siłę wyrazu. W twórczości Małgosi Turzańskiej - polsko-amerykańskiej artystki od lat współtworzącej estetykę Hollywood - kostium nigdy nie jest ledwie dekoracją, lecz pełnoprawnym bohaterem opowieści. Filozofia ta znajduje swe ucieleśnienie między innymi w "Hamnecie" - obrazie, który przyniósł jej pierwszą w życiu nominację do Nagrody Akademii Fillmowej.

Droga do oscarowej szansy wiodła przez lata konsekwentnej pracy i artystycznych poszukiwań - od Krakowa, gdzie przyszła na świat w roku 1980, przez studia na Akademii múzických umění v Praze i w New York University Tisch School of the Arts, po realizację kostiumów do produkcji takich jak "Wydarzyło się w Teksasie", "Zielony Rycerz. Green Knight", "Aż do piekła", "X" czy "Stranger Things". "Hamnet" - najnowszy obraz Chloé Zhao, stanowiący ekranizację fabularyzowanej powieści o życiu Williama Shakespeare'a i jego żony Agnes, stał się dla Turzańskiej przestrzenią do stworzenia kreacji, które nie tylko ubierają, ale przede wszystkim opowiadają, sięgając w głąb każdej z postaci.
"Rozumieć postać". O malarskich inspiracjach i "ucieczce" z muzeum
Praca nad filmem osadzonym w elżbietańskiej Anglii wymagała od kostiumografki nie tylko rzetelnego researchu historycznego, ale przede wszystkim głębokiego zrozumienia psychologii bohaterów i bohaterek. Turzańska podeszła do tematu w sposób wieloaspektowy, inspirując się między innymi płótnami Sebastiana Vrancxa (oraz innych mistrzów baroku) i łącząc je z własną wyobraźnią. W rozmowie z Kamilą Ryciak artystka podkreślała zaś, że punktem ciężkości nie jest wyłącznie historyczne tło, lecz wewnętrzna prawda.
"Zaczynam od bardzo emocjonalnej, pozbawionej filtra odpowiedzi na tekst. W momencie, kiedy wiem, że rozumiem postać od tej strony, zaczynam szukać kostiumów. Dużym krokiem był w tym przypadku research epoki elżbietańskiej, w której wcześniej nie pracowałam, więc uczyłam się tego od samego początku. Ale przez to, że mam szkielet z wszystkiego, co znajduję w trakcie researchu, mogę wybierać rzeczy, które pasują do danej postaci", mówiła Turzańska w "halo tu polsat".
Wizja ta splotła się z poetyką Chloé Zhao (która ma już na swym koncie reżyserskiego Oscara za "Nomadland") oraz zdjęciami Łukasza Żala (operatora nominowanego w przeszłości za pracę przy "Idzie" oraz "Zimnej wojnie"), tworząc spójny i intymny obraz. Kostiumy w "Hamnecie" nie są wszak jedynie historycznymi rekonstrukcjami, ale - jak określa to sama artystka - "rzeczami wychodzącymi z wewnątrz". Podejście to pozwoliło uniknąć efektu "muzeum" na rzecz żywej tkanki filmowej.
Kluczowym etapem pracy okazało się zderzenie plastycznej wizji z aktorską fizycznością (w główne role wcielili się Jessie Buckley - jako Agnes oraz Paul Mescal - jako William). Dla Turzańskiej przymiarki to moment, w którym abstrakcyjny pomysł poczyna zamieniać się w konkret. W przypadku aktorki proces ten był szczególnie intensywny - weszła bowiem w szekspirowski świat z estetyką różną od historycznego kostiumu, niosąc ze sobą energię poprzedniej, współczesnej roli (w "The Bride!" Maggie Gyllenhaal).
"Razem szukałyśmy Agnes. To był bardzo ciekawy proces - oglądanie tego, jak Jessie zmieniała się fizycznie, jak czuła kostiumy. Jest naprawdę niesamowitą aktorką", dodała Małgosia.
Autentyczna wizja. Od dbałości o detal do szansy na Oscara
Klucz do autentyczności kryje się na ogół w detalach. Dbałość o historyczny konkret w "Hamnecie" nie służyła jednak muzealnej poprawności, lecz budowaniu intymnej więzi z widzami i widzkami. Kwestie z pozoru błahe - jak choćby kolczyk Shakespeare'a - zostały więc podporządkowane udokumentowanym faktom z życia dramaturga, a nie przypadkowi; szacunek dla prawdy charakteryzuje zresztą całą garderobę postaci. Turzańska świadomie zrezygnowała więc z epatowania zbytkiem na rzecz wizualnej ascezy, czyniąc ze skromnego stroju milczący dowód na to, że mimo oszałamiającej kariery, William pozostał człowiekiem odpornym na powierzchowną zmianę.
"Nie pokazujemy bogactwa wtedy, kiedy zmienia się jego życie, przenosi się do stolicy i ma coraz większe możliwości finansowe. On jest dalej tym samym człowiekiem. Kiedy Agnes i Bartholomew [Bartholomew Hathaway, brat Agnes, grany przez Joego Alwyna - przyp. red.] przychodzą do jego mieszkanka w Londynie, są zaszokowani, że oto człowiek, który posiada największy dom w Stratford-upon-Avon, tu mieszka w malutkiej klitce. To wyszło od Paula", opowiadała.
Wizualna spójność, w której strój rezonuje z reżyserską wizją, wybitną grą czy plastyką obrazu, przyczyniła się do ogromnego sukcesu filmu - "Hamnet" zdobył łącznie aż osiem nominacji do Oscara (poza kostiumami również za najlepszy film, reżyserię, scenariusz adaptowany, żeńską rolę pierwszoplanową, muzykę, casting oraz scenografię). Opowiadając o własnej szansie na Oscara artystka przyznała też, że dowiedziała się o niej... w domowym zaciszu, śledząc ogłoszenie nominacji - dokładnie tak, jak miliony miłośników i miłośniczek kina na całym świecie.
Małgorzata Turzańska nie jest jedyną osobą znad Wisły, która ma w tym roku szansę na statuetkę. O Oscara w kategorii najlepszy krótkometrażowy film animowany powalczy także Maciek Szczerbowski - współtwórca "The Girl Who Cried Pearls". To kolejny dowód na to, że polscy twórcy i twórczynie nie tylko są obecni w światowym kinie, ale realnie kształtują jego najwyższy poziom artystyczny. Czy nominacje zamienią się w "złote rycerzyki"? Rozstrzygnięcie tego dylematu już w nocy z 15 na 16 marca 2026 roku.
Całą rozmowę z Małgosią Turzańską (podobnie jak wszystkie odcinki "halo tu polsat") znaleźć można na platformie Polsat Box Go.
Zobacz też:






