Czwarte pokolenie, które "robi dusze". Benedykt Niewczyk i jego najstarsza pracownia lutnicza w Polsce
Materiał zawiera linki partnerów reklamowych.
To najstarsza pracownia lutnicza w Polsce, z ponad 140-letnią tradycją, a Benedykt Niewczyk jest przedstawicielem czwartego pokolenia, które zajmuje się tym szczególnym zawodem - na granicy sztuki i rzemiosła. Jego historia to opowieść o wielu wątkach - sile rodziny, mistrzowskich umiejętnościach, etyce pracy ważniejszej od ego łączących się w malutkim kawałku drewna, bez którego skrzypce nie mają dźwięku. "Bez duszy człowiek nie żyje i podobnie jest ze skrzypcami", mówi mistrz. Miejsc takich jak to, przedstawione w reportażu Karoliny Ciesielskiej, na mapie Polski jest coraz mniej.

Pracuje na styku sztuki i rzemiosła, potrafi wydobywać dźwięki z drewna, a każdy instrument powstający w jego pracowni jest niepowtarzalny, bo nosi w sobie ślad wrażliwości twórcy. Lutnik - buduje skrzypce, altówki czy gitary, łączy precyzję z intuicją i wie, kiedy trzymać się reguł, a kiedy zaufać samemu sobie. Zawód niezwykły, bez dwóch zdań, a najstarsza pracownia w Polsce, która działa niemalże nieprzerwanie od dziesiątek lat, prowadzona przez jedną rodzinę, to miejsce wyjątkowe.
To najstarsza pracownia lutnicza w Polsce. Prowadzi ją ciągle ta sama rodzina
Karolina Ciesielska, autorka reportażu wyemitowanego w "halo tu polsat" w sobotę 7 lutego, wprowadza nas do pracowni lutniczej "Niewczyk i Synowie" w Poznaniu, założonej w 1885 roku, w momencie, gdy jeden z jej stałych klientów gra na skrzypcach, a chwilę później okazuje się, że instrument potrzebuje małego remontu. Benedykt Niewczyk opukuje go i wyrokuje - jest szczelina, trzeba działać.
"Przychodzę do pana Benedytka od wielu lat", mówi Andrzej Hop, przyjaciel słynnego poznańskiego lutnika. "Ten salon przecież był od zawsze w Poznaniu. Sam nie pamiętam, ile to lat?", kontynuuje, a Benedykt Niewczyk odpowiada: "To już ponad sto czterdzieści".
"Prowadzę najstarszą polską pracownię lutniczą założoną przez mojego pradziadka ponad 140 lat temu", mówi Benedykt Niewczyk, a po chwili prezentuje czarno-białe zdjęcia, które znajdują się w starych albumach w pracowni. Widzimy jego przodków przy pracy i podczas przekazywania wiedzy uczniom. Benedykt Niewczyk, prawnuczek założyciela, przedstawiciel czwartego pokolenia lutników, z tym miejscem związany jest właściwie od zawsze.

"Byłem szczęściarzem", mówi Benedykt Niewczyk, najsłynniejszy poznański lutnik
"Jeżeli chodzi o moje początki, to właściwie dzieciństwo spędzałem w pracowni. Jak mama szła na zakupy, zostawiała mnie w pracowni. Moje pierwsze zabawki, to były narzędzia", opowiada Niewczyk. Od małego pomagał ojcu - coś przytrzymać, coś przynieść - i tak, naturalnie, nasiąkał rodzinną pasją, która, dzielona z rodzicem, niezwykle pogłębiła ich relację.
"Tata do końca nie tylko był moim mistrzem, ale również przyjacielem", mówi lutnik łamiącym się ze wzruszenia głosem. "Tym się po prostu przesiąka. Miałem to szczęście, że właściwie mając te czterdzieści lat ciągle pracowałem z tatą. To jest ciągłe przekazywanie wiadomości, to jest ciągłe przekazywanie wiedzy... To jest naprawdę wspaniała rzecz. Pod tym względem mogę powiedzieć, że byłem szczęściarzem", dodaje.
Wiedza przekazywana z pokolenia na pokolenie to jedno, ale Benedykt Niewczyk ma też odpowiednie wykształcenie, dzięki któremu w rodzinnym zawodzie mógł rozwinąć skrzydła. Miał też okazję nabrać doświadczenia w miejscu niezwykle odległym od rodzinnego Poznania.
"Srzypce to jest bardzo złożony obiekt". Mistrz lutnictwa zdradza jeden z sekretów swego fachu
"Z wykształcenia jestem fizykiem o specjalizacji akustyka. Przez wiele lat pracowałem w Sztokholmie w Królewskiej Technicznej Szkole Wyższej", opowiada poznański lutnik.
"Skrzypce to jest bardzo złożony obiekt. Robię tylko i wyłącznie instrumenty klasy koncertowej, także to jest najwyższa półka. Do budowy skrzypiec używam materiałów zakupionych jeszcze przez pradziadka", zdradza lutnik w części magazynowej swojej pracowni. "To drewno ma około 130 lat, ten materiał już jest zupełnie ustabilizowany dźwiękowo. To wszystko wpływa na rezonans i ostateczny efekt, którym jest dźwięk", dodaje.
Do pracowni Niewczyka wchodzi kolejny klient, właściciel ukulele, które porządnie ucierpiało podczas niewinnej zabawy. "Wnuczek nadepnął, tragedia", mówi Eugeniusz Szafer demonstrując instrument z ułamaną główką gryfu. "Tylko może tutaj mistrz Benedykt to naprawić!", dodaje.
Jego dziadek był wyjątkowym człowiekiem. O jego podejściu do zawodu krążą legendy
"Dziadek też kiedyś powiedział mi: »Słuchaj, jeżeli dziecko przyjdzie do pracowni, musisz je obsłużyć jak mistrza. Jeżeli je zignorujesz, ono to zapamięta. Zostanie mistrzem - możesz być pewny, że do ciebie nie przyjdzie. Najwyższy poziom pracy należy się każdemu«", cytuje Benedykt swojego dziadka - jego przodek był niemalże legendą, a Eugeniusz Szafer miał okazję poznać temperament tego wyjątkowego człowieka.
"Mój ojciec był takim samoukiem skrzypkiem. I do jego taty przyszedł kiedyś naprawić skrzypce. Tata Benedykta spytał się mego ojca: »Proszę pana, zależy panu na tym instrumencie?« Ojciec mówi: »No, nie. To takie skrzypki«. To wziął o piec! Poszły w drzazgi! I mówi: »Wybierz pan sobie, jakie pan chcesz skrzypce! Możesz pan wziąć i idź do domu grać dalej!«, opowiada klient Niewczyka.
Zobacz też: Bałtycki bursztyn nie ma sobie równych. Mistrz tłumaczy, na czym polega jego wyjątkowość
"Jeżeli nikt na nich nie zagra, to będzie tylko mebel"
"Dziadek opowiadał mi o zawodach powiązanych z sobą na śmierć i życie. Przykładem był właśnie zawód muzyka, skrzypka i lutnika. Powiedział mi: »Słuchaj, wyobraź sobie, że kiedyś będziesz miał przepiękne drewno, o bardzo dobrych walorach akustycznych i zbudujesz z nich piękny instrument. Jeżeli nikt na nich nie zagra, to będzie tylko mebel«", wspomina Benedykt Niewczyk.
Mistrz pokazuje więc jeden z instrumentów zbudowanych przez jego dziadka. "Mogę powiedzieć, że darzę go ogromną sympatią, wręcz miłością. A jest to jedyny instrument poświęcony Wieniawskiemu", mówi wskazując na rzeźbioną głowę słynnego skrzypka i kompozytora Henryka Wieniawskiego umieszczoną na szczycie gryfu skrzypiec.
Praca lutnika to nie tylko budowa i naprawa skrzypiec czy gitar, to także ścisła współpraca z muzykami, opieka nad ich cennymi, czasem zabytkowymi, instrumentami, która wymaga czasem nie tylko najwyższych umiejętności, ale i wielkiej empatii. Zwłaszcza wtedy, gdy rozgrywa się jeden z najważniejszych konkursów.
"Jeżeli chodzi o konkursy skrzypcowe imienia Henryka Wieniawskiego, to, na życzenie uczestników zagranicznych, opiekę nad instrumentami zaczęła sprawować nasza pracownia. Uczestnicy, którzy przyjeżdżają z innych kontynentów - wiąże się to ze zmianą wilgotności. Są to też instrumenty stare, które też mają swoje ukryte felery. Ja jestem po to, żeby pomóc, a przede wszystkim, dla uczestników jest bardzo istotna świadomość, że jestem", zdradził Benedykt Niewczyk z dumą.
"Skrzypce bez duszy nie mają dźwięku". Lutni z dziada pradziada w 140-letniej pracowni
"Sprawdź mi, co z tą duszą", mówi wchodząca w tym momencie do pracowni kolejna klientka. "Tak wiesz, czasami mi się tam coś odzywa", mówi wyjmując skrzypce z futerału, a lutnik przechodzi od razu do badania swojego muzycznego pacjenta.
"Dusza, która jest wewnątrz instrumentu, duszę robię. Robię z materiału, z którego kiedyś były zrobione klawisze do fortepianu. Dusza jest to właśnie taki kawałeczek, znajdująca się pod wiolinową nóżką podstawka. Ustawienie duszy modyfikuje dźwięk. Przestawienie jej w lewo, w prawo, do góry, czy w dół, zmienia zdecydowanie barwę dźwięku. Bez duszy człowiek nie żyje i podobnie jest ze skrzypcami. Skrzypce bez duszy nie mają dźwięku", opowiada Niewczyk, manewrując przy skrzypcach swojej stałej klientki.
"Spróbuj teraz. Widzę, że ostro ostatnio grałaś!", mówi, wręczając jej uleczony instrument. "Panie doktorze, jestem bardzo zadowolona!", odpowiada kobieta po krótkim teście skrzypiec.
"To jest mój dom. Lubię ten klimat, czuję się tu po prostu dobrze. A po za tym, też może się wydać dziwne, ale ja w dalszym ciągu tutaj czuję tatę i dziadka", mówi Benedykt Niewczyk na koniec reportażu Karoliny Ciesielskiej, który w całości, podobnie jak wszystkie odcinki "halo tu polsat", możecie zobaczyć na platformie Polsat Box Go.







