Monarsze narzędzie wpływów. Historia i zasady ekskluzywy
O ile prawo zatwierdzania wyboru kolejnych papieży istniało formalnie jedynie między VI a VIII stuleciem, przysługując cesarzom bizantyńskim (od pewnego momentu zaś ‒ działającym w ich imieniu egzarchom Rawenny), o tyle zewnętrzne naciski przybierały na przestrzeni wieków zróżnicowane formy ‒ dość wspomnieć o cesarzach Świętego Cesarstwa Rzymskiego, których nieformalna zgoda pozostawała kluczowa dla pełnej legitymizacji nowych pontyfikatów. Przypadki te miały jednak miejsce na długo przed ukształtowaniem się instytucji konklawe (za pierwszą elekcję przeprowadzoną "pod kluczem" uznaje się bowiem tę z roku 1198). Na przestrzeni wieków formy wywierania nacisków nieustannie ewoluowały ‒ mimo zachodzących zmian, nadrzędny zamysł pozostawał jednak stały, dążono wszak do uzależnienia struktur kościelnych od władzy świeckiej (co wiele lat później zyskało doktrynalną oprawę w postaci koncepcji iura circa sacra). Na pewnym etapie dziejów powszechną praktyką pośród części katolickich monarchów stało się zaopatrywanie oddanych elektorów w wytyczne, dzielące pretendentów do papieskiej tiary na akceptowalnych oraz wykluczonych. Konsekwentna presja zaowocowała ostatecznie wykrystalizowaniem się mechanizmu, który w swojej quasiformalnej postaci przeszedł do historii pod nazwą ekskluzywy.
Procedura ta oznaczała prawo do jednostronnego wykluczenia z elekcji niewygodnego kandydata, pretensje do niej rościły sobie zaś trzy największe katolickie monarchie Europy, a więc Francja, Hiszpania oraz Święte Cesarstwo Rzymskie (prerogatywy którego przeszły następnie w ręce Austrii). W ostateczności ekskluzywa stała się rodzajem instrumentu dyplomatycznego ‒ choć Rzym nigdy nie usankcjonował jej wykorzystywania, tolerował zewnętrzne wpływy ze względów czysto pragmatycznych, zdając sobie sprawę z konieczności utrzymania przychylności stron, które na swój sposób gwarantowały bezpieczeństwo Państwa Kościelnego.
Zgodnie z niepisaną praktyką każdemu ze wskazanych władców przysługiwała możliwość zgłoszenia sprzeciwu wobec jednego kandydata ‒ jako że monarchowie znajdowali się jednak setki kilometrów od miejsc, w których odbywały się konklawe, spełnienie ich woli powierzano wyznaczonym wcześniej hierarchom. O sukcesie decydował przy tym czas ‒ sprzeciw należało wygłosić w krytycznej chwili, przed osiągnięciem przez niewygodnego kandydata ustalonej większości głosów. Spóźnienie równało się porażce ‒ w momencie uzyskania kanonicznie określonego poparcia, a następnie przyjęcia urzędu, jakikolwiek opór tracił moc wiążącą, stając się bezprzedmiotowym.
Pierwsze skuteczne zastosowanie ekskluzywy nastąpiło w XVII stuleciu, a w całej epoce nowożytnej - aż do roku 1903 - świeckie mocarstwa zdołały w ten sposób zablokować papieską elekcję sześciokrotnie. Szlaki przetarł Filip IV, habsburski król Hiszpanii ‒ podczas obrad w 1644 roku działający w jego imieniu kardynał Gil de Albornoz zaprzepaścił tym samym szanse Giulia Cesarego Sacchettiego (monarcha upatrywał w nim bowiem zagrożenia dla interesów Madrytu). Papieżem został ostatecznie wybrany Giovanni Battista Pamphili, przybierając imię Innocentego X; co znamienne i w jego przypadku zadziałać mógł tożsamy mechanizm wykluczenia ‒ kardynał Jules Mazarin, nieobecny podczas konklawe pierwszy minister Królestwa Francji, nie zdążył bowiem zgłosić oficjalnego weta w imieniu Ludwika XIV.
W następnym stuleciu po narzędzie sięgnięto kolejne trzy razy. W 1721 roku kardynał Michael Friedrich von Althann, reprezentując interesy cesarza Karola VI, udaremnił wybór faworyzowanego Fabrizia Paolucciego ze względu na jego profrancuskie sympatie; papieżem został ostatecznie Michelangelo Conti ‒ jako Innocenty XIII. Zaledwie dziewięć lat później, w roku 1730, swoje przywileje wykorzystał kolejny hiszpański monarcha ‒ Filip V, który za pośrednictwem kardynała Cornelia Bentivoglia, swego ambasadora przy Państwie Kościelnym, zawetował kandydaturę Giuseppe Renata Imperialego (w związku ze wcześniejszym konfliktem między tymże a dworem w Madrycie); wybór padł wówczas na Lorenza Corsiniego, panującego przez kolejną dekadę jako Klemens XII. W 1758 roku delegat francuskiego króla Ludwika XV, kardynał Paul d'Albert de Luynes, sprzeciwił się z kolei wyborowi Carla Alberta Guidoboniego Cavalchiniego (w związku z jego postawą wobec jansenizmu i gallikanizmu); Carlo della Torre di Rezzonico został tym samym papieżem Klemensem XIII.
Wiek XIX przyniósł natomiast dwie interwencje. W 1823 roku pierwszy cesarz Austrii ‒ Franciszek I ‒ wykorzystując kardynała Giuseppe Albaniego, swego rzymskiego przedstawiciela, zablokował kandydaturę Antonia Gabrielego Severolego (niegdysiejszego nuncjusza w Wiedniu, który nie cieszył się przychylnością tamtejszego dworu); koronowany został ostatecznie Annibale Sermattei della Genga, stając się Leonem XII. Na początku roku 1831 król Hiszpanii Ferdynand VII, działając poprzez kardynała Juana Francisca Marca y Catalána, udaremnił zaś elekcję Giacoma Giustinianiego, który podczas wcześniejszej misji dyplomatycznej popaść miał w niełaskę królowej Marii Krystyny; wydarzenia te przyczyniły się objęcia tronu przez Bartolomea Alberta Cappellariego ‒ Grzegorza XVI.
Fiaskiem zakończyć miała się natomiast próba wykorzystania ekskluzywy w roku 1846. Według części przekazów Ferdynand I (przy poparciu kanclerza Klemensa von Metternicha) powierzył wówczas misję zablokowania kandydatury kardynała Giovanniego Marii Mastaiego Ferrettiego nieobecnemu wcześniej w Rzymie Karlowi Kajetanowi Gaisruckowi; delegat cesarstwa przybył jednak na miejsce już po wyborze Piusa IX. Historycy i historyczki podważają jednak wiarygodność tej relacji, wskazując na brak ostałych pisemnych dowodów.
Krakowski wysłannik cesarza. O zdarzeniach z 1903 roku i polskim w nich udziale
Gdy w 1870 roku Państwo Kościelne przestało istnieć, a Rzym trafił do Włoch, wspomniany już Pius IX począł posługiwać się określeniem "prigioniero nel Vaticano", odmawiając przy tym opuszczenia Wzgórza Watykańskiego ‒ w proteście przeciwko odebraniu papiestwu terytorialnej suwerenności; stawiało to Kościół w zupełnie innym położeniu ‒ mogąc jednocześnie sugerować, że ekskluzywa straciła rację bytu. Po śmierci Leona XIII w 1903 roku nieco zapomniany już mechanizm przypomniał jednak o sobie ze zdwojoną siłą.
Centralną postacią papieskiej administracji pozostawał wówczas kardynał Mariano Rampolla del Tindaro ‒ dotychczasowy sekretarz stanu, postrzegany jako kontynuator myśli zmarłego papieża (a przez to naturalny kandydat na jego następcę). Zbliżenie z Francją i Rosją, które zaszło w okresie jego urzędowania, wywoływało jednak niepokój na dworze wiedeńskim ‒ perspektywa wyboru Rampolli pozostawała tym samym nieakceptowalna dla cesarza Franciszka Józefa I; o ile głównym zarzutem pozostawało jednak godzenie w interesy Austro-Węgier, o tyle monarcha żywił do kardynała i osobistą antypatię ‒ po wydarzeniach z Mayerlingu (do dziś owianych zresztą tajemnicą) Rzym wzbraniał się bowiem przed wydaniem zgody na katolicki pogrzeb arcyksięcia Rudolfa.
Splot tych okoliczności popchnął Wiedeń do decyzji o wyciągnięciu z lamusa zapomnianego przywileju. Jako że inni elektorzy z terenu monarchii mieli odmówić podjęcia się tego zadania, misję wniesienia formalnego weta powierzono ostatecznie biskupowi Krakowa, a jednocześnie nowo mianowanemu kardynałowi ‒ Janowi Puzynie. Ten, znany z demonstracyjnego konserwatyzmu (wyrażonego po latach choćby w odmowie pochówku Juliusza Słowackiego na Wawelu), a przy tym autokratycznego usposobienia (nie bez przyczyny Stanisław Wyspiański uczynił wszak zeń pierwowzór postaci Prymasa z "Wyzwolenia", przywołując przy tym słowa, które miały paść podczas wizytacji jednej z krakowskich szkół ‒ "Na kolana!"), przyjął na siebie rolę wysłannika cesarza, co wśród współczesnych mu uznano za przejaw serwilizmu.
Z końcem lipca 1903 roku w Kaplicy Sykstyńskiej rozpoczęto właściwe obrady; od pierwszych głosowań jasne stało się, że prym wiedzie Rampolla, sukcesywnie gromadząc wokół siebie coraz większą liczbę zwolenników (jego najpoważniejszym konkurentem pozostawał zaś Giuseppe Sarto, patriarcha Wenecji). 2 sierpnia, gdy faworyt zbliżał się do uzyskania wymaganej większości głosów, polski kardynał podniósł się z miejsca, odczytując zredagowaną wcześniej formułę i oświadczając zgromadzonym, że "w imieniu i z upoważnienia Jego Apostolskiej Mości Franciszka Józefa", "ma zaszczyt", korzystając ze "starożytnego prawa i przywileju", zgłosić sprzeciw wobec kandydatury dotychczasowego sekretarza stanu. Pośród elektorów miało dać słyszeć się jawne głosy potępienia, a dziekan całego kolegium kategorycznie skrytykował wiedeńską ingerencję, zakazując wpisywania tekstu do oficjalnego protokołu obrad. Mimo powszechnego oburzenia i chwilowego, demonstracyjnego wzrostu poparcia dla Rampolli, mechanizm ekskluzywy zadziałał z przewidywaną skutecznością; kalkulacja dyplomatyczna zdawała się wziąć górę ‒ wybór kandydata wbrew stanowczej woli habsburskiego imperium nieuchronnie zwiastowałby wszak paraliż bilateralnych stosunków. W kolejnych turach poparcie dla dotychczasowego sekretarza stanu topniało, podczas gdy głosy zaczęły przepływać w kierunku patriarchy Wenecji, który finalnie osiągnął bezpieczną większość, przybierając imię Piusa X. Jan Puzyna powrócił zaś do kraju, gdzie w dowód uznania odebrał od wdzięcznego władcy Krzyż Wielki Orderu Świętego Stefana.
Konsekwencje działań krakowskiego biskupa okazały się jednak fundamentalne i doprowadziły do trwałej zmiany. Zaledwie sześć miesięcy po swoim wyborze papież Sarto ogłosił konstytucję "Commissum Nobis", która potępiała weto, zabraniając jego zgłaszania w przyszłości pod rygorem automatycznej ekskomuniki. Wypowiedzenie decydujących słów przez Jana Puzynę ‒ ostatniego człowieka, który legalnie wykorzystał ramię świeckiego władcy do zablokowania niewygodnego kandydata ‒ stało się zarazem symbolicznym końcem wielowiekowej tradycji ingerencji katolickich monarchów w wybór papieży.








