W cieniu globalnego konfliktu. Cillian Murphy o scenariuszowym rzemiośle i kultowej roli
Akcja pełnometrażowego obrazu "Peaky Blinders: Nieśmiertelny" (w oryginale - "Peaky Blinders: The Immortal Man") przenosi odbiorców do 1940 roku, w sam środek historycznej zawieruchy. W czasie tym Thomas Shelby żyje w całkowitej izolacji - po wycofaniu się z życia publicznego, spisuje autobiografię, stawiając czoła duchom przeszłości. Sytuacja zmusza go jednak do opuszczenia bezpiecznej samotni; zagrożenie dotyka bowiem bezpośrednio jego syna, Duke'a (w rolę tę wciela się Barry Keoghan), który przejął stery nad rodzinnym biznesem. Powrót do Birmingham staje się więc dla Thomasa koniecznością.
Pytany o źródło niesłabnącej ekscytacji z bycia częścią słynnego syndykatu, Cillian Murphy bez wahania wskazał na mistrzowski scenariusz. Jak podkreślił aktor, to właśnie słowo pisane stanowi fundament, na którym buduje się najbardziej wiarygodne kreacje.
"Myślę, że scenariusz to jest to, za czym zawsze się idzie. Aktorzy powinni podążać za dobrym pisaniem, próbować z niego wycisnąć jak najwięcej, bo tego naprawdę nie ma aż tak dużo. Ja miałem ogromne szczęście, że trafiłem na tak świetne teksty od Steve'a Knighta i mogłem pracować nad tą postacią jakieś trzynaście lat; to było dla mnie najbardziej ekscytujące", przyznał.
Moralna szarość i międzypokoleniowe napięcia. Tim Roth o kreowaniu wieloznacznych postaci
Wprowadzenie do obsady Tima Rotha nadało dynamice relacji zupełnie nowy wymiar. Ceniony brytyjski aktor wciela się w niemieckiego agenta, a więc postać, która z własnej perspektywy stanowi siłę dobra w świecie przesiąkniętym surowymi zasadami. Motywacją dla jego bohatera jest wspomniany ogólnoświatowy konflikt, co stwarza fascynujący, wieloznaczny portret.
Tłumacząc zawiłości swojego bohatera, Roth zwrócił uwagę na relatywizm moralny. Jak sam przyznał podczas rozmowy, postać ta jest przekonana o własnej szlachetności - w swoim mniemaniu chce pomóc i zatrzymać zło. Zaznaczył przy tym, że ocena intencji zależy ostatecznie od punktu widzenia; w mrocznym świecie brytyjskiego półświatka definicje dobra i zła nieustannie się przenikają.
Obecność obu wybitnych artystów na planie wygenerowała unikalne napięcie. Murphy nie krył entuzjazmu z możliwości ponownej współpracy z Rothem (aktorzy zagrali razem w roku 2012 - gdy pojawili się w "Broken" Rufusa Norrisa); zaznaczył, że choć wspólnych scen nie było przesadnie wiele, to wzajemne krążenie wokół siebie stanowiło prawdziwą, aktorską ucztę. Punktem stycznym dla obu postaci okazuje się wspomniany wcześniej Duke. To właśnie młody dziedzic staje się osią, wokół której obracają się kluczowe intrygi, a skomplikowana relacja na linii ojciec-syn stanowi jeden z fundamentów pełnometrażowego obrazu. Roth dodał, że jego rola również niesie w sobie pewien pierwiastek ojcowski, choć to widownia musi samodzielnie ocenić, na ile jest on autentyczny, a na ile stanowi cynicznie wykreowaną pozę.
Pytani o główny przekaz "The Immortal Man", aktorzy zgodnie uniknęli jednoznacznych i pretensjonalnych deklaracji. To świadomy zabieg twórców, szanujących inteligencję i wrażliwość odbiorców oraz odbiorczyń. Jak podsumowano w rozmowie z Maksem Behrem, film ten to przede wszystkim niezwykle wciągające, zrealizowane w oldschoolowym stylu kino akcji; warstwa analityczna i głębsze przesłanie pozostają otwarte dla osób, które zechcą samodzielnie zajrzeć pod powierzchnię zjawiska, jakim nieustannie pozostaje opowieść o rodzinie Shelbych.
Zobacz też:
"Pociąga mnie to, co niekonwencjonalne". Amanda Seyfried jako Ann Lee - osiemnastowieczna humanistka







