Jest aktorką, piosenkarką, kompozytorką i autorką tekstów. Szeroka widownia Patricię Kazadi zna również z jej pracy w telewizji - gwiazda realizuje się jako prezenterka i gospodyni programów oraz imprez, w ostatnim czasie prowadząca jeden z największych show Polsatu, "Must Be The Music".
"Tańczyłam już w brzuszku"
Zawsze lubiła tańczyć, śpiewać i występować, a jej mama żartuje, że Patricia pierwsze kroki taneczne robiła już w jej brzuchu. Była małym brzdącem, gdy rodzina oklaskiwała jej pierwsze układy choreograficzne.
"Musiałam przed wszystkimi tańczyć lambadę i wszyscy musieli klaskać. Nawet jest taki filmik, gdzie krzyczę >>brawo bijcie, brawo bijcie<<" - wspomina Kazadi.
Maria Szczepańska, przyjaciółka Patricii z podstawówki, opowiada o wspólnych tanecznych próbach i marzeniach.
"Był taki program >>Mini playback show<<, który jak my byłyśmy małe, to był totalnym hitem. Oczywiście jak wszystkie dziewczynki chciałyśmy w nim występować, ale żadne z rodziców nie chciało nas zgłosić. Jak Patrycja usłyszała ten pomysł, to stwierdziła, że będziemy Spice Girl, w związku z czym ćwiczyła z nami układ do >>Who Do You Think You Are?<<. U mnie w ogrodzie, u niej w domu, nie było zmiłuj.(...) Szkoda, że nikt nas tam nie zgłosił, bo myślę, że byśmy zajęły wysokie miejsce" - śmieje się.
Z kolei Barbara Kazadi, mama Patricii, podkreśla, że jej pociecha gwiazdą była praktycznie od początku. Zanim jeszcze stanęła na scenie, organizowała ją w domu.
"Pati była organizatorką, wypisywała bileciki, które należało kupować. Organizowała stroje, przebieranki i były po prostu albo koncerty, albo przedstawienia teatralne dla rodziny. Bardzo to było słodkie, fajne" - wspomina.

"To był trudny czas". Patricia Kazadi wspomina pierwsze próby zaistnienia na scenie
Ale droga do realizacji marzeń była dla Patricii długa i wcale nie była usłana różami. W rozmowie z Kamilą Ryciak gwiazda wspomina, jak wiele razy spotykała się z odrzuceniem.
"Praktycznie pierwsze dziesięć lat moich podążań, bo nie można tego nazwać karierą, w kierunku kariery, to była cały czas negacja potencjału, osobowości, przynależności. Więc to był trudny czas" - podkreśla.
Kazadi do dziś wspomina moment, gdy po wielu staraniach i próbach do występu w spektaklu "Piotruś Pan", podziękowano jej za udział w projekcie.
"Na pewno ten cios, jakim było odrzucenie na sam koniec, tutaj właśnie w Teatrze Roma, przez Janusza i resztę produkcji, myślę, że był punktem zwrotnym, bo na pewno mnie załamał na długi czas. Ale wyzwolił we mnie moje alter ego" - podkreśla Patricia.
Alter ego Patricii i nowa odsłona gwiazdy
W przedstawieniu przyszła gwiazda miała wcielić się w rolę Tygrysicy Lilii i to właśnie ta bohaterka stała się "drugim ja" aktorki.
"Mam nawet tatuaż z Tygrysica Lilią" - mówi Patricia i wspomina decyzję, jaką podjęła, gdy usunięto ją z obsady.
"Stwierdziłam, że okej, skoro ja nie mam tego czegoś, bo twierdzili, że jestem zbyt nieśmiała, nie mam przebojowości, nie mam tego X-faktora, powiedzmy, to skoro ja tego nie mam, to sobie wykreuję postać, która to ma. I Tygrysica Lilia powolutku stawała się moim alt erego, które potem przerodziło się w Kazadi, czyli, jak to niektórzy mówią, zwierzę sceniczne" - opowiada Patricia.
Godziny w kolejkach. "Do reklamy masła czekałam 7 godzin"
Ogromną rolę w realizowaniu życiowego planu Patricii odegrała jej mama, która zgadzała się na udział córki w castingach i sama woziła ją na przesłuchania, próby i spektakle.
"Kiedyś castingi były ogłaszane w gazetach. Nie miałam agenta czy coś, więc mama kupowała gazetę, ja już tylko przebierałam nóżkami i zakreślałam, na które castingi chciałabym iść i błagałam po prostu. I mama była na tyle kochająca i wspierająca, żeby mnie na te castingi zabierać i godzinami czekać w kolejkach" - wspomina Patricia.
Jednocześnie gwiazda nawiązuje do momentów, które były bolesne i bardzo dla niej trudne: "Pamiętam, że kiedyś do reklamy masła czekałam 7 godzin, żeby ostatecznie usłyszeć: >>dlaczego pani przeprowadziła to dziecko? Przecież to jest reklama polskiej margaryny<<, a moja mama odpowiedziała: >>to jest polskie dziecko<<. >>No, nie wygląda<< - odpowiedzieli. I nawet nie dostałam szansy pokazać się przed kamerą".
"Bardzo komunikatywna, trochę obibok"
Pełna energii i zapału, obdarzona wieloma talentami, Patricia rozwijała się pod okiem osób, których wsparcie wspomina do dziś. Jednym z jej pierwszych autorytetów był Grzegorz Tokarski, nauczyciel gry na fortepianie.
"To, że w ogóle śpiewałam, to jest zasługa pana Tokarskiego, mojego nauczyciela fortepianu" - podkreśla Patricia, a jej nauczyciel przywołuje opinie, jakie wystawiano uczennicy.
"Ostatnio nawet sprawdziłem, wygrzebałem gdzieś stary dziennik, a pod spodem są uwagi o uczniu, charakterystyka ucznia. No i tam mniej więcej było coś takiego: >>bardzo komunikatywna, trochę obibok, ale bardzo zdolna, więc jeżeli nie zarzuci, to jest duża szansa, że pójdzie w stronę właśnie sceny<<. I słowo stało się ciałem" - puentuje.
Kamila Ryciak i Patricia Kazadi odwiedziły też szkołę, do której chodziła młoda artystka.
"To był moment, kiedy kariera nabierała tempa i musiałam robić trzy, cztery rzeczy na raz. Być w szkole, prowadzić program, grać w serialu, grać koncerty i prowadzić swój kalendarz i to wszystko jakoś okiełznać" - wspomina Kazadi.
Szkolne szafki, a w nich liściki
Wizyta w szkole stała się też pretekstem do wspomnień.
"A wiecie, co było najfajniejsze w tych szafkach?" - pytała Patricia, gdy wspólnie z Kamilą i kolegą z liceum stanęła w szkolnej szatni. - "Te liściki się tu wsuwało" (...). I były takie fajne czasami, na przykład taki Mateusz pisał >> dzisiaj masz ładną bluzeczkę<<.To teraz się wydaje głupie, ale wtedy to były takie DM-y!" - wspomina Patricia.
Wszystko na jedną kartę. "Wyprowadziłam się z domu"
Patricia nie ukrywa, że jej marzenia o karierze na scenie nie przypadły do gustu tacie, który widział córkę w innych profesjach.
"Dla taty najważniejsza była edukacja i żebym była prawnikiem lub lekarzem, więc w ogóle nie wchodziło w grę, że ja będę w zawodzie, jak to tata wspominał, cyrkowca" - podkreśla Patricia, dodając, że z czasem perspektywa taty nieco się zmieniła.
"Jest bardzo dumny. Z czasem, kiedy zobaczył, że to po pierwsze przynosi pieniądze, a po drugie, że no nie da się tego wyperswadować mi, bo kiedy doszło do takiej kłótni między nami, no to wyprowadziłam się z domu. Więc zobaczył, że i tak mnie nie powstrzyma, więc jak czegoś nie możesz zwalczyć, to należy to pokochać" - podsumowuje gwiazda.
"Tylko na scenie czuję się w pełni sobą"
A na pytanie Kamili, co daje jej największą radość z wykonywanej pracy, Patricia odpowiada, że wielką nagrodą jest uznanie widzów.
"To jest wspaniała gratyfikacja ciężkiej pracy, którą wykonujemy, bo gdyby nie było odbiorców, to po co to wszystko? Więc mam ogromną wdzięczność do tego, że od 25 lat pracuję i że ktoś to ogląda i ktoś mnie słucha, ktoś followuje mnie na socialach i jest zainteresowany tym, co się u mnie dzieje i mnie wspiera. Robię to dlatego, że to kocham, to w ogóle nie ma wątpliwości, że jakby ja tylko na scenie czuję się w pełni sobą" - podkreśla Patricia.
A więcej informacji ze świata show-biznesu i ciekawych wywiadów z gwiazdami czeka na was w programie "halo tu polsat" od piątku do niedzieli, już od godz. 8.00. Bądźcie z nami!
Zobacz też:
Ten fason kobiety uwielbiają. Patricia Kazadi w ultrakobiecej kreacji w kolorze czekolady







