"Słońca bez końca" w roztoczańskiej ostoi. Kora i jej zwierzęcy świat – we wspomnieniach najbliższych
Materiał zawiera linki partnerów reklamowych.
Olga Sipowicz zmarła 28 lipca 2018 roku - ostatnie lata życia spędziła zaś na ukochanym Roztoczu, gdzie udało się jej stworzyć dom otwarty tak dla ludzi, jak i dla zwierząt. Codzienność pośród leśnej enklawy nierozerwalnie splotła się tym samym z rytmem natury, a niezwykła więź z braćmi mniejszymi trwała do samego końca - Kora nie tylko żyła, ale i odchodziła w ich obecności. Zbliżająca się premiera książki Kamila Sipowicza "Kora i inne zwierzęta" stanowi doskonały pretekst, by - dzięki wspomnieniom najbliższych artystki - przyjrzeć się z bliska temu mikroświatowi.

Ostatni azyl na Roztoczu. "Kora kochała słońce"
W materiale - zrealizowanym przez Karolinę Ciesielską i Małgorzatę Ruszkiewicz - najbliżsi Kory podzielili się wspomnieniami dotyczącymi tak jej samej, jak i ukochanej "roztoczańskiej ostoi".
Decyzja o osiedleniu się na wsi zapadła w granicznym momencie; jak wyjaśniał Kamil Sipowicz, zmiana otoczenia nastąpiła tuż po usłyszeniu diagnozy o chorobie nowotworowej. Miejsce to miało pełnić funkcję przestrzeni do odpoczynku, oferując bezpośrednie, surowe sąsiedztwo natury.
"W Lasach Kominiarskich mamy łosie, wilki, a nawet rysie. Bardzo dużo saren czy jeleni", tłumaczył, podkreślając przy tym bezpośrednie sąsiedztwo Roztoczańskiego Parku Narodowego.
Przyjaciółka Sipowiczów, Iwona Teterycz, zwracała z kolei uwagę na specyficzny mikroklimat tego zakątka Polski, idealnie współgrający z nastawieniem Kory do świata.
"Na Roztoczu jest bardzo słonecznie, a ona kochała słońce. Mówiła zawsze: »słońca bez końca«".
Mając pełną świadomość swojego stanu, artystka dokładała starań, by każdy dzień spędzony w nowym domu był tym najpiękniejszym.
Zwierzęca rodzina w Bliżowie-Kolonii. Koty, alpaki i ukochana Ramona
Codzienność w Bliżowie-Kolonii toczyła się (i wciąż toczy, mimo nieobecności Kory) niespiesznym, dyktowanym przez przyrodę tempem. Jak wspominał Sipowicz, jego żona wstawała niezwykle wcześnie, często już o czwartej lub piątej nad ranem, by doglądać ogrodu warzywnego i kwiatowego, oddawać się malowaniu, tworzeniu wycinanek oraz nieustannemu udoskonalaniu przestrzeni. W międzyczasie wokalistka doszła zaś do wniosku, że w domu brakuje... kociej obecności."W momencie, gdy dom był już praktycznie gotowy, Kora wszystko umeblowała i obwiesiła dekoracjami, powiedziała, że ma za mało kotów", wspominał Krzysztof Jach - przyjaciel domu.
Los szybko odpowiedział jednak i na tę potrzebę.
"Kotka zaczęła piszczeć pod tarasem. Musieliśmy rozkręcić deski i została z nami", opowiadał dalej Kamil.
Z biegiem czasu kocia gromada powiększyła się do czterech osobników, co niosło ze sobą określone wyzwania logistyczne. Zwierzęta te charakteryzują się wszak silnym instynktem terytorialnym, przez co artystka musiała każdego poranka regularnie sprzątać, prać oraz przecierać podłogi. Zwierzęca społeczność rosła także dzięki zaangażowaniu sympatyków, co relacjonował Szymon Sipowicz, syn artystki.
"Mama ratowała koty, które przynosili fani. Gdy jakiś fan przyniósł zwierzątko z chorym okiem, zostało wyleczone i już z nami zostało".
Kiedy stałą opiekę nad kotami przejął Szymon, gospodyni skupiła niemal całą swoją uwagę na psach. Centralne miejsce w jej sercu zajęła Ramona, suczka rasy bolończyk, z którą wokalistka bywała wręcz nierozłączna. Sipowicz przypominał, że żona wyraźnie poprosiła go o znalezienie psa tej konkretnej rasy - ostatecznie udało się zakupić z hodowli ostatnie, niechciane przez nikogo maleństwo. Choć początki bywały pełne niepewności, ponieważ Kora nie do końca wiedziała, jak odpowiednio opiekować się tak drobnym stworzeniem, błyskawicznie nawiązała się między nimi niezwykle silna więź. Ramona towarzyszyła wokalistce w najdalszych podróżach, od Grecji po Meksyk i Brazylię, co syn artystki kwitował z uśmiechem.
"Była słynną celebrytką, znaną bardziej od nas. Mama była z nią nierozłączna, wszędzie ją zabierała, nawet na koncerty".
Czworonożna przyjaciółka Kory odeszła we wrześniu 2018 roku - zaledwie 39 dni po śmierci swojej właścicielki.
Piosenkarka ceniła małe, niesprawiające dużego kłopotu zwierzęta, choć jej zamiłowanie do fauny przybierało niekiedy nieoczekiwane, egzotyczne formy. W 2016 roku na urodziny otrzymała więc trzy alpaki. Pomysł ten szybko zweryfikowała wiejska rzeczywistość.
"Okazało się, że nie były takie friendly, jak na początku mówili. [...] Pluły, gryzły", mówił Szymon.
Niezwykła intuicja i symboliczne pożegnanie. "Wszystkie pojawiły się wokół łóżka"
Nadchodząca książkowa publikacja to nie tylko zbiór ciepłych anegdot, ale również społeczny przekaz na rzecz humanitarnego traktowania czworonogów. Kamil Sipowicz zwracał uwagę na potrzebę szerokiej edukacji, podkreślając cel przyświecający dzieleniu się tą historią.
"[Chcę] pokazać ludziom, że nawet gdy ma się taką diagnozę [jak Kora], że można walczyć, a zwierzęta są bardzo wrażliwe i czują, gdy ktoś choruje. Są w szczery, piękny sposób przyjacielskie i pomocne, są terapeutyczne", wyjaśniał.
Wiele psów przewijało się przez roztoczański dom, traktując go niczym bezpieczną przystań, krążąc między gospodarstwem wokalistki a posiadłością Iwony Teterycz. Niektóre z nich znalazły tam swój ostateczny azyl. Niesamowita zwierzęca intuicja dała o sobie znać z ogromną siłą pod koniec życia wokalistki.
"W ostatnim akordzie jej życia wszystkie [zwierzęta] się tutaj pojawiły, były wokół łóżka. Nawet suczka Pipi, której nie było chyba dwa lata, przyszła, bo czuła, że coś się dzieje", relacjonował tę symboliczną scenę mąż artystki.
Dziś roztoczańska ostoja nadal tętni życiem, a pielęgnowanie pamięci o Korze realizuje się poprzez troskę o pozostawioną przez nią przestrzeń i zieleń.
"Kamil chce i czuje potrzebę zachowania ciągłości tego, co było. Więc sadzimy jej ukochane kwiaty, kosmosy, sadzimy ogórki, pomidory, bo czujemy Korę wszędzie. Wiemy, że ona na pewno jest blisko nas", przyznała Teterycz.
Jach podsumował zaś stratę w prostych, choć dobitnych słowach.
"Żal. Bardzo nam jej brakowało. I brakuje nadal".
Ukojenie w tym procesie odnajduje syn Sipowiczów, który ze spokojem przyznaje, że choć brak matki to bolesne doświadczenie, nieustanne, publiczne i prywatne rozmowy na jej temat przynoszą budujący, wybitnie pozytywny efekt.
Premiera książki Kamila Sipowicza zaplanowana została na 25 lutego 2026 roku.

Materiał Karoliny Ciesielskiej i Małgorzaty Ruszkiewicz (podobnie jak wszystkie odcinki "halo tu polsat") zobaczyć można na platformie Polsat Box Go.
Zobacz też:






