"Cały czas szukam, nie potrafię usiąść w miejscu"
Na pierwszy rzut oka Radek Rutkowski wydaje się człowiekiem pełnym energii i dystansu. Jak sam przyznaje, to nie tylko cecha charakteru, ale też coś, co wynika z jego wewnętrznych doświadczeń i sposobu funkcjonowania.
"Kiedy miałem 40 lat, zdiagnozowałem się na ADHD i nie chciałbym być postrzegany przez ten pryzmat, ale to jest jeden z elementów, który mnie określa. Jestem gościem, który po prostu cały czas szuka, cały czas jest w biegu, nie potrafi usiąść na miejscu", zdradził Radek.
W tej codziennej intensywności pomaga mu odnaleźć równowagę coś zupełnie prostego - relacja ze swoim psem:
"W tym momencie ważniejsze są jego emocje niż moje, więc odpoczywam".
Wizerunek twardziela a wrażliwość
Tatuaże, styl i ekranowe role mogą sugerować jedno, ale rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Aktor przyznaje, że jego wizerunek przez lata był pewnego rodzaju tarczą.
"Każdy, kto mnie zna, wie, że ja tak naprawdę w środku jestem czułym, otwartym gościem. Bardzo wrażliwym. I nawet nie udaję twardziela", zdradził Radek.
Jak dodał, początki jego wizerunku miały związek z potrzebą wyróżnienia się i budowania pewnej ochronnej tożsamości:
"Chciałem wykonać pierwszy tatuaż po to, żeby być groźnym. Żeby się wyróżniać przede wszystkim".
Trudne lata młodości i życie w cieniu problemów
Najbardziej poruszającą częścią rozmowy była opowieść o domu rodzinnym. To doświadczenia, które jak sam mówił - na długo zostawiły w nim ślad.
"Praktycznie moje wczesne lata młodości były dość szare. Mój ojciec miał problem z akceptacją rzeczywistości. Stracił żonę i kobietę swojego życia bardzo szybko - moją matkę, która odeszła podczas mojego porodu", powiedział Rutkowski.
Aktor nie ukrywa, że dorastanie w takiej rzeczywistości wiązało się z wieloma trudnymi emocjami i poczuciem braku stabilności.
Pojawił się również nałóg u taty Radka, co wiązało się z trudną sytuacją rodziny:
"Obiad w moim domu nigdy nie był niczym pewnym. Nie mieliśmy pieniędzy… (...) Więc tak, w moim domu było cicho. Ale jedyne, co wtedy czułem, to poczucie wstydu. I to jest chyba jedyna rzecz, z którą przez lata walczyłem najbardziej. I którą musiałem z siebie wyplewić, wyciągnąć - właśnie to poczucie wstydu".
Mimo trudnych doświadczeń, dziś Radek stara się patrzeć na swoją historię z większym zrozumieniem.
Moment przebaczenia i wewnętrzna ulga
Jednym z najważniejszych momentów w jego życiu była rozmowa z ojcem tuż przed jego odejściem. To wtedy pojawiło się coś, czego wcześniej brakowało - szczerość i pojednanie.
"Ojcu wybaczyłem w momencie, w którym się żegnaliśmy. Miałem okazję się z nim pożegnać. Po prostu wiedział, że to są jego ostatnie dni. I po raz pierwszy właśnie wtedy powiedział mi szczerze, że mnie kocha. Ja mogłem odpowiedzieć mu to samo", wyznał Radek.
To doświadczenie przyniosło ulgę i pozwoliło zamknąć ważny rozdział. "Tak, wtedy mu wybaczyłem. Czuję ulgę, zdecydowanie czuję", powiedział Rutkowski.
"Nie jestem bananowym chłopcem"
Dziś aktor otwarcie mówi o swojej przeszłości, bo jak podkreśla nie chce być oceniany przez pryzmat pozorów:
"Absolutnie nie jestem bananowym chłopcem. Jestem dzieciakiem z familoków, ze Śląska, z ciężkiego klimatu, który widział swoje i przeżył swoje".
Na koniec rozmowy pojawiło się pytanie, które podsumowuje jego drogę, czy udało się zamienić trudne doświadczenia w coś dobrego.
"Jeżeli życie to suma doświadczeń, to nawet będąc najbardziej upartym, nie da się ciągle popełniać tych samych błędów. Więc myślę, że tak, jest coraz lepiej i staram się właśnie przekuwać te złe doświadczenia w coś dobrego. To nie musi nas determinować. To nie jest nasza definicja. Z każdego >>syfu<< można wyjść na ludzi", powiedział Radek Rutkowski.
Przypominamy, że serial "Gliniarze" emitowany jest w telewizji Polsat od poniedziałku do piątku o godz. 17:00. Zapraszamy przed telewizory!
Zobacz też:







