Dorastanie kiedyś a dziś. Kolak o beztrosce minionych lat i pułapkach wirtualnego świata
Aktorka, choć od ponad czterdziestu lat związana z Wybrzeżem i - jak sama przyznaje - w sercu będąca już pełnoprawną Gdańszczanką, swoje wczesne lata spędziła w stolicy Małopolski. Zestawiając własne doświadczenia z wyzwaniami, przed jakimi staje współczesna młodzież, zauważała zaś fundamentalne różnice, wspominając swoją młodość jako czas nieustannego przemierzania krakowskich Plant i Błoń, definiowany przede wszystkim przez poczucie nieskrępowanej wolności.
"Interesowałam się czymś zupełnie innym, co innego było dla mnie dramatem niż dziś jest dramatem dla młodych ludzi", mówiła.
Dziś krajobraz dojrzewania wygląda zgoła inaczej, co trafnie diagnozuje najnowsza produkcja w reżyserii Kristoffera Rusa. Trzecia odsłona "Za duży na bajki" porusza niezwykle aktualny i dotkliwy problem wirtualnego wykluczania. Zjawisko to, zdaniem Kolak, napędzane jest przez ułudę bezkarności w sieci.
"Nieszczęsna anonimowość w sieci pozwala na mówienie rzeczy, za które kiedyś karano naprawdę poważnie", skwitowała.
Artystka dodała jednocześnie, że największą sztuką w tworzeniu kina familijnego pozostaje uniknięcie nachalnego, pedagogicznego tonu, co tworzącym najnowszą odsłonę produkcji o przygodach Waldka, Delfiny i Staszka bez wątpienia się udało. Dojrzewanie zawsze wymaga bowiem buntu, ale równie mocno potrzebuje oparcia w postaci przyjaźni i akceptacji.
Gdy doświadczenie spotyka młodość. Anegdoty z planu i aktorskie wyzwania
Praca na planie z młodą obsadą - Maciejem Karasiem, Amelią Fijałkowską oraz Patrykiem Siemkiem, którzy rozpoczynali swoją przygodę z serią ponad cztery lata temu - okazała się dla doświadczonej artystki nie tylko powodem do dumy, ale i przestrzenią do zawodowych eksperymentów. Jej filmowa postać, łącząca w sobie cechy osoby nieco przemądrzałej i nieokiełznanej, pozwoliła na realizację zupełnie nowych wyzwań; od scen "latania", aż po jazdę wyścigowym samochodem. Praca nad serią okazała się dla artystki także piękną, nostalgiczną podróżą; realizacja ujęć w Tatrach dała jej - jako rodowitej Krakusce - możliwość sentymentalnego powrotu do miejsc, które przed laty odwiedzała wielokrotnie. Sam proces twórczy przebiegał jednak niezwykle gładko - młodzi ludzie błyskawicznie opanowali techniczne zawiłości pracy, stając się, w ocenie samej Kolak, pełnoprawnymi zawodowcami.
Wszystko to wiązało się jednak z zabawnymi, międzypokoleniowymi tarciami. Podczas uroczystej premiery reżyser przywołał anegdotę z początków współpracy, kiedy to odtwórca głównej roli skrupulatnie pilnował powtarzalności ujęć.
"Kiedy zrobiłam coś inaczej niż na próbie, to zwracał mi uwagę, że to nie tak", wspominała.
Dla początkującego Macieja Karasia naturalna aktorska improwizacja Kolak stanowiła początkowo wyzwanie, jednak z czasem - jak zauważyła sama artystka - pozwoliła nauczyć się niezwykle pożądanej w tym zawodzie elastyczności.
Tego rodzaju swoboda sceniczna przychodzi z wiekiem, choć bogate doświadczenie niesie ze sobą również pewne koszty. I choć Dorota Kolak szczerze przyznaje, że lata spędzone w teatrze wyostrzyły jej zmysł analityczny, przez co z pozycji widzki znacznie trudniej jest jej dziś zatracić się w oglądanej historii bez oceniania technicznych niuansów, to gdańska rozmowa udowadnia jedno - apetyt znakomitej aktorki na nowe wyzwania absolutnie nie słabnie.
Zobacz też:
Małgorzata Foremniak szczerze o dojrzałości i zmianach w jej życiu







