"Grałem tam na ulicy jeszcze niedawno". Wiktor Dyduła o sukcesie, który jest paliwem i miłości, przez którą "przepadł"
Jeszcze niedawno zarabiał na chleb, grając na ulicy. Dziś podbija scenę, wchodzi w muzyczne współprace i szykuje się do wyjątkowego koncertu. Wiktor Dyduła ma dobrą passę nie tylko w muzyce, ale i w miłości. W naszym studiu wyznał, że dosłownie "przepadł" - tak jest zakochany!

Kim jest Wiktor Dyduła? Muzyczną karierę zaczynał... na ulicy
Kariera Wiktora Dyduły robi wrażenie. Zaczynał, grając na ulicy i wrzucając do sieci covery znanych piosenek. Dziś jego występy zapełniają sale koncertowe, a jego piosenki lecą w radiu non stop. Wiktor dał się poznać szerszej publiczności w programie muzycznym, ale bardzo szybko porzucił metkę uczestnika talent show i zaczął pisać swoją własną historię. Przyniosła mu ona złote i platynowe płyty, udział w Męskim Graniu i wielki przebój "Tam słońce, gdzie my", który na dobre zadomowił się na listach przebojów.
W 2025 roku Wiktor wydał album "Tak jak tutaj stoję", który od razu trafił na szczyt sprzedaży, potwierdzając, że to nie jest chwilowa fascynacja, tylko artysta, który wie, co chce powiedzieć. A jego wizyta w niedzielnym "halo tu polsat" była dowodem na to, że mimo sukcesów Wiktor nadal ma do dystans i tę sama naturalność, z którą kiedyś stawał z gitarą przed przypadkowymi przechodniami.
Wiktor Dyduła w "halo tu polsat"
Rozmowę z Wiktorem Olek Sikora zaczął od zanucenia hitu "Tam słońce, gdzie my".
"Teraz rozkminiłem, że ty śpiewasz o Polsacie, o naszym słoneczku" - zauważył nasz prowadzący. "Dokładnie. Tyle czekałem na to, aż to ktoś połączy" - uzupełnił Wiktor, dodając, że choć jest to jego pierwsza wizyta w programie, ma apetyt na więcej.
"Jest bardzo miło i w ogóle mam tu blisko, więc możecie zapraszać mnie jeszcze częściej" - zaproponował nasz gość.
Z ulicy na dużą scenę. Wiktor Dyduła wyjątkowy koncert z okazji Stulecia Gdyni
Być może będzie okazja do kolejnych rozmów, bo kariera wokalisty nabrała tempa i jest o czym rozmawiać.
"Dużo koncertów znowu się szykuje, bo tamten rok był bardzo obfity. Teraz się skupiam głównie na koncercie walentynkowym, który będzie przepiękny - nazywa się "Rytm ziemi", więc będziemy tak trochę walentynkowo też, ale z misją spędzać czas. Zapraszam, bo bilety jeszcze są dostępne - zapraszał Wiktor.
Lada dzień artysta wystąpi też na innej wyjątkowej scenie - będzie jednym z wykonawców podczas koncertu zorganizowanego z okazji Stulecia Gdyni.
"W Gdyni niesamowita sprawa i też dla mnie coś takiego specjalnego, bo grałem tam na ulicy jeszcze dosyć niedawno" - wspominał. "Właśnie teraz wspominamy, sześć lat temu jeszcze na ulicy grałem w Gdyni i gdzieś tam w jakichś kafejkach, a teraz wystąpię na dużej scenie".
I rzeczywiście - kariera Wiktora Dyduła zaczęła się niepozornie, od ulicznych występów. Z tamtego czasu pamięta go Olek Sikora.
Zaczynał jako kelner, dziś jest gwiazdą
"Pięć lat temu poznałem tego muzycznego śmiałka w Sopocie. Był na chwilę pewnie po rzuceniu roboty, bo przecież był kelnerem i podobno za dobre napiwki śpiewał klientom. I tu nam się tak rozkręcił, że teraz ten napiwek musi być większy, żebyś gdzieś wystąpił" - żartował. A Ola zapytała naszego gościa, czym są dla niego namacalne dowody sukcesu, jaki udało mu się odnieść - na przykład platynowa płyta.
"Dla ciebie ta platyna jest takim zwieńczeniem pracy, jako artysty? Kolejnym etapem do przejścia, czy nagrodą? Jak traktujesz takie doświadczenia?" - dopytywała.
"Sukcesy są niesamowite, ale traktuję jako paliwo do dalszej pracy. Kiedy ktoś o nich wspomina, to bardziej się onieśmielam" - stwierdził skromnie Wiktor, sięgając przy okazji po kuszącego croissanta i kontynuując wątek sukcesu między kolejnymi kęsami.
"Będę gwiazdą i będę chodził na pączki do telewizji"
"W ogóle się tego nie spodziewałem" - wyznał. "Generalnie to było tak, że chyba sobie to trochę wyafirmowałem, bo moja mama zawsze mówi o tym, że gdzieś tam na kanapie wspominałem, zobaczysz mamo, tylko wtedy w żartach, będę gwiazdą, będę gdzieś tam właśnie chodził na pączki do telewizji. Więc zawsze jakieś marzenia miałem, które wypowiadałem głośno i zawsze to polecam każdemu, gdzieś tam zapisywać swoje cele, które wydają się dla nas niemożliwe. Bo u mnie to, co się dzieje właśnie od czterech czy pięciu lat, to jest coś takiego, o czym nawet sobie nie marzyłem. Jestem za to bardzo wdzięczny" - podsumował.
A nawiązując jeszcze do koncertu, który odbędzie się 10 lutego w Gdyni i który będzie można zobaczyć w telewizji Polsat, artysta zwrócił uwagę na walor podobnych występów. Jak powiedział, podczas tego typu imprez można zobaczyć i posłuchać nowych, ciekawych aranżacji znanych piosenek.
"Ja lubię chodzić na koncerty, na których właśnie są zaproponowane nowe wersje utworów, więc sam na swoich koncertach zawsze gdzieś tam proponujemy jakieś inne aranżacje, żeby było ciekawie. Wychodzę ze założenia, że możemy zawsze oryginału posłuchać w domu, a jak wychodzimy, jak jest na żywo, jest cały zespół i grają coś nowego, pojawia się jakieś inne spojrzenie na utwór. Więc zawsze, jak jest okazja do zagrania utworów, które już nas do czegoś przyzwyczaiły w nowej wersji, uważam, że to jest super, żeby przypomnieć o tym utworze w trochę nowy sposób".
"Człowiek jest istotą stadną"
Dyduła opowiedział też o wartościowych współpracach muzycznych, w których brał udział. Podkreślił, że dla artysty mogą być ogromną inspiracją i dobrą zabawą.
"Fajnie jest pośpiewać sobie u czyjegoś boku. Każda taka współpraca dużo mnie uczy, więc bardzo lubię otaczać się ludźmi, którzy już mają też inne spojrzenie na tę muzykę, albo już coś osiągnęli. Z każdego takiego spotkania mogę wynieść coś dla siebie i mam nadzieję, że te osoby też wynoszą coś ze spotkania ze mną. Więc uważam, że takie fuzje są zawsze super. Człowiek jest, mam wrażenie, istotą stadną i jak jesteśmy w kupie, jak możemy z siebie czerpać nawzajem, to jest najpiękniej" - podkreślił.
Wiktor Dyduła o swej dziewczynie: "Przepadłem"
A jako że zbliżają się walentynki, Ola nie mogła nie nawiązać do uczuciowego życia naszego gościa, które w ostatnim czasie nabrało rumieńców.
"A co ogrzewa serce Wiktora Dyduły na co dzień?" - zapytała Ola
"Moja ukochana" - odparł bez chwili namysłu Wiktor, potwierdzając tym samym internetowe doniesienia.
"No właśnie, bo my widzieliśmy na Instagramie, że ty się chłopaku zakochałeś" - kontynuował temat Olek
"Oj, tak się zakochałem!" - przytaknął nasz gość i jak echo powtórzył za Olą słowa "Przepadłem!"
Miłość odmieniła życie naszego gościa, ma też szansę wpłynąć na jego repertuar.
"Bardzo napędza do nowych rzeczy, do tworzenia w ogóle i też to wsparcie, które dostaję od niej jest dla mnie bezcenne. Czuję je w każdej chwili, kiedy tworzę i występuję, to zawsze, nawet jak nie jesteśmy obok siebie" - podsumował.
Zobacz też:






