Ta książka ma być ostrzeżeniem. Filip Chajzer w szczerej rozmowie w "halo tu polsat"
W środę 6 maja ukazała się książka Filipa Chajzera "Szczęście na kreskę", w której opowiada - bardzo szczerze - historię swojej osobistej drogi: od najciemniejszych zakątków, po światło, które przyszło z niespodziewanej strony. Dziennikarz, który niedawno dołączył do ekipy "halo tu polsat" mówi wprost - książka powstała, żeby ostrzec innych.
Filip Chajzer ma za sobą wiele życiowych zakrętów, w których, w pewien sposób, uczestniczyła cała Polska, gdy za każdym razem trafiał na pierwsze strony w coraz to bardziej jaskrawych tytułach. Chwilę przed tym, jak usiadł na naszej kanapie, żeby porozmawiać z Pauliną Sykut-Jeżyną i Tomaszem Wolnym, widzieliśmy go w jego żywiole - uśmiechniętego i pełnego energii w serdecznych rozmowach z ludźmi w kolejnej odsłonie jego cyklu reportaży w "halo tu polsat".
Lęk ukryty za telewizyjnym uśmiechem
"Wszyscy kojarza cię z tym uśmiechem. [...] Ale za tą barwną fasadą przez lata budował się mur z lęku, oczekiwań, napięcia i uzależnienia", zaczął rozmowę nasz prowadzący. "O tym jest ta książka", odpowiedział Filip Chajzer, po czym odniósł się do tytułu, który nawiązuje do dawnego zwyczaju kupowania na zeszyt w sklepie. "To jest nawiązanie do takiego terminu psychologicznego - dług endorfinowy", mówił i tłumaczył w jaki sposób niektóre substancje zaburzają odczuwanie radości i jak tragiczne mogą być tego skutki.
W jego przypadku skończyło się dobrze, ale jak wspominał, w swoim podcaście słyszał wiele historii, także bardzo młodych ludzi, którzy nie opamiętali się w odpowiednim momencie i dzisiaj nie ma ich już z nami.
"Ja żyłem w ciągłym lęku, w ciągłym stresie", wyznał Filip Chajzer i podkreślił, że takie uczucia dotykają tysięcy ludzi - wcale nie muszą pracować w telewizji, ani mieszkać w stolicy. "I nagle na imprezie ktoś ci to wyciąga i mówi - masz, zapomnisz o stresie i lęku", kontynuował.
Wszystko zaczęło się w pracy
"Ja tak w to wszedłem", przyznał, po czym wrócił do momentu, w którym wszystko się zaczęło. Miał 35 lat, a sytuacja wydarzyła się w pracy, czyli w jego przypadku, w telewizji. "Pseudokolega zafundował ci ucieczkę", wtrącił Tomasz Wolny, a Filip Chajzer potwierdził.
Jednocześnie nasz gość podkreślał, że książki nie napisał tylko dla efektu. Jego historia jest po to, żeby zatrzymać kogoś, kto dzisiaj znajduje się tam, gdzie on wtedy.

Zobacz też: "Wychodziłem na zewnątrz, słuchałem wilków". Bogusław Linda o sensie życia i byciu offline
W końcu zrozumiał, że ma problem
"Kiedy się zorientowałeś, że nie masz tego pod kontrolą?", pytała Paulina Sykut-Jeżyna.
"To jest bardzo ważny moment. To jest ten moment, kiedy stajesz przed lustrem i mówisz: mam problem. To było pierwszy raz, kiedy trafiłem do psychiatry", relacjonował Filip Chajzer.
"Opowiadam jej, co widzę, kto za mną chodzi, co wyświetla się w moim telefonie, a ona mówi: »Panie Filipie, ja wierzę, że pan to widział, bo pan to widział, tylko tego tam nie było«", wspominał.
Tomasz Wolny przyznał, że ma już za sobą lekturę książki Filipa Chajzera i zauważył, że nasz gość podejmował wiele prób wyjścia z problemu - pisze o kolejnych ośrodkach, upadkach i podnoszeniu się.
"Wychodzenie to jest droga. To jest droga i to są upadki. Tylko że te upadki będą zdarzały się coraz rzadziej i rzadziej, a w końcu się skończą", wyjaśnił Filip, po czym podkreślił, że pisze też o sposobach, które najbardziej pomagają: "Jeżeli czujesz, że ci się to wymyka spod kontroli, przeczytaj".
"Zbudowałem sobie taki mój pancerz"
"Pamiętam ciebie z tego okresu, który opisujesz w książce", powiedziała Paulina Sykut-Jeżyna i dodała, że wspomina Filipa jako bardzo uśmiechniętego i pełnego energii faceta, który miał ogromny zapał do pracy: "W życiu nie powiedziałabym, że dźwigasz na barkach taki ciężar".
"Ja miałem w życiu dosyć ciężkie wydarzenie, po którym uciekłem sobie w pracę na wysokich obrotach. Tym sobie zbudowałem taki mój pancerz i wydawało mi się, że to jest gruby pancerz i on mi nadaje sens życia", odpowiedział Filip Chajzer.
"Tylko, że w pewnym momencie ten pancerz zaczął pękać. I wtedy, gdy pojawia się pierwsze pęknięcie, kiedy pojawia się strach, kiedy pojawia się brak poczucia własnej wartości [...], pojawiają się szczeliny. I to jest ten moment", mówił dalej, wspominając o krytyce, z którą się spotykał i dodając, że człowiek w takim stanie nie musi trafić na tę konkretną substancję, aby się pogrążyć - wiele dostępnych środków może podobnie zawładnąć życiem w tak trudnej sytuacji.
Zobacz też: Aksel Rumenov po zwycięstwie w "Farmie": "Nigdy w życiu nie byłem z siebie tak dumny"
W trakcie pisania książki jego życie się zmieniło
Książka Filipa Chajzera ma dwa etapy, bo jego życie w trakcie pisania bardzo się zmieniło. Na początku używa wielu mocnych, zupełnie "nieantenowych" słów i, jak mówi, po czasie nie chciał ich zmieniać, bo dobrze oddawały jego ówczesny stan. A publikacja miała w założeniu być poradnikiem i przestrogą dla ludzi, którzy weszli na podobną jak on drogę. Jednak dzisiaj mówi nie tylko o tym. Opowiada też o nawróceniu.
"W pewnym momencie, w trakcie pisania tej książki, do mojego życia wszedł pan Bóg", mówił w naszym studiu.
Filip Chajzer otwarcie przyznaje, że zawierzył życie Bogu, wiara miała ogromny wpływ na jego wyjście na prostą i dzisiaj jest ważną częścią jego życia.

Dzisiaj Filip Chajzer znów znalazł się w centrum uwagi
Jak mówił, w swoim życiu wiele razy spotykał się z falami krytyki, ocen, komentarzy - czasem w najmniej wyrafinowanej formie, zwykle w ilościach niemalże hurtowych. Teraz media znów dyskutują o nim po ostatnich wydarzeniach. Paulina Sykut-Jeżyna nawiązała do sytuacji, która wydarzyła się na jednym ze spotkań autorskich, gdy zostało mu zadane wyjątkowo krępujące pytanie dotyczące jego aktualnej relacji romantycznej.
"Miałem tyle stresu w związku z wydaniem trudnej, bardzo osobistej książki, jeszcze o dosyć wstydliwym problemie [...]. I nagle ja jestem wszędzie, w każdym portalu, na jedynkach, ja na to patrzę i ja nie wierzę. Jestem tym trochę zawstydzony, nie da się ukryć", zaczął Filip Chajzer.
"Czekacie na mój komentarz? Chyba najlepszym komentarzem, będzie komentarz samej zainteresowanej", kontynuował.
"Ja mówię o osobie prywatnej, mojej fantastycznej sympatii, do której dodzwonili się wczoraj dziennikarze i ona odpowiedziała, że ma doskonały kontakt z rodziną i jest bardzo zawstydzona tą sytuacją", powiedział w naszym studiu.
"Nie ma żadnych aspiracji, żeby być osobą publiczną. I mój komentarz - co więcej mogę powiedzieć?", podsumował.
Dziś chce przede wszystkim pomagać innym
Na koniec rozmowy Filip Chajzer zwrócił się z apelem do widzów: "Jeśli wiecie, że w waszym otoczeniu jest ktoś, kto może mieć podobny problem [...], to jakoś mnie znajdziecie, przez Instagrama do mnie napiszcie. Codziennie spotykam się z takimi ludźmi teraz, jakaś taka misja nowa".







