Agnieszka Hyży podzieliła się trudną historią sprzed lat. "Nie wypiłam połowy, poczułam, że coś jest nie tak. Pamiętam tylko urywki"
Wiele lat temu doświadczyła sytuacji, o której długo nie potrafiła mówić. Dziś Agnieszka Hyży decyduje się przerwać milczenie. Nie po to, by wracać do traumy, ale by ostrzec inne kobiety i zwrócić uwagę na realne zagrożenie, o którym wciąż mówi się za mało.

Wyobraź sobie zwykłą imprezę - jest śmiech, rozmowy, wspólna zabawa - i nagle zaczynasz czuć, że coś jest nie tak. Trudno utrzymać równowagę, zmienia się świadomość, pojawia się dezorientacja. Takie symptomy mogą świadczyć o nieświadomym przyjęciu napoju, do którego ktoś dosypał niebezpiecznej substancji. W naszym programie rozmawialiśmy o tym, jak rozpoznać zagrożenie i jak się chronić.
Wigilijna impreza, która wymknęła się spod kontroli
W naszym studiu gościli autor reportażu o pigułce gwałtu, dziennikarz Polsat News, Jacek Smaruj oraz Katarzyna Kraszewska-Kleyff, która podzieliła się z widzami historią ze swego życia. Jak mówiła, wszystko zaczęło się zupełnie niewinnie od wigilijnej imprezy w gronie znajomych. Spotkanie miało zamknięty charakter, odbywało się więc raczej wśród zaufanych osób. I właśnie podczas owej wigilii Katarzyna nagle źle się poczuła:
"Byłam przekonana, że jest środek nocy, a było przed dziewiątą i po prostu sama rozpoznałam, że coś się ze mną dzieje dziwnego. Wypiłam wtedy jednego drinka z baru i po prostu wiedziałam, że to był ten felerny napój" - opowiadała.
Jak wspominała, zaczęła mieć problemy z chodzeniem, czuła się bardzo źle, a momentami wpadała w euforię. Na szczęście szybko zareagowała.
"Po tym jak zorientowałam się, że coś dzieje się nie tak, po prostu uciekłam z tego wydarzenia. Na szczęście miałaś jeszcze siłę i świadomość, żeby to zrobić" - mówiła. "Myślę, że tutaj był splot bardzo korzystnych dla mnie sytuacji, ponieważ taksówka, którą wezwałam, była prowadzona przez kobietę. I ta pani po prostu mnie odnalazła, bo ja bardzo długo wchodziłam do tej taksówki, bo po prostu ciężko mi było chodzić. A pani powiedziała, że jak zobaczyła, że to jest zgłoszenie od kobiety, to stwierdziła, że nie odpuści, dopóki mnie nie znajdzie. I zawiozła mnie do domu".
Agnieszka Hyży zdecydowała się na wyznanie po latach
Historii Kasi uważnie przysłuchiwała się Agnieszka Hyży. Gdy nasza gościni skończyła opowiadać o feralnej wigilii, prowadząca "halo tu polsat" wyznała, że w przeszłości ona również znalazła się w podobnej sytuacji.
"Powiem ci szczerze, że strasznie mi serce bije, ponieważ jak wczoraj przygotowywaliśmy się do tej rozmowy, to ja postanowiłam się podzielić swoją historią w tym temacie i dzisiaj to zrobię pierwszy raz publicznie" - oświadczyła Agnieszka.
Agnieszka Hyży otworzyła się w "halo tu polsat": "To było prawie 20 lat temu"
"Być może dla wielu to też może być zaskoczeniem, ale sama padłam ofiarą właśnie takiej pigułki. W bardzo zaufanym gronie, to było już prawie 20 lat temu, w moim rodzinnym mieście w Katowicach" - opowiadała nasza prowadząca.
Agnieszka mówiła, że substancję dodano jej do coli. Zwracając się do Kasi, podkreśliła, że czuła się wtedy dokładnie tak, jak opisywała to jej przedmówczyni.
"Te emocje, o których ty mówiłaś, to co się z tobą działo, to jest dla mnie >>kopiuj wklej<<. To była godzina, ja w ogóle nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Przytomnie zamknęłam się w toalecie, w której poczułam się bardzo źle".
Na szczęście, podobnie jak w przypadku Kasi, historia Agnieszki zakończyła się dobrze.
"Moi rodzice zaczęli mnie szukać, ponieważ musiałam wracać do Warszawy, więc wiedzieli, że ja na pewno tak późno nie miałam wrócić. Odebrałam, ale dosłownie w takim śnie, telefon od nich. Wymamrotałam coś, wymruczałam, że coś się ze mną dzieje. Rodzice przyjechali, pojechaliśmy na pogotowie" - opowiadała Agnieszka.
Agnieszka Hyży mówi o trudnej historii sprzed lat: "Trochę nawet czuję się teraz niezręcznie"
Prowadząca "halo tu polsat" dodała, że postanowiła podzielić się swoja historią po latach nie bez powodu.
"Trochę nawet czuję się teraz niezręcznie, że ja nigdy wcześniej o tym nie mówiłam, bo być może moja historia też by przestrzegła kilka dziewczyn. Młodych i nie młodych, bo to może dotyczyć każdego z nas" - podsumowała.

Jak uchronić się przed nieświadomym przyjęciem substancji?
Problem jest poważny, a jego skala duża, dlatego warto wiedzieć, jak się chronić. Jak zauważył Jacek Smaruj, najczęściej szkodliwe substancje, które dodawane są do napojów, nie są wcale pigułką.
"My bardzo często używamy tego określenia >>pigułka gwałtu<<, ale to też bardzo ważna informacja dla kobiet - to prawie nigdy nie jest pigułka. To prawie zawsze jest płyn. To jest płyn o nazwie GHB, który bardzo szybko w organizmie zaczyna działać i bardzo szybko się rozkłada, bardzo szybko metabolizuje. Co oznacza, że tak naprawdę po tych sześciu, a już na pewno po dwunastu godzinach jest nie do wykrycia w organizmie".
Szybkość rozkładu szkodliwych substancji sprawia, że dodatek trudno jest wykryć.
"Czyli tak naprawdę kobiety zgłaszają się do lekarza i jeżeli nie były to substancje znane, tak jak na przykład benzodiazepiny, które da się wykryć w organizmie, to GHB niestety działa tak, że absolutnie nie możemy z tym nic zrobić. Czyli wykrycie sprawcy tak naprawdę jest niemożliwe" - wyjaśniał dziennikarz.
Co zrobić, gdy nagle podczas imprezy źle się poczujemy?
Warto też wiedzieć, jak się zachować w sytuacji, gdy już przyjmiemy tę substancję, na przykład podczas imprezy. Kiedy zaczynamy się źle czuć, powinniśmy od razu jechać na pogotowie.
"W pierwszej kolejności jedziemy na pogotowie albo na SOR. Robimy badania toksykologiczne i sprawdzamy, co jest w naszym organizmie, bo bez tego tak naprawdę niewiele możemy później zrobić procesowo. No a jeżeli już poczujemy, że coś się dzieje na tej imprezie, no to po prostu musimy dać znać. Nie możemy zostawać sami, bo te sytuacje, to często niestety, dotyczą też mężczyzn. To nie tylko kobiety są poddane tej substancji, więc to jest bardzo ważna sytuacja, żebyśmy sprawdzali, żebyśmy kontrolowali, żebyśmy obserwowali na imprezie, co się dzieje z osobą, która nam towarzyszy, bo kobiety bardzo często mówią, że to był tylko moment i ona znalazła się już w zupełnie innym miejscu".
A Agnieszka Hyży dodała, że najważniejsza jest świadomość i unikanie ryzyka:
"Myślę, że ta pierwsza podstawowa zasada, to wszystkie mamy i ojcowie powinni wkładać swoim dzieciom do głowy, albo nawet też dorośli się przestrzegać, czyli nie zostawiamy szklanek w barze, nie odchodzimy od stolików tańczyć, bo jak widać, wszystko się może zdarzyć" - podkreśliła.

Wyznanie Agnieszki Hyży
Agnieszka postanowiła wrócić do wydarzeń sprzed wielu lat, bo - jak mówi - to, co przydarzyło się jej, może się trafić każdemu, kto bawi się, czasem nawet w zaufanym gronie. Dziś tak opisuje tamten wieczór:
"Spotkanie licealne po latach, moje rodzinne miasto. Katowicki klub, tłum ludzi, znajome twarze, młodość pomieszana z dorosłością. Plan był prosty, tylko na chwilę. Następnego dnia o 7 rano miałam pociąg do Warszawy, pracę, obowiązki. Umówiłam się z rodzicami, że do północy będę w domu. Jestem dorosła, samodzielna, to już nie te czasy, kiedy mama i tata przywozili mnie z imprez" - wspomina.
"(...) Na barze stała moja szklanka coli. Nie wypiłam nawet połowy, kiedy poczułam, że coś jest nie tak. To nie było zmęczenie i nie alkohol. W ciągu kilku minut świat zaczął wirować, obraz rozmywać się przed oczami, ciało stawało się ciężkie. Wiem, że nie było jeszcze 23. Wzięłam torebkę i pomyślałam: "Idę do łazienki. Ochlapię twarz wodą i zamawiam taxi". Zamknęłam się w toalecie... i wtedy mój film się urywa" - mówi.
"Pamiętam tylko urywki. Wibrujący na podłodze telefon i jego dźwięk, który dochodził jakby z innego świata. Znajomi i rodzice próbujący się dodzwonić. Wiedziałam, że powinnam odebrać, ale nie potrafiłam ruszyć ręką. Po około trzech godzinach udało mi się nacisnąć zieloną słuchawkę. Tylko tyle: "Coś się ze mną dzieje... jestem w łazience.
Mama do dziś mówi, że te 20 minut drogi po mnie były dla nich traumatyczne" - wspomina Agnieszka.
Następnie opowiada, co działo się dalej.
"W klubie została już garstka ludzi. Tata zaniósł mnie do samochodu i pojechaliśmy na pogotowie. Resztę znam z opowieści. Zderzenie ze ścianą systemu, lekarka patrzy mojej mamie w oczy i mówi, że jestem "naćpana". Kiedy mama odpowiada: "Moja córka nie bierze narkotyków", słyszy tylko: "Każdy rodzic tak mówi".
Pomoc była niewielka. Odesłali nas do szpitala. Podobno leżałam na sali z pijanymi ludźmi zabranymi z ulicy, pod kroplówką, bez większego zainteresowania. Rano, po konsultacji ze znajomymi lekarzami, rodzina zabrała mnie na własne żądanie do domu.
Pierwsze 24 godziny praktycznie przespałam. Budziło mnie tylko picie wody. Mama do dziś wspomina zapach pokoju, jakby chemia wychodziła ze mnie każdą komórką ciała. Po 48 godzinach sama czułam na skórze ostry, octowy zapach. Szorowałam się pod prysznicem przez godzinę.
Moja historia skończyła się... szczęśliwie. Bezpiecznie obudziłam się we własnym łóżku, pod opieką bliskich.

Dlaczego mówię o tym teraz?
Bo wczoraj w "halo tu polsat", rozmawialiśmy z twórcą dokumentu o podziemiu pigułek gwałtu i z jedną z ofiar. Słuchając jej historii miałam wrażenie, jakby opowiadała o mnie. My miałyśmy szczęście. Wiele osób go nie ma. Nie bez powodu ta substancja ma taką nazwę.
I jest jeszcze coś, o czym mówi się za rzadko.
Wykrycie sprawcy jest bardzo mało prawdopodobne. Pytaliśmy, sprawdzaliśmy, konsultowaliśmy to później z lekarzami i specjalistami, możliwości są ograniczone, a czas działa na niekorzyść ofiary. Substancje znikają z organizmu szybko, dowody przepadają, a mało kto drąży temat do końca. Proceder jest niestety powszechny. Istnieją nawet nieoficjalne mapy klubów i miejscówek, które od lat są z tego znane. To jest przerażające.
To może spotkać każdego. Mnie. Ciebie. (...) Dziewczyny i chłopaków. Kobiety i mężczyzn.
Dziś sobota. Może właśnie szykujecie się na imprezę. (...)
Zapamiętajcie i powtarzajcie drukowanymi literami:
NIE ZOSTAWIAMY SZKLANEK BEZ OPIEKI. PIJEMY Z ZAMKNIĘTYCH BUTELEK. NIE UFAMY OBCYM, nawet jeśli wydają się znajomi" - kończy swoją historię Agnieszka.
Zobacz też:






