Mistrz i uczeń, czyli Daniel Olbrychski oraz Maksymilian Zejdler, syn Krzysztofa Ibisza, razem o nowym filmie. "Ogromny zaszczyt"
Jak to jest, gdy na planie filmowym spotykają się doświadczenie i charyzma oraz pełna marzeń i pasji młodość? O tym mogliśmy się przekonać, przysłuchując się rozmowie Daniela Olbrychskiego, ikony polskiego kina i Maksymiliana Zejdlera - stawiającego swe pierwsze kroki w zawodzie studenta Akademii Sztuk Teatralnych, prywatnie syna Krzysztofa Ibisza.

Pretekstem do zaproszenia do "halo tu polsat" Daniela Olbrychskiego i Masymiliana Zejdlera jest premiera filmu "Jutro o tej samej porze" traktującego o niespełnionej miłości, nadziei, stracie i marzeniach, których nie udało się zrealizować. Akcja filmu rozgrywa się na przestrzeni dwóch dni, głównie na peronie dworca kolejowego - miejsca symbolicznego, pełnego pożegnań i powrotów. Premiera obrazu odbędzie się 21 lutego w Sochaczewie, w miejscu dość nieoczywistym, bo w Muzeum Kolei Wąskotorowej, jako że akcja filmu rozgrywa się w scenerii związanej właśnie z koleją i podróżą.
Kim jest Maksymilian Zejdler?
W jednej z głównych ról tej produkcji zobaczymy Maksymiliana Zejdlera, który w zawodzie stawia pierwsze kroki. Prywatnie syn Krzysztofa Ibisza i dziennikarki Anny Zejdler, jest także wnukiem aktora i reżysera Wojciecha Zejdlera. Całkiem niedawno, bo 11 grudnia 2025 roku Maksymilian wystąpił w spektaklu dyplomowym IV roku wydziału aktorskiego Akademii Sztuk Teatralnych im. St. Wyspiańskiego w Krakowie, w filii we Wrocławiu. Zejdler ma za sobą pracę na pierwszych planach filmowych, a jednym z nich był właśnie projekt "Jutro o tej samej porze".
Pora dnia była zresztą pierwszym wątkiem rozmowy z aktorami, bo - jak zauważył Daniel Olbrychski - pojawienie się w studiu "halo tu polsat" o tak wczesnej godzinie dla aktora nie jest rzeczą oczywistą.
"No strasznie wcześnie" - zawyrokował nasz gość. "Jak aktor pracuje, to kończy przedstawienie, tak jak ja wczoraj, wieczorem. To zanim do domu, zanim do łóżka, zanim się zaśnie, to w tej chwili się czuję jakby w środku nocy" - oznajmił przekornie.
Daniel Olbrychski o nowym filmie: "Nie bardzo wiedziałem, do czego to zmierza"
A kiedy na ekranie pojawiły się przedpremierowe kadry filmu, w którym zagrał mistrz, ten skromnie wyznał, że w produkcji zagrał li i jedynie zawiadowcę kolejowego.
"Ubrali mnie w taki mundur, (...) słuchałem, czego ode mnie chcą 'teraz popatrz tu'. Nie bardzo wiedziałem, do czego to zmierza. Z przyjemnością, jak obejrzę, to może będę coś wiedział więcej. Czasami się tak zdarza, że aktor nic nie wie" - wyznał z rozbrajającą szczerością Daniel Olbrychski.

I choć mistrz stwierdził, że nie miał okazji grać wspólnych scen z Maksymilianem, ten odparł:
"Tak, to prawda, ale dla mnie sama możliwość przebywania z panem na jednym planie to jest na pewno ogromny zaszczyt. I przyglądanie się temu, jak pan się przygotowuje do scen" - mówił. "Dla mnie na pewno także podglądanie pana było cenną lekcją i myślę, że również opowieści, które pan też wspaniale opowiada, wszelakie anegdoty z planu" - wspominał.
Maksymilian opowiedział też, czym dla niego jest obraz "Jutro o tej samej porze".
"To jest film, który dzieje się zarówno w przeszłości, jak i w teraźniejszości. Pokazuje, do jakich skutków mogą doprowadzić, nie chcę powiedzieć, że błahe, bo to nie są błahe, bo sprawy sercowe nigdy nie są błahe, ale do jakich skutków mogą doprowadzić wydarzenia, które miały miejsce kiedyś" - opowiadał. "Jak mogą być brzemienne w skutkach, do czego może doprowadzić brak odwagi, aby na przykład zdobyć się na trudną rozmowę. Ja wcielam się w postać chłopaka, który właśnie tej odwagi nie miał i wolał uciec od konfrontacji zamiast powiedzieć prawdę, jakie ma zamiary. I potem możemy zobaczyć, jak to się przekłada na resztę życia i jak takie bolesne ziarno kiełkuje. Ale wyrasta z niego, no, na pewno nie piękna roślina, raczej kolczasty kaktus" - mówił.
Syn Krzysztofa Ibisza aktorstwo ma w genach
Maciej Kurzajewski zauważył, że aktorstwo jest niejako zapisane w genach Maksymiliana.
"No faktycznie, może tak być, ponieważ dziadek kończył wydział aktorski, także mój tata kończył wydział aktorski, więc może tak być" - zgodził się nasz gość.
A czy fakt, iż wywodzi się z rodziny o aktorskich zamiłowaniach, pomógł Maksymilianowi?
"Twoja mama jest też dziennikarką, osobą też funkcjonującą w mediach, więc masz też takie obycie chyba w ogóle z planami zdjęciowymi czy z różnymi miejscami gdzieś spokrewnionymi z tym zawodem. Czy to ci pomaga, czy wręcz przeciwnie?" - dopytywali prowadzący.

Syn Ibisza szczerze o wychodzeniu ze strefy komfortu: "Dużo mnie to kosztuje"
"Ale ja nie wiem, czy ja mam obycie" - stwierdził Maksymilian. "To jest dla mnie pewien, mimo wszystko wysiłek i zawsze duży stres. Mimo że często słyszę, że dosyć dobrze sobie radzę, że jestem dosyć wygadany, to jednak dosyć dużo mnie to kosztuje. Tak że ja nie wiem... Myślę, że dopiero to obycie zdobywam" - wyznał szczerze syn Krzysztofa Ibisza.
W rozmowie pojawił się też wątek przyszłości i obaw, jakie towarzyszą młodemu pokoleniu wchodzącemu na rynek pracy.
"Mam nadzieję, że będę się coraz lepiej odnajdywał w takich sytuacjach i w ogóle mam nadzieję, że będę miał na to szansę, bo to by oznaczało, że udaje mi się znaleźć pracę" - mówił Maksymilian. "Bo o tym przede wszystkim teraz myślę. Dopiero kończę szkołę i widzę, jak bardzo ciężko o tę pracę, jak wielu ludzi bardzo zdolnych wychodzi ze szkół, i naprawdę tej pracy brakuje co roku. Szkoły teatralne kończy około 80 osób" - mówił.

Prowadzący zauważyli zaś, że nasz gość ma w sobie dużo pokory, a przy tym i przebojowości, które na pewno pomogą mu odnaleźć się w branży i z powodzeniem zawalczyć o role.
Choć Zejdlera i Olbrychskiego dzielą pokolenia, w studiu "halo tu polsat" wyraźnie było widać spotkanie dwóch światów: doświadczenia i świeżości. Daniel Olbrychski z dystansem i humorem opowiadał o aktorstwie, a Maksymilian Zejdler słuchał uważnie, chłonąc każdą lekcję. Bez patosu i wielkich deklaracji, za to z autentycznym szacunkiem, który najlepiej oddaje relację mistrz - uczeń.
Zobacz też:






