Dzień, który zamienił się w noc. O zaćmieniu z 1887 roku i Prusa na nie reakcji
19 sierpnia 1887 roku doszło do całkowitego przesłonięcia tarczy słonecznej, a pas, w którym stało się ono widoczne, przebiegał od Niemiec po Japonię, przechodząc między innymi przez północną część Królestwa Polskiego. Fenomen wzbudzał niezwykle silne emocje - Stefan Żeromski opisywał wówczas w swoich dziennikach szybkość zapadającej ciemności, której towarzyszył atawistyczny niepokój; Władimir Korolenko, obserwujący zjawisko nad Wołgą, wspominał z kolei o ludziach oczekujących anomalii w lęku.
W tym samym czasie Bolesław Prus przebywał na kuracji w Nałęczowie; powodowany właściwą sobie ciekawością, zrezygnował jednak ze spokojnego wypoczynku i wraz z grupą znajomych udał się wieczornym pociągiem do Mławy, zlokalizowanej bezpośrednio w strefie całkowitego przesłonięcia. Choć 19 sierpnia niebo szczelnie przykryły chmury, uniemożliwiając obserwację korony słonecznej, samo doznanie mroku okazało się dla pisarza na swój sposób przełomowe.
"Zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Tak potężne, że chyba nie znajdę spokoju, dopóki nie wygadam się z niego", pisał później na łamach "Kuriera Codziennego" w relacji zatytułowanej "Wędrówka po ziemi i niebie".
Prus - zagorzały racjonalista, zdający sobie sprawę z praw rządzących ruchem ciał niebieskich - na własnej skórze odczuł więc potęgę zjawiska, którego emocjonalny ciężar wykraczał poza naukowe wyjaśnienia. Dostrzegł przy tym wyraźny kontrast postaw - z jednej strony stał bowiem człowiek wyposażony w twardą wiedzę o ruchu ciał niebieskich, z drugiej zaś przerażony nagłą nocą tłum. Dysproporcja ta, ukazująca bezradność nieświadomych mas, miała wkrótce znaleźć swe literackie ujście.
Egipt zamiast współczesności. Po co Prusowi prehistoria?
Błędem byłoby jednak upatrywanie w mławskim doświadczeniu Aleksandra Głowackiego natychmiastowego impulsu do napisania monumentalnego dzieła. O ile już na początku 1888 roku opublikował on nowelę "Z legend dawnego Egiptu" - utwór osadzony w realiach antycznych, który w istocie komentował napięcia wokół sukcesji niemieckiego tronu - o tyle zasadniczą pracę nad samym "Faraonem" rozpoczął dopiero około 1894 roku.
Dlaczego naczelny polski pozytywista przeniósł oś swojej narracji do XI wieku przed naszą erą? Wybór ten nie był przypadkowy - Prus nie tworzył wszak egzotycznej baśni, lecz literackie "laboratorium", a fascynująca wówczas Europę egiptologia dostarczyła mu idealnego "kostiumu", pozwalającego na dogłębną wiwisekcję mechanizmów władzy czy hierarchii społecznych, bez odnoszenia ich do współczesności. Profesor Adam Łukaszewicz zauważał, że czytelnicy i czytelniczki próbowali odczytywać powieść jako bezpośrednią alegorię rządów Mikołaja II, w rzeczywistości jednak dzieło to oferuje znacznie szerszą, na swój sposób uniwersalną perspektywę.
Autor podszedł do tematu z metodyczną rzetelnością; profesorka Janina Kulczycka-Saloni w swoich badaniach dowiodła, że Bolesław Prus w trakcie pisania obficie posiłkował się literaturą przedmiotu - zwłaszcza opracowaniami Gastona Maspero, historią autorstwa Ignacego Żagiella czy tekstami Georga Ebersa. Z dzisiejszej perspektywy trudno uznać jednak "Faraona" za bezbłędny dokument historyczny - wyobrażenia o egipskich pieniądzach czy anachronicznych szachach zweryfikowano już dawno. Podobnie ma się kwestia postaci - choć arcykapłan Herhor jest postacią historyczną, sam Ramzes XIII pozostaje fikcyjnym konstruktem, świadomie wykreowanym przez autora w celu postawienia pytania o możliwości jednostki wobec systemu.
Mrok na usługach władzy, czyli silła atawistycznego lęku
Kluczem do zrozumienia "Faraona" pozostaje informacja; konflikt między młodym władcą a świątynną elitą nie opiera się na siłowej konfrontacji, lecz na dostępie do wiedzy. Kapłani dysponują mapami czy statystykami, szczelnie odgradzając od nich resztę społeczeństwa; apogeum owego monopolu ujawnia się zaś w słynnej scenie zaćmienia słońca. Dzięki skomplikowanym obliczeniom Menes jest w stanie precyzyjnie przewidzieć nadejście kosmicznego zjawiska; dla wybranych mechanika nieba stanowi przewidywalną przyszłość, dla reszty - absolutną zagadkę.
Gdy dochodzi do kulminacji, wiedza zostaje "sprywatyzowana", a następnie wykorzystana jako narzędzie wpływu - Herhor przedstawia naturalny ruch Księżyca niczym znak boskiego gniewu, by z pomocą irracjonalnego strachu wzbudzić posłuszeństwo. Christopher Kasparek w swoich opracowaniach wskazywał przy tym na podobieństwo tego motywu do historycznego epizodu z udziałem Krzysztofa Kolumba - w 1504 roku na Jamajce wykorzystał on wszak przewidywane zaćmienie Księżyca, by skutecznie wywołać niepokój wśród miejscowej ludności, a przez to zagwarantować sobie dostawy pożywienia.
Motyw ocalenia lub przejęcia władzy poprzez manipulację zjawiskami niebieskimi obecny był zresztą w literaturze tamtej epoki. Zaledwie kilka lat wcześniej, w 1889 roku, Mark Twain opublikował powieść "Jankes na dworze króla Artura", w której nowożytny inżynier unika tragicznego losu, grożąc permanentnym zgaszeniem słońca. O ile jednak u amerykańskiego prozaika racjonalna nauka ostatecznie kompromituje szarlatanerię, o tyle Prus rysuje wizję znacznie bardziej pesymistyczną; ukazuje świat, w którym wiedza służy umacnianiu przewagi elit. Ludzki strach przed kosmiczną ciemnością - ten sam, który, zgodnie z relacją Herodota, przerwał starcie między Medami a Lidyjczykami w 585 roku przed naszą erą, a w 1415 roku wstrzymał orszak Władysława Jagiełły - staje się u Prusa argumentem zamykającym wszelką dyskusję.
Prus nie zapamiętał więc z Mławy jedynie astronomicznego fenomenu. Zapamiętał przede wszystkim ludzkie doświadczenie chwili, w której dobrze znany świat na kilka minut utracił swój porządek. Kilka lat później pamięć tę przekuł w literacką wizję, w której wiedza pozwalająca przewidzieć ciemność daje zarazem możliwość wpływania na tych, którzy nie wiedzą, kiedy znów nadejdzie światło.








