Polskie sukcesy na Riwierze. Od Wajdy po Pawlikowskiego, Musiała i Gierszała
Obecność rodzimych twórców i twórczyń we Francji to w tym roku zjawisko niezwykle szerokie, obejmujące zarówno wielkie powroty klasyków, jak i zupełnie nowe wyzwania. Ogromnym sentymentem krytyki cieszyła się sekcja Cannes Classic, podczas której zaprezentowano cyfrowo odrestaurowanego "Człowieka z żelaza" Andrzeja Wajdy; dzieło z 1981 roku zyskało zachwycającą jakość 4K i zostało przyjęte bardzo entuzjastycznie, udowadniając publiczności, że w żadnym stopniu się nie zestarzało. Co niezwykle istotne - w dobie ciągłych dyskusji o wszechobecnej sztucznej inteligencji - żmudna praca nad odzyskaniem kilkunastu tysięcy filmowych klatek wciąż pozostaje domeną wysoko wykwalifikowanych specjalistów i specjalistek. Technologie oparte na algorytmach pomagają dziś przy prostym podwyższaniu rozdzielczości materiałów internetowych, jednak w kinie najwyższej próby niezmiennie króluje ręczna, rzemieślnicza precyzja.
Największa uwaga środowiska skupia się jednak wokół "Ojczyzny" w reżyserii Pawła Pawlikowskiego (której kinową premierę zaplanowano na 19 czerwca). Obraz ten - opowiadający o podróży Thomasa Manna i jego córki Eriki przez Niemcy w 1949 roku - wyróżnia się wysoce międzynarodowym charakterem i stanowi swoiste zwieńczenie autorskiego tryptyku, do którego należą nagradzane wcześniej produkcje "Ida" oraz "Zimna wojna". Zdaniem Jacka Goleniaka szanse na najważniejsze statuetki - w tym na samą Złotą Palmę za najlepszy film bądź kolejne wyróżnienie za wybitną reżyserię - są w tym przypadku niezwykle wysokie.
Polskie akcenty na festiwalu to jednak nie tylko reżyseria; Maciej Musiał z sukcesami odnajduje się obecnie w roli producenta, co przejawia się w filmie "Historie równoległe"; projekt ten jest śmiałą reinterpretacją "Krótkiego filmu o miłości" Krzysztofa Kieślowskiego. Obraz wyreżyserował Asghar Farhadi (dwukrotny laureat Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny), a na ekranie błyszczą takie nazwiska jak Isabelle Huppert czy Vincent Cassel, co przy bardzo zróżnicowanych przedpremierowych recenzjach czyni ten tytuł jednym z najbardziej intrygujących wydarzeń sezonu. Po czerwonym dywanie pewnie stąpał również Jakub Gierszał, który gości we Francji z chilijską produkcją "El deshielo". Jego artystyczna droga - wiodąca wcześniej przez docenione występy u boku Luke'a Evansa w produkcji "Dracula. Historia nieznana" czy Aidana Gillena w "Pojedynku" - dowodzi niezwykłej wszechstronności i powolnego, acz konsekwentnego zbliżania się do samego Hollywood.
Magia czerwonego dywanu. Luksusowe jachty, unikalne kreacje i potęga wizerunku
Komentariat zgodnie przyznaje, że siła francuskiego festiwalu leży w jego ciągłości; w przeciwieństwie do zamkniętej, jednowieczornej ceremonii oscarowej, Cannes to wielodniowe święto, w którym narracja ewoluuje niemal z godziny na godzinę. To także unikalna przestrzeń, w której wizerunek staje się integralną częścią przekazu. Tegoroczny czerwony dywan należał między innymi do Demi Moore - członkini jury olśniewającej w lawendowych kreacjach i subtelnych wzorach w groszki. Zainteresowanie wzbudziła również Joan Collins, znana z kultowej "Dynastii", która w asymetrycznej, białej sukni pojawiła się u boku młodszego o trzydzieści dwa lata partnera, udowadniając wprost, że miłość i klasa nie posiadają żadnej metryki. Wyróżnił się również Vin Diesel, traktując swoją marynarkę w sposób iście pragmatyczny - logotyp wyhaftowany na plecach sprawił, że gwiazdor stał się chodzącym nośnikiem promocyjnym kolejnej odsłony popularnej franczyzy motoryzacyjnej.
Festiwal to jednak nie tylko wielkie kreacje, ale również zaskakujące wyzwania logistyczne. Wobec całkowitego braku miejsc w hotelach na Riwierze, tuzy światowego kina zmuszone są szukać ekskluzywnych alternatyw; George Clooney, Brad Pitt czy Timothée Chalamet zacumowali w porcie własne jachty, które natychmiast zamieniły się w epicentra nocnych spotkań towarzyskich.
Poza plotkami i blichtrem, Cannes wciąż jednak oddycha wspaniałym kinem. Ogromne nadzieje wiązane są z filmem "Fjord" - rumuńskim dramatem z udziałem pochodzącego z tego kraju Sebastiana Stana, w którym prozaiczna przeprowadzka rodziny do mniejszego miasta staje się pretekstem do wnikliwej analizy trudnych relacji międzysąsiedzkich i polityki, potwierdzając tym samym wybitną kondycję kina europejskiego.







