Fakty, mity i ryzyko używania włączonego telefonu na pokładzie samolotu
Większość z nas włącza na pokładzie samolotu tryb samolotowy, "bo tak trzeba". Obsługa przypomina o nim przed startem, my posłusznie klikamy, mając z tyłu głowy powszechnie znany mit o tym, że brak trybu samolotowego może się źle skończyć. Czy to prawda? Niezupełnie. Ale temat jest nieco bardziej złożony.
Po co tak naprawdę jest tryb samolotowy?
Zacznijmy do faktów - jak właściwie działa tryb samolotowy? Otóż kiedy klikniemy w telefonie na ów tryb, automatycznie wyłączamy wszystkie moduły nadawcze, a wśród nich sieć komórkową (GSM/4G/5G), transmisję danych, Wi-Fi (choć można je ręcznie włączyć), a także Bluetooth (to akurat w zależności od urządzenia). Telefon przestaje łączyć się z siecią operatora (choć użytkownik może później włączyć Wi‑Fi lub Bluetooth).
Co jednak ważne, w trybie samolotowym urządzenie nadal działa normalnie offline (działa aparat, możemy robić notatki, oglądać zapisane na telefonie filmy czy grać).
Niektórych korci wyłączenie trybu samolotowego, ale tu znów pojawia się niepokojące pytanie - czy telefon może zakłócić pracę samolotu? Teoretycznie, mogłoby się to wydarzyć w bardzo specyficznych warunkach. Jednak praktycznie takie ryzyko jest dziś uznawane za bardzo niskie. To jednak nie powód, by trybu samolotowego nie włączać.
Co mówią przepisy i instytucje?
Używanie telefonów na pokładach samolotów jest regulowane odpowiednimi przepisami. W Europie reguluje je EASA, czyli Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego. Podkreśla ona, że:
- urządzenia mogą potencjalnie emitować zakłócenia elektromagnetyczne,
- nawet certyfikacja CE nie gwarantuje pełnej odporności samolotu,
- dlatego ograniczenie użycia nadajników na pokładzie jest środkiem ostrożności.
Tyle przepisy. A jak to wygląda w praktyce?
Co realnie może się stać, jeśli nie włączysz trybu samolotowego?
Jeśli ktoś wyłączy tryb samolotowy, istnieje niewielkie ryzyko, że jego telefon wywoła zakłócenia. Nie są jednak znane przypadki, aby telefon pasażera doprowadził do katastrofy lub poważnej awarii samolotu.
Teoretyczne ryzyko dotyczy tu emisji sygnału GSM, "szumów" w systemach audio, a także pracy wielu urządzeń jednocześnie przy starcie i lądowaniu. EASA wskazuje, że interferencje są w takiej sytuacji trudne do przewidzenia, dlatego zaleca ostrożność. Mówiąc krótko, działamy w myśl zasady, że czasem lepiej dmuchać na zimne.
Problemy proceduralne
Jedno jest jednak pewne - jeśli pasażer nie włączy trybu samolotowego, zgodnie z obowiązującymi przepisami może zostać upomniany przez załogę, a w skrajnych przypadkach jego zachowanie może być uznane za naruszenie procedur bezpieczeństwa. Linia lotnicza może wtedy wymagać wyłączenia urządzenia. To jednak bardziej kwestia organizacji i standardów, niż ochrony przed ciężkimi konsekwencjami dla lotu, samolotu i pasażerów.
Chaos sygnałowy i bateria
O tym, że warto włączyć tryb samolotowy, decydują tez inne, zdroworozsądkowe czynniki. Prawda jest bowiem taka, że włączony telefon w powietrzu bez zasięgu intensywnie "szuka sieci", może też próbować łączyć się z nadajnikami o dużej mocy, a to sprawia, że zwiększa pobór energii.
W efekcie bateria szybko się rozładowuje, a my tworzymy potencjalnie większy "hałas radiowy".
A co z kosztami telefonu włączonego w samolocie?
Ewentualne wysokie koszty to również powód, o którym mało się mówi, a który powinien zachęcać do włączenia trybu samolotowego. Wiadomo przecież, że poza UE roaming może być drogi - jeśli więc telefon nie jest w trybie samolotowym, może automatycznie łączyć się z siecią zagraniczną, pobierać dane w tle albo na przykład synchronizować aplikacje i chmurę. Efektem będą wysokie rachunki.
W UE sytuacja jest opanowana - obowiązuje tu zasada Roam Like At Home (RLAH), która pozwala na korzystanie z telefonu w podróży po Unii Europejskiej na takich samych warunkach jak w kraju. W jej ramach dzwonimy, wysyłamy SMS-y i korzystamy z internetu bez dodatkowych opłat, zużywając krajowy pakiet. Krótko mówiąc, korzystamy z telefonu jak w Polsce, bez dodatkowych opłat (w większości przypadków).
Zasada RLAH nie dotyczy jednak państw nienależących do UE/EOG. I tu właśnie zaczynają się "schody" - przykładowo, w Wielkiej Brytanii, Szwajcarii, Turcji czy Egipcie opłaty roamingowe mogą być wysokie. Ustalają je sami operatorzy i mogą się one znacznie różnić w zależności od państwa.
I to właśnie dlatego wielu doświadczonych podróżnych włącza tryb samolotowy nie tyle z obawy o bezpieczeństwo samolotu, lecz po to, by mieć pełną kontrolę nad połączeniami i transmisją danych oraz uniknąć nieprzyjemnej niespodzianki w postaci wysokiego rachunku po powrocie z podróży.
Warto bowiem wiedzieć, że podczas lotu nad morzem lub poza zasięgiem sieci naziemnych telefon może połączyć się z pokładową siecią satelitarną (jeżeli samolot ją oferuje). Taki roaming satelitarny bywa znacznie droższy niż zwykły roaming zagraniczny.
Tryb samolotowy - fakty zamiast mitów
Wokół trybu samolotowego narosło wiele mitów, które nie mają dziś wiele wspólnego z rzeczywistością. Współczesne samoloty są bowiem projektowane tak, by włączony pojedynczy telefon nie stanowił zagrożenia dla bezpieczeństwa lotu. Mimo to wiele linii nadal wymaga trybu samolotowego (choć część przewoźników oferuje pokładowe usługi łączności umożliwiające korzystanie z telefonu w określonych warunkach).
Dzięki trybowi samolotowemu ogranicza się niepotrzebną emisję sygnału, ułatwia pracę załodze, zmniejsza ryzyko drobnych zakłóceń oraz pozwala pasażerom uniknąć kosztownego roamingu. Jeśli więc zapomnisz włączyć tryb samolotowy, najprawdopodobniej nie wydarzy się nic niebezpiecznego, ale warto stosować się do poleceń załogi - to prosty sposób na sprawną, komfortową i zgodną z obowiązującymi zasadami podróż.









