Od ojca do córki. Wspólna praca i przełamywanie stereotypów
Firma, którą obecnie zarządza Ewa, to naturalna kontynuacja odziedziczonej pasji - od najmłodszych lat obserwowała ona zaangażowanie dziadka i ojca w domowym garażu. Drugi z wymienionych, Adam Kostecki, jako wykwalifikowany chemik (jak sam wspominał, wiedza ta jest niezbędna choćby w procesie galwanizacji) zbudował przedsiębiorstwo opierające się na precyzji oraz specjalistycznym fachu. Początkowo nic nie wskazywało jednak na to, że córka pójdzie w jego ślady, jej zainteresowania oscylowały bowiem wokół sztuki. Decyzja o zaangażowaniu się w biznes zapadła w momencie, gdy założyciel warsztatu zaczął potrzebować realnego wsparcia; przejęcie sterów wymagało natomiast nauki fachu od absolutnych podstaw - od poznania skomplikowanych procesów nakładania powłok po zarządzanie zespołem doświadczonych fachowców.
Współpraca na linii ojciec-córka, choć niekiedy bywa wymagająca ze względu na silne charaktery obojga, opiera się na solidnym fundamencie przyjaźni oraz dążeniu do wspólnego celu. Sam Adam nie ukrywa dumy z sukcesów specjalistki w branży, która w powszechnej świadomości wciąż uchodzi za przestrzeń zarezerwowaną wyłącznie dla mężczyzn.
"To, że kobieta robi coś, co - jak by się wydawało - powinni robić mężczyźni, nie jest żadnym problemem. To tylko i wyłącznie kwestia postrzegania tego przez mężczyzn", podsumował.
Artystyczna dusza i kobieca perspektywa
Zamiłowanie do designu - początkowo oceniane przez ojca jako cechy nieco sprzeczne z biznesowym pragmatyzmem - okazały się wkrótce bezcenną wartością w nowej roli. Status jedynej kobiety w środowisku nierzadko pozwala na łatwiejsze nawiązywanie kontaktów i przecieranie szlaków. Kostecka nie tylko zarządza warsztatem, ale też czynnie angażuje się w procesy twórcze; doskonałym przykładem jest praca nad klasycznym brytyjskim modelem Austina, którego wnętrze wykończono w całości skórą, czy też realizacja projektu jednego z Volkswagenów - określanego niegdyś w Niemczech mianem "Porsche sekretarek" - do którego Ewa samodzielnie uszyła kompletną tapicerkę.
Odnalezienie się w tej hermetycznej przestrzeni to jednak nie tylko biegłe rzemiosło, lecz także umiejętność pracy w specyficznym otoczeniu.
"W tej robocie najbardziej lubię niezależność i to, że każdego dnia jest troszeczkę inaczej. Nasi klienci to bardzo specyficzni ludzie. Fajnie przebywać w takiej społeczności, gdzie każdy jest trochę inny", opowiadała Kostecka.
Zarządzanie firmą wymaga uporu, ale silne usposobienie to zjawisko dziedziczone w tej rodzinie od pokoleń. Jak zauważała matka bohaterki, kobiety w ich domu od zawsze potrafiły wziąć sprawy w swoje ręce - samodzielnie budowały, jeździły traktorami i naprawiały usterki; choć sama prywatnie marzy, by w przyszłości doczekać się wnuków. Na ten moment jednak to przywracanie dawnej świetności rzadkim maszynom pozostaje absolutnym centrum zawodowego wszechświata Ewy Kosteckiej.







