Dwa zamki, jedno miasto. O średniowiecznym rodowodzie i XX-wiecznym "konkurencie"
Historia starszego z poznańskich zamków zaczyna się po lokacji lewobrzeżnego miasta w 1253 roku. Nie wiadomo, czy przeniesienie książęcej siedziby z Ostrowa Tumskiego zainicjował jeszcze Przemysł I, czy - co Muzeum Narodowe uznaje za bardziej prawdopodobne - jego syn Przemysł II. To właśnie z tym ostatnim, koronowanym w 1295 roku na króla Polski, miejsce związało swoją królewską rangę. Późniejsze stulecia przyniosły kolejne przebudowy, a w 1783 roku Kazimierz Raczyński wzniósł tu nowy budynek. Dzisiejsza panorama wzgórza jest jednak w znacznej mierze współczesna: historyzujący gmach z 43-metrową wieżą powstał w latach 2010-2013 i został połączony z odbudowanym wcześniej budynkiem Raczyńskiego. Dwa poznańskie zamki dzieli więc nie tylko lokalizacja, ale i szczególny stosunek do czasu - jeden posiada średniowieczną genealogię odzianą częściowo we współczesną formę, drugi zaś jest budowlą nowoczesną, której od początku nadawano pozór dawności.
"Drugi" zamek narodził się z zupełnie innej potrzeby. Pod koniec XIX wieku Poznań pozostawał przestrzennie skrępowany dawnymi obwarowaniami, a rozwój miasta wymagał otwarcia nowych terenów. Zgodę na likwidację zachodniej części umocnień wydano w 1902 roku, dwa lata później powołano zaś Królewską Komisję Rozbudowy Poznania, której przewodził ceniony urbanista Josef Stübben. Dawny pas fortyfikacji miał ustąpić szerokim ulicom, zieleni i reprezentacyjnym gmachom - nowoczesność miasta zamierzano zatem zbudować na miejscu jego wcześniejszych ograniczeń.
Średniowiecze u progu nowoczesności. O Stübbenie, Schwechtenie i cesarskim forum
Powstająca dzielnica nie była przypadkowym zbiorem monumentalnych budynków. Stübben podporządkował je wspólnej kompozycji urbanistycznej, w której Zamek, Akademia Królewska, Teatr Miejski oraz gmach Komisji Osadniczej tworzyły zasadnicze punkty reprezentacyjnego forum; do zespołu dochodziły między innymi budynki Dyrekcji Poczty i Ziemstwa. Akademia optycznie zamykała perspektywę Świętego Marcina, teatr otrzymał własne parkowe przedpole, Zamek zaś wraz z sąsiednimi budowlami tworzył monumentalną bramę ku śródmieściu. Dziś ten sam fragment Poznania współtworzą Centrum Kultury ZAMEK, Collegium Minus i Collegium Maius UAM czy Teatr Wielki. Zmieniły się nazwy oraz funkcje, urbanistyczny szkielet pozostał jednak czytelny.
Dominantą założenia uczyniono rezydencję Wilhelma II - cesarza niemieckiego, a jednocześnie króla Prus (stąd też niemiecka nazwa gmachu - Königliches Residenzschloß oznacza wszak dosłownie "Królewski Zamek Rezydencjonalny") projektowaną przez Franza Schwechtena i wznoszoną w latach 1905-1910. Wybór neoromanizmu nie był estetycznym przypadkiem. Architekt - pozostający w konsultacji z monarchą - sięgał po repertuar form kojarzonych ze średniowiecznymi siedzibami cesarskimi, a ikonografia wnętrz dodatkowo odwoływała się do dawnych władców. Najmłodszy monarszy zamek kontynentu otrzymał więc kostium sugerujący wielowiekową ciągłość. Nowoczesność została zamknięta w świadomie archaizującej skorupie.
Ów kontrast był zresztą jeszcze wyraźniejszy wewnątrz. Za masywnymi elewacjami ukryto centralne ogrzewanie oraz windy, na sześciu kondygnacjach rozmieszczono pięćset osiemdziesiąt pięć pomieszczeń, a siedemdziesięciopięciometrowa wieża zegarowa stała się jedną z dominant ówczesnego miasta. Reprezentacyjne wnętrza skupiały się wokół monumentalnej Sali Tronowej, podczas gdy zachodnia część mieściła apartamenty rezydencjonalne. W wieży urządzono później bogato dekorowaną Kaplicę Cesarską, której formy przywoływały między innymi kaplicę pałacową w Akwizgranie, San Vitale w Rawennie i Cappellę Palatinę w Palermo. Z kolei na Dziedzińcu Różanym pojawiła się Fontanna Lwów inspirowana słynnym obiektem z Patio de los Leones w Alhambrze. Rezydencja kosztowała około pięciu milionów marek, choć sam Wilhelm II skorzystał z niej najpewniej ledwie kilka razy.
Nowy gmach nie był przy tym wyłącznie prywatnym mieszkaniem monarchy. Wraz z otaczającym go forum stanowił materialny znak rangi, którą zamierzano nadać Poznaniowi, a zarazem próbę wpisania miasta w określony porządek kulturowy. Stąd właśnie bierze się jeden z najciekawszych paradoksów budowli: obiekt zaprojektowany jako manifest trwałości pierwotną funkcję pełnił zaledwie przez kilka lat.
Gmach wielu wcieleń. O przejmowaniu, przebudowywaniu i oswajaniu Zamku
Po 1918 roku znaczenie rezydencji zmieniło się niemal natychmiast. W 1919 roku znaczna część gmachu została oddana nowo powstałemu Uniwersytetowi Poznańskiemu, trzy lata później dawne apartamenty cesarskie przeznaczono zaś na poznańską siedzibę głowy państwa. W 1929 roku przeprowadzono częściową polonizację wnętrz - usuwano wybrane dawne symbole, sprowadzano polskie dzieła sztuki i zmieniano wyposażenie. Dawna Sala Tronowa pełniła funkcje reprezentacyjne, a w murach rezydencji rozwijało się życie akademickie. Zamiast usuwać budowlę z pejzażu, zaczęto więc stopniowo przepisywać jej sens.
Najbardziej dotkliwa "metamorfoza" nadeszła jednak na przełomie lat 30. i 40. ubiegłego stulecia. Gmach poddano wówczas bezkompromisowej przebudowie, mającej dostosować go do potrzeb narzuconego wówczas porządku; usuwano więc elementy dawnego wystroju i przekształcano reprezentacyjne wnętrza, zastępując wilhelmiński historyzm chłodnym monumentalizmem nowej epoki. Bezpowrotnie zlikwidowano między innymi Kaplicę Cesarską, aranżując w jej miejscu monumentalny gabinet; rozebrano również dawną Salę Tronową, przez co pierwotna reprezentacyjna część rezydencji niemal całkowicie utraciła wcześniejszy charakter.
Po 1945 roku rozważano nawet usunięcie gmachu, ostatecznie zwyciężył jednak pragmatyzm. Uszkodzoną górną część wieży rozebrano, obniżając dawną dominantę o blisko 30 metrów, a od 1948 roku budynek - nazywany Nowym Ratuszem - zajmowały władze miejskie. W 1962 roku rozpoczął tu działalność Pałac Kultury, w połowie lat 90. przekształcony w Centrum Kultury ZAMEK. Kolejne modernizacje z XXI wieku dostosowały historyczne wnętrza do współczesnej działalności artystycznej, nie próbując przy tym wymazać wszystkich wcześniejszych warstw.
I być może właśnie w tym tkwi najbardziej poznański wymiar całej historii. Königliches Residenzschloß wzniesiono jako znak niezmienności pewnego porządku, a przetrwało dzięki temu, że żaden porządek nie okazał się trwały. Zmieniali się gospodarze, funkcje i interpretacje, podczas gdy kamienna bryła pozostawała na miejscu. Ostatni zbudowany w Europie zamek monarszy nie zachował się więc jako skamieniała rezydencja monarchy - przeciwnie, przetrwał dlatego, że Poznań raz po raz uczył się nadawać mu nowe znaczenia.








